Po artykule na temat męskiego biathlonu, przyszedł czas na kobiety. W czasach Tomasza Sikory nasze biathlonistki nie odnosiły takich sukcesów jak on, ale już od lat zawsze można którąś z nich spotkać w światowej czołówce. Na nudę nie można więc narzekać.
Sytuacja u biathlonistek na przestrzeni ostatnich 30-lat
Biathlon kobiecy w Polsce nie miał tak długich przestojów, jak bywało w kadrze męskiej. Mieliśmy i wciąż mamy większą grupę liczących się zawodniczek, niż u mężczyzn, gdzie w zasadzie byliśmy uzależnieni od formy Tomasza Sikory. Mało było okresów w ostatnich 30 latach, by żadna z naszych zawodniczek nie zdobywała punktów w Pucharze Świata, a wiele z nich ma nie tylko miejsca na podium tych zawodów, ale też medale Mistrzostw Świata. Co ciekawe, w przeciwieństwie do większości sportów zimowych, w biathlonie, do klasyfikacji Pucharu Świata zaliczane są także wyniki konkurencji podczas Mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich. Dzięki temu Weronika Nowakowska–Ziemniak, ma 2 medale Mistrzostw Świata i 2 miejsca na podium Pucharu świata, a wszystko zdobyte na tych samych zawodach, podczas Mistrzostw Świata w Kontiolahti w 2015 r.

W tych artykułach piszę o czasach, które realnie pamiętam, a więc mniej więcej od roku 1995. Jeśli chodzi o biathlon z tego okresu, to zacząć należy od Anny Stery-Kustusz, która stanęła jeden raz na podium Pucharu Świata, a było to dnia 06.03.1997 r., podczas próby przedolimpijskiej w Nagano, gdy skończyła rywalizację w biegu indywidualnym na trzeciej pozycji. W czasach, których nie pamiętam, a znam je tylko z Wikipedii, Anna Stera zdobyła również brązowy medal Mistrzostw Świata w biegu drużynowym w 1993 r. wraz z Zofią Kiełpińską, Krystyną Liberdą i Heleną Mikołajczyk. Anna Stera-Kustusz jest 3-krotną olimpijką, a najlepsze wyniki na Igrzyskach Olimpijskich osiągnęła w Nagano w 1998 r., gdzie zajęła 17. miejsce w biegu indywidualnym i 6. miejsce w sprincie. Pewnie szans na medale byłoby więcej, gdyby nie to, że w tamtym okresie, odbywały się tylko dwie konkurencje indywidualne, czyli sprint i bieg indywidualny. Nie było biegu pościgowego ani biegu ze startu wspólnego. Z pewnością w biegu pościgowym, startując z 6 pozycji po sprincie, Anna Stera-Kustusz miałby duże szanse na medal.
Magdalena Gwizdoń – ikona światowego biathlonu
Prawdziwą ikoną damskiego biathlonu, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie jest Magdalena Gwizdoń. Startowała ona w Pucharze Świata przez 27 sezonów, od 1995 do 2022 r., co jest rekordem wszech czasów w światowym biathlonie. Trudno się spodziewać, by ktokolwiek mógł zbliżyć się do tego wyniku. Karierę zakończyła w 2022 r., mając 43 lata.

Magdalena Gwizdoń nigdy nie zdobyła medalu wielkiej imprezy, ale znajdowała się kilkukrotnie w czołowej 20-stce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na podium Pucharu Świata znajdowała się 6-krotnie, z czego 2 razy była najlepsza. Dnia 01.12.2006 r. przeszła do historii polskiego biathlonu, zwyciężając jako pierwsza Polka na zawodach Pucharu Świata w szwedzkim Oestersund. Zawsze słynęła z piekielnie szybkiego biegu, ale niestety zdarzało się, że bardzo zawodziła na strzelnicy. Wspólnie z koleżankami, o których będzie mowa za chwilę, miała wiele udanych biegów sztafetowych – w tym jedno podium Pucharu Świata.
Najbardziej udane lata jej kariery przypadły na okres od sezonu 2003/2004 do sezonu 2008/2009, a następnie od sezonu 2012/13 do sezonu 2016/2017. W ostatnich latach kariery wyniki nie były już oszałamiające, ale Pani Magda wciąż potrafiła pomóc sztafecie, choćby w zdobyciu 7-go miejsca na Mistrzostwach Świata w Rasen-Antholz w 2020 r.
Pozostałe członkinie naszej walecznej sztafety
Kolejne zawodniczki, o których trzeba wspomnieć, to Agnieszka Cyl (z d. Grzybek), Krystyna Guzik (z d. Pałka), Weronika Nowakowska-Ziemniak oraz Monika Hojnisz-Staręga. Zwłaszcza te trzy ostatnie powodowały przez wiele lat, że rywalizację biathlonową kobiet oglądało się z zapartym tchem, a biathlon kobiecy w Polsce był na równym, wysokim poziomie.
Największym sukcesem Krystyny Guzik było srebro Mistrzostw Świata w biegu pościgowym w słowackim Nowym Mieście w 2013 r. Trzykrotnie stawała na podium Pucharu Świata i była przez wiele lat podporą polskiej sztafety, którą często przyprowadzała na pierwszym miejscu na swojej zmianie. Słynęła zawsze z bardzo dobrego strzelania. Najlepsze wyniki osiągała w sezonie 2015/2016, kiedy zajęła 10. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Na Igrzyskach Olimpijskich w Turynie w 2006 zajęła 5. miejsce w biegu indywidualnym, co razem z wynikiem Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak z 2010 r., z Vancouver, jest najlepszym wynikiem indywidualnym na Igrzyskach Olimpijskich w historii polskiego biathlonu kobiecego. Jako żołnierz Sił Zbrojnych RP, z sukcesami reprezentowała nasz kraj w Zimowych igrzyskach wojskowych oraz Wojskowych narciarskich mistrzostwach świata. Począwszy od sezonu 2005/2006 nigdy nie schodziła poniżej pewnego poziomu, a karierę zakończyła po sezonie 2017/2018. Krystyna Guzik, od 2014 r. jest żoną biathlonisty, byłego reprezentanta polski Grzegorza Guzika i od tej pory używa nazwiska Guzik. Największe sukcesy odnosiła jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Pałka.
Weronika Nowakowska – Ziemniak zdobyła 2 medale Mistrzostw Świata – srebro w Kontiolahti w 2015 r. w sprincie oraz brąz na tych samych zawodach w biegu pościgowym. Jak już wspomniałem na wstępie, są to jej jedyne miejsca na podium Pucharu Świata i Mistrzostw Świata. Poza tymi zawodami nigdy nie stanęła na podium Pucharu Świata, ale przez lata była podporą naszej sztafety, mimo nieudanego biegu na igrzyskach Olimpijskich w 2018, o czym będzie jeszcze poniżej. Jej najlepsze miejsce na Igrzyskach Olimpijskich, to 5 wynik w biegu indywidualnym z Vancouver, gdzie o braku medalu zadecydował felerny ostatni strzał. Po trzech bezbłędnych strzelaniach była w ścisłej czołówce zawodniczek walczących o złoto. Po 19-stu udanych strzałach, podczas ostatniej próby zaliczyła niestety pudło, które kosztowało ją medal i olimpijską emeryturę. Gdyby ten strzał był celny zajęłaby drugie miejsce, a tak musiała zadowolić się piątym miejscem. Trochę podobną sytuacje miał Tomasz Sikora, o czym wspominałem w poprzednim artykule – Co słychać w męskim biathlonie? Czy Tomasz Sikora może liczyć na następców? – Z PIŁKĄ W SERCU.
Tam jednak, mimo pudła w ostatnim strzale, skończyło się na olimpijskim srebrze. Warto zaznaczyć, że w tym samym biegu Agnieszka Cyl zajęła miejsce siódme, a więc mieliśmy 2dwiePolki w dziesiątce, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej, ani nigdy później na Igrzyskach Olimpijskich. Weronika Nowakowska–Ziemniak zakończyła karierę po igrzyskach w 2018 r. Obecnie pracuje jako komentator biathlonu dla stacji telewizyjnych.
Monika Hojnisz-Staręga startuje do tej pory, choć miała niedawno przerwę macierzyńską. Przerwa trwała od 2022., a obecnie zawodniczka jest już w pełnym treningu i szykuje się do powrotu do startów. W jej rękach znajduje się mnóstwo medali imprez juniorskich oraz brąz w biegu masowym podczas Mistrzostw Świata, które odbyły się w Nowym Mieście w 2013 r. Poza tym ma ona jedno miejsce na podium Pucharu Świata, w biegu indywidualnym w słoweńskiej Pokljuce, w grudniu 2018. Sezony 2018/2019 i 2019/2020 były dotychczas najlepszymi w jej karierze, jeśli chodzi o występy w Pucharze Świata. W klasyfikacji generalnej zajmowała odpowiednio 10. i 12. miejsce. Jej najlepszy wynik olimpijski, to 6. miejsce z biegu indywidualnego na Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczang w 2018 r. Ma wciąż szansę by poprawić te wyniki. Monika Hojnisz-Staręga, od 2019 r. jest żoną biegacza narciarskiego, Macieja Staręgi, o którym była mowa w moim pierwszym artykule –Biegi narciarskie w Polsce, a więc od dominacji Justyny Kowalczyk do marazmu i stagnacji – Z PIŁKĄ W SERCU
O krok od medalu olimpijskiego w Pjongczang
Niestety, mimo licznych medali na Mistrzostwach Świata, żadnej z Pań nie udało się zdobyć medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Poza wspomnianym wyżej występem Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak z 2010 r., najbliżej tego była sztafeta w składzie Monika Hojnisz-Staręga, Magdalena Gwizdoń, Krystyna Guzik i Weronika Nowakowska–Ziemniak na Igrzyskach Olimpijskich w Korei Płd. w 2018 r. Był to bardzo emocjonujący bieg, w którym wiatr dyktował warunki na strzelnicy. Niestety skończyło się to niekorzystnie dla Polek, choć były tak blisko medalu, jak nigdy wcześniej. Monika Hojnisz-Staręga zakończyła pierwszą zmianę na siódmym miejscu, z trzema pudłami i 40 sekundami straty . Magdalena Gwizdoń, awansowała na piąte miejsce, a stratę zmniejszyła do 25 sekund. Na 3-cią zmianę wbiegła Krystyna Guzik i dokonała niemożliwego. Mimo aż 4 pudeł i jednej rudny karnej wyprowadziła Polki na pierwszym miejscu, z przewagą 8,3 sekundy nad Francuzkami. Niestety Weronika Nowakowska-Ziemniak prowadzenie straciła już na pierwszym strzelaniu, a po drugim spadła na siódmą lokatę. Weronika Nowakowska-Ziemniak miała pięć łącznie 5 pudeł i nie obroniła doskonałej pozycji. Tym samym, po raz drugi straciła szansę na olimpijską emeryturę, odbierając ją również swoim koleżankom z drużyny. Po biegu wylała się na nią fala hejtu, której niestety nie wytrzymała i zakończyła karierę. Ta krytyka nie była całkowicie słuszna, bo karty na stadionie rozdawał wiatr i gdyby nie on, to Polki nie awansowałyby na tak dobre miejsce po trzech zmianach.
A jaka sytuacja jest obecnie?
Obecnie w biathlonie kobiecym prym zaczyna wieść nowe pokolenie z Kamilą Żuk na czele. Do tego dochodzą Joanna Jakieła, Natalia Sidorowicz oraz przeżywająca druga młodość Anna Mąka. Nie mają one jeszcze sukcesów, na miarę poprzedniczek, ale z każdym sezonem wyglądają coraz lepiej, zarówno indywidualnie, jak i w sztafecie.
Kamila Żuk już od czasów juniorskich była uznawana za ogromny talent. Trudno było nie mówić o talencie, skoro zdobyła cztery medale Mistrzostw Świata Juniorów w latach 2018 i 2019, w tym dwa złote. Jej kariera nie rozkwitła jednak tak, jak choćby kariera Czeszki Markéty Davidovej, z którą nie tylko walczyła jak równy z równym, ale zwykle wygrywała na wyścigach juniorskich. Czeszka weszła do ścisłej czołówki światowego biathlonu w 2020 r. i utrzymuje się w niej do tej pory. Polce nie było to dane. Jej karierę zahamowała dodatkowo bardzo poważna kontuzja. W sierpniu 2023 r. uległa ona wypadkowi na zgrupowaniu w Passo di Lavaze. Jadąc na nartorolkach wypadła z trasy i upadła tak nieszczęśliwie, że doszło do złamania kostki bocznej z przemieszczeniem i uszkodzenia więzozrostów. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że Kamila Żuk miała stracony cały sezon 2023/2024 i dopiero w obecnym sezonie wróciła do ścigania. I to z bardzo dobrym skutkiem, bo kilka dni temu, zachwyciła fanów, zajmując 8. miejsce w sprincie na 7,5 km podczas Pucharu Świata w biathlonie we francuskim Annecy-Le Grand Bornand, co jest jej najlepszym wynikiem od ponad pięciu lat, gdy była szósta w sprincie w Salt Lake City. To były też jej pierwsze punkty w Pucharze Świata od niemal 700 dni.
Pozostałe zawodniczki, też startują z coraz lepszym efektem. Od ubiegłego sezonu regularnie punktują w Pucharze Świata, a występy kilku naszych zawodniczek w biegach pościgowych, do których awansuje najlepsza 60-tka biegu sprinterskiego, nikogo już nie dziwią. Przykładowo, po wspomnianym wyżej sprincie w Annecy-Le Grand Bornand, w biegu pościgowym wystartowało aż 5 polskich zawodniczek.
Jeśli chodzi o najlepsze wyniki, to w bieżącym sezonie Natalia Sidorowicz zajęła czwarte miejsce w biegu indywidualnym w Kontiolahti. Najlepszym wynikiem Anny Mąki jest dziewiąte miejsce z biegu indywidualnego z szwedzkiego Ostersund w listopadzie 2023. W tym samym biegu Joanna Jakieła była 11., co jest z kolei jej najlepszym wynikiem w karierze. Jak widać, najlepsze wyniki Polki osiągają w biegu indywidualnym na 15 km, gdzie kluczowe jest strzelanie, ponieważ każdy niecelny strzał, to dodatkowa jedna minuta. Czasy biegów wyglądają jednak również coraz lepiej.

Póki co te zawodniczki nie mają jeszcze medali wielkich imprez, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Dodatkowo, sztafeta wraca na dobre tory. Jeszcze w ubiegłym sezonie, startując bez Kamili Żuk Polki, w składzie Natalia Sidorowicz, Anna Mąka, Kamila Cichoń i Joanna Jakieła, pokazały się z dobrej strony na Mistrzostwach Świata w Nowym Mieście, finiszując na szóstym miejscu. W bieżącym sezonie Polki były szóste w Kontiolahti oraz dziewiąte w Hochfilzen, gdzie zanotowały 3. czas biegu, co jest wynikiem wręcz rewelacyjnym jak na polskie warunki. Prawdopodobnie będzie jeszcze lepiej, gdy do startów wróci Monika Hojnisz-Staręga, czyli liderka naszej kadry w latach 2018 – 2022. Pozostaje więc trzymać kciuki za progres w kolejnych startach.




