Biegi narciarskie w Polsce, a więc od dominacji Justyny Kowalczyk do marazmu i stagnacji

Polski sport zimowy, obejmujący skoki narciarskie, biathlon, narciarstwo alpejskie i biegi narciarskie, przeszedł długą drogę od lat 2000 do dziś. Wszyscy urodzeni przed 1990 r., doskonale pamiętają „Małyszomanię”, a także sukcesy Justyny Kowalczyk czy Tomasza Sikory. Był taki czas, że przy niedzielnym obiedzie skoki czy biegi były punktem obowiązkowym. Czy obecnie możemy spodziewać się czegoś dobrego po polskich narciarzach? Niestety nie ma tu za wiele pozytywów.

Polski sport zimowy w latach 2000 – 2024. Czy czeka nas jeszcze coś dobrego czy pozostaje żyć tylko historią?

Przyszła zima, a w wraz z nią rozpoczął się sezon sportów zimowych. Czy z perspektywy polskiego kibica jest na co czekać?

Polski sport zimowy, obejmujący skoki narciarskie, biathlon, narciarstwo alpejskie i biegi narciarskie, przeszedł długą drogę od lat 2000 do dziś. Wszyscy urodzenia przed 1990 r., doskonale pamiętają „Małyszomanię”, a także sukcesy Justyny Kowalczyk czy Tomasza Sikory. Był taki czas, że przy niedzielnym obiedzie skoki czy biegi były punktem obowiązkowym. Czy obecnie możemy spodziewać się czegoś dobrego po polskich narciarzach? Niestety nie ma tu za wiele pozytywów.

Choć na początku XXI wieku w tych dyscyplinach odnosiliśmy dużo sukcesów, to jednak trudno tu mówić o jakimś wielkim i dobrym systemie szkolenia, który do tego doprowadził. Sukcesy oparte były o wybitne jednostki, upór tych zawodników, a niekiedy też o właściwego szkoleniowca (np. A. Wierietielny, który doprowadził do największych sukcesów zarówno Justynę Kowalczyk, jak i Tomasza Sikorę). Dzięki nim Polacy zaczęli fascynować się zimowymi sportami. Niestety, mimo początkowych sukcesów, współczesny obraz polskiego sportu zimowego staje się coraz mniej optymistyczny – brakuje nie tylko sukcesów, ale i perspektyw na przyszłość.

W kilku odcinkach przedstawię poszczególne sporty zimowe. Dziś na tapetę bierzemy pierwszy ze sportów zimowych, a mianowicie biegi narciarskie.

fot.salzburgerland.com

Biegi narciarskie – od dominacji Justyny Kowalczyk do marazmu i stagnacji

W biegach narciarskich Polska może pochwalić się jedną wyjątkową postacią – Justyną Kowalczyk, która zdominowała światowe biegi w latach 2006–2015. Zaczęło się od sukcesów juniorskich, potem przyszły pierwsze igrzyska olimpijskie (Turyn 2006), które zaczęły się nieudanie, a skończyły olimpijskim brązem, a dalej już poszło z górki. Justyna Kowalczyk zdobyła 5 medali olimpijskich, w tym 2 złote, szereg medali Mistrzostwa Świata, dziesiątki miejsc na podium Pucharu Świata i 4 Kryształowe Kule, wielokrotnie
wygrywając przy tym Tour de Ski.

Jej niezapomniany finisz z biegu na 30 km kobiet ze startu wspólnego stylem klasycznym z igrzysk w Vancouver pamiętają chyba wszyscy. Wygrana na ostatniej prostej z odwieczną rywalką – Marit Bjørgen przeszła do klasyki polskiego sportu.

fot. Justyna Kowalczyk – oficjalna strona FB

Dzięki jej sukcesom biegi narciarskie stały się bardzo popularne w Polsce, a ona sama została bohaterką narodową. Biegi narciarskie zawitały do publicznej TV, co wcześniej się nie zdarzało. Polacy zainteresowali się rywalizacją Polki z tabunem Norweżek, a także z zawodniczkami z innych krajów. Justyna Kowalczyk była jednak wyjątkiem. Trenowana poza resztą kadry przez Aleksandra Wierietielnego, doszła do ogromnych sukcesów swoją ciężką pracą. Jej triumfy nie poniosły jednak dyscypliny jako całości. Pozostałe kadrowiczki nigdy nie dojeżdżały poziomem. Jedynie Sylwia Jaśkowiec miała przebłyski formy, których ukoronowaniem było zdobycie, wspólnie z Kowalczyk, brązowego medalu Mistrzostwa Świata w Falun w 2015 w sprincie drużynowym w stylu dowolnym. Był to ostatni duży sukces polskich biegów na arenie międzynarodowej. Justyna Kowalczyk startowała jeszcze w Pucharze Świata do
2018r., ale sukcesów było już mniej i zainteresowanie było coraz mniejsze, a nie miał kto dalej pociągnąć tego wózka. Puchar Świata zniknął z ekranów publicznej TV, i jedynie w TVP Sport można było zobaczyć czasami maratony biegowe, do których Kowalczyk przeniosła się – z sukcesami – jeszcze w trakcie ostatnich sezonów startów w Pucharze Świata.

U innych zawodniczek już nie tak kolorowo

Niestety, jak już wcześniej wspomniałem, sukcesy nie pociągnęły tego sportu jako całości. Pojawiły się co prawda pewne programy młodzieżowe, ale nie przełożyło się to na sukcesy międzynarodowe. Pojawiły się co prawda dwie wyróżniające się w kategoriach juniorskich i młodzieżowych zawodniczki, tj. Izabela Marcisz i Monika Skinder, ale po sukcesach juniorskich i młodzieżowych przyszła stagnacja. Ta pierwsza była typowana na następczynię Justyny Kowalczyk. Zdobyła kilka medali juniorskich, także złoto Mistrzostw Świata młodzieżowców na 10km stylem dowolnym w 2021r. oraz srebro na tym samym dystansie w 2023r. W Pucharze Świata i imprezach Mistrzowskich seniorów jest jednak bez sukcesów. Jest jeszcze co prawda jest młoda, ale brak progresu, a wręcz regres w ostatnich latach bardzo martwi. Ostatnio startuje rzadko, a jej miejsca w Pucharze Świata nie są wyższe niż koniec 3-ciej dziesiątki. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z Moniką Skinder, która po Mistrzostwie Świata w sprincie klasycznym juniorek z 2021, oraz srebrze z Mistrzostw Świata młodzieżowców w sprincie w stylu dowolnym z 2022.r, obecnie całkowicie przepadła.

Innych zawodniczek nie ma i raczej nie będzie, bo sukcesów juniorskich u innych zawodników brak. W Pucharze Świata nikt poza Marcisz natomiast nie startuje. W kadrze A, są zawodniczki o niewiele mówiących nazwiskach nawet dla osób interesujących się biegami, np. Zuzanna Fujak, Daria Szkurat, Aleksandra Kołodziej czy Kamila Idziniak. Trudno się spodziewać, by któraś z nich nagle „odpaliła”.

A co w biegach męskich ?

W biegach męskich aktualna sytuacja jest podobna. Z tą różnicą, że nie mamy i nie mieliśmy męskiego odpowiednika Justyny Kowalczyk. Męskie narciarstwo biegowe w Polsce nie ma takich sukcesów, jak wśród kobiet. Jedyne męskie sukcesy w latach „panowania” Justyny Kowalczyk, związane były z występami sprinterów – Janusza Krężeloka i Macieja Kreczmera.

Sprint był wtedy stosunkowo nową dyscypliną biegów narciarskich, więc nie było w nim aż tylu wyspecjalizowanych zawodników, jak później i obecnie. Janusz Krężelok ma 2 miejsca na podium Pucharu Świata – zwycięstwo w 2024r. w Trondheim w sprincie stylem dowolnym i trzecie miejsce w 2005 w Reit im Winkl. Maciej Kreczmer indywidualnie nie miał takich sukcesów. Wspólnie, w sprincie drużynowym, na Mistrzostwach Świata w Oberstdorfie w 2005 roku zajęli siódme miejsce w sprincie klasykiem, a dwa lata później, podczas Mistrzostw Świata w Sapporo w 2007 roku zajęli piąte miejsce w sztafecie sprinterskiej, tracąc do zwycięskiej sztafety włoskiej zaledwie 0,9 sekundy.

To była największa szansa polskich biegów narciarskich na medal międzynarodowej imprezy w kategorii mężczyzn. O zakończeniu ich karier, schedę próbował i wciąż próbuje przejąć Maciej Staręga, również sprinter. Nigdy nie stanął on jednak na podium Pucharu Świata, a tym bardziej na podium imprez mistrzowskich. Jego najlepszy wynik, to 5 miejsce w sprincie techniką dowolną w Quebec City w 2016 roku. Pomimo 34 lata na karku, wciąż jednak jeszcze walczy. Trzeba wspomnieć, że Maciej Staręga, to mąż jednej z najlepszych polskich biathlonistek, czyli Moniki Hojnisz – Staręgi.

fot. przegladsportowy/onet

Poza nim w Pucharze Świata biegają jeszcze bracia Kamil i Dominik Bury, ale tu również sukcesów brak, chyba, że za taki uznać jedno miejsce w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata w 2023r.

Co dalej?

Podobnie jak w przypadku wielu innych dyscyplin zimowych, brak młodych talentów i odpowiedniego wsparcia finansowego sprawia, że nie ma chyba wielkich perspektyw na wielki rozwój biegów narciarskich w Polsce. Choć niektóre zawody wciąż przyciągają uwagę, to w obecnym czasie biegi narciarskie w Polsce wydają się być na drodze do zapomnienia, o ile nie pojawi się kolejny talent na miarę Justyny Kowalczyk, a takiego na horyzoncie nie widać. Chyba, że Izabela Marcisz, lub któryś z braci Bury nagle odpali, czego oczywiście byśmy sobie życzyli, ale co jest niestety mało prawdopodobne. Póki co możemy ekscytować się walką polskich zawodników o miejsca czołowej 30 Pucharu Świata.

Z Piłką w Sercu (Rafał Latos)

Rafał Latos
Rafał Latos