Czekam z utęsknieniem na Euro 2024. Kocham piłkarskie turnieje reprezentacyjne. Nie czekam tylko na … mecze Polski. Bo z góry wiem jak to się skończy.
Można zagrać w taką pijacką grę: wypij kielona za każdym razem, gdy w internetowych komentarzach przeczytasz jakąś wariację na temat “braku walki”, “braku biegania”, “nażelowanych, wytatuowanych lalusiach”, itp. po kolejnych porażkach Polski na Euro 2024. Nuda i wyświechtane hasła. Na Euro czy Mundialu każdy biega i walczy. A jako że nie mówimy o maratonie czy boksie, tylko futbolu – decydujące będą umiejętności. Jeszcze tylko wspomnę, że Messi też jest pokryty żelem i cały wytatuowany, jakoś mu to nie przeszkodziło w byciu najlepszym na świecie.
Wróćmy do szans Polski na Euro, bo to chyba miało być o tym. Wcale nie podejrzewam naszych kadrowiczów o brak chęci i ambicji. Sądzę, że oni naprawdę marzą o wygrywaniu. Ja też na przestrzeni lat marzyłem o wielu rzeczach. Gdy w latach 90. XX wieku trwał boom na NBA – chciałem być koszykarzem. Mógłbym sobie teraz postawić taki cel: zostać gwiazdą amerykańskiego basketu. Tylko że mieszkam w Polsce, mam 179 cm wzrostu, czterdziestkę na karku, no i w kosza ostatnio grałem na szkolnym WF-ie. Jak sądzicie, jest szansa?
Jeśli riposta brzmi: “trzeba było w takim razie od dziecka robić co w twojej mocy by zostać zawodowym koszykarzem – szkolić się, trenować i podporządkować życie temu celowi”… no to BINGO! Trafiliśmy w sedno sprawy. Mimo, że nawet taka postawa nie daje żadnej gwarancji. Ważne jeszcze JAK się szkolisz, JAK trenujesz, JAKIE masz przygotowanie mentalne, JAKĄ dietę, JAKĄ opiekę medyczną i fizjoterapeutyczną, itd.
Przed oczami mam teraz byłego reprezentanta Polski Jacka Góralskiego, który po awansie z Wieczystą Kraków zeruje flaszkę wódki w szatni przed kamerami rozbawionych tym faktem kolegów. Jeśli ktoś nie widzi w tym nic złego i patologicznego – to życzę dalszych sportowych sukcesów.

Tak właśnie widzę nadzieję polskiej reprezentacji na Euro 2024. Mają takie szanse jak ta flaszka w rękach Góralskiego. I jeśli teraz sądzicie, że jestem wstrętnym cynikiem – to źle się zrozumieliśmy. Nic nie dałoby mi większej radości niż sukces Biało-Czerwonych na mistrzostwach. Z kibicowskiego punktu widzenia – takie emocje jak na Euro 2016 w ostatniej dekadzie dała mi jedynie wygrana Wisły Kraków w tegorocznym Pucharze Polski. Coś pięknego. Niestety nie mamy takiej kadry jak za Nawałki, ani nawet jak za Beenhakkera. Przez naszą futbolową indolencję nie mamy też tak łatwej grupy jak za Franciszka Smudy (który i tak koncertowo ją przegrał). Nie było też dobrego rozstawienia jak na losowaniu grup Mundialowych.
W rezultacie zagramy kolejno z Holandią, Austrią i Francją. Jak wypadamy na tle klasowych zespołów nie musimy się zastanawiać. Liga Narodów i Mundial dały nam klarowną odpowiedź. Na MŚ w Katarze przegraliśmy “tylko” z Argentyną i Francją, więc mistrzem i wicemistrzem turnieju. Czyli co, brązowy medal dla Polski? Otóż w obu wspomnianych spotkaniach zweryfikowano naszą kadrę tak bardzo, jak to tylko możliwe. Można oczywiście bajać o niezłej połowie z Francją, ale zejdźmy na ziemię. Nawet jakbyśmy w tym meczu objęli prowadzenie, ostateczny rezultat były dokładnie taki sam.
Z kolei mecz z Argentyną to był jeden z najsmutniejszych “sukcesów” polskiej piłki, jaki miałem nieprzyjemność oglądać. Bo awans zrobiliśmy, tylko w tym meczu nie było nawet sekundy, w której uwierzyłbym w zdobycie choćby punktu. Miałem wrażenie, że łatwiejszego rywala Argentyna nie mogła sobie wymarzyć (a przecież musiała koniecznie wygrać)! Byliśmy tak letargiczni i pogodzeni z losem, że Albicelestes po strzeleniu drugiej bramki mogli już spacerować po boisku i wymieniać jałowe podania na własnej połowie bez jakichkolwiek obaw o wynik.

Pewnie są tacy, którzy nadziei upatrują w meczu z Austrią, bo historycznie szło nam z nimi całkiem nieźle. Tylko to nie są ci sami,, toporni Austriacy co w przeszłości. Obecna kadra umiała w ostatnich 2 latach ograć: Chorwację, Niemcy, Szwecję, Włochy i Turcję, zremisowała z Francją i Belgią. Jak dla mnie całkiem imponujące zapunktować w takim okresie z trzema Mistrzami Świata i Europy plus srebrnymi/brązowymi medalistami Mundialu.

Wszystkim czytającym te słowa życzę, żebym musiał je odszczekać. Proszę mnie wtedy wytknąć palcami i powiedzieć: “widzisz zgorzkniały niedowiarku?!”. A tymczasem pozwolę sobie przedstawić swoje typy na Euro 2024. We wskazaniu top 3 i spadkowiczów Ekstraklasy 23/24 poszło całkiem nieźle (5 na 6 trafionych), może i tym razem “siądzie”.

Zainteresowanych skąd tak krytyczne spojrzenie na kadrę i nieco poważniejszą analizę problemu – odsyłam do mojego artykułu “Polska piłka na rozdrożu” na portalu Z Piłką w Sercu pod linkiem:







