Co słychać w Championship?

W miniony weekend została rozegrana trzecia kolejka spotkań na zapleczu Premier League. Punktów jeszcze nie straciły dwie ekipy – „Czarne Koty” z Sunderlandu oraz „Szerszenie” z Watfordu.

3 mecze, 9 punktów, bilans bramek 7:0. Dzisiejszy wpis rozpocznę nie od popularnych „Sów” z Sheffield, które otwierały trzecią kolejkę Championship meczem z Leeds, ale od starcia rozegranego na szczycie, czyli bitwy Sunderlandu z sygnalizowanym przeze mnie głównym faworytem do awansu, spadkowiczem z Burnley. Nastawienie przed pojedynkiem w obu teamach było bojowe i każda z drużyn przystępowała do meczu z kompletem oczek na koncie. Ponad 40 tysięczna frekwencja na Stadium od Light ostrzyła sobie zęby na obfitujące w fajerwerki spotkanie. I na pewno publika nie mogła być rozczarowana. Po pierwsze – samym widowiskiem, po drugie – bardzo dobrą grą gospodarzy, i po trzecie – zwycięstwem, choć skromnym 1-0, to nikt wygranych nie sądzi.

Generalnie, Burnley powinno przegrać wyżej, ale „jak się nie ma co się lubi…”. Sunderland po przejechaniu się jak walec po „Sowach” w ostatnim meczu, podobnie zaczął sobotni pojedynek, szczególnie w pierwszej połowie. Jedyne, czego zabrakło to lepszej skuteczności. Goście z Burnley nie pokazali niczego specjalnego, stwarzając w całym meczu jedną dogodną okazję. To było wszystko, na co było ich tego dnia stać. Mimo że statystyka posiadania piłki pokazuje liczbę 61% na ich liczniku, to szału nie było. Na końcu, to popularne „Czarne Koty” szczycą się doskonałym bilansem i czują się bardzo komfortowo na fotelu lidera.

Kroku dotrzymują im – co jest pewnym zaskoczeniem – „Szerszenie” z Watfordu. Jest to drugi zespół z kompletem, 9 punktów. Drużyna, która była w zeszłym sezonie w porywach średniakiem, a w przerwie letniej sprzedała 2 zawodników za 30 mln euro (Asprilla za 18 mln do Girony i Kone za 12 mln do Marsylii), mocno zaskakuje in plus na rozpoczęcie obecnej kampanii rozgrywkowej.

W sobotnim meczu z trudem, bo z trudem, ale pokonali Derby w stosunku 2:1. Bohaterem spotkania został doskonale znany z boisk Premier League, Moussa Sissoko. Były gracz m.in Tottenhamu oraz Newcastle, przybył do Watford przed sezonem z francuskiego Nantes. Pierwsze mecze pokazują, że 35-latek powinien okazać się konkretnym wzmocnieniem „Szerszeni”.

„Sowy”, jak sygnalizowałem tydzień temu w zapowiedzi kolejki, rozegrały ciężki mecz z Leeds. I tak jak napisałem, każda ewentualna zdobycz punktowa byłaby nie do pogardzenia. Jak się okazało, było to zadanie ponad ich siły. Popularne „Pawie”, które prognozowałem, jako duże rozczarowanie po dwóch kolejkach, zaczynają wracać na właściwe tory i po bardzo dobrym meczu nie pozostawili złudzeń, kto był lepszy. Wynik 0:2, to i tak najmniejszy wymiar kary dla „Sów” a 50-metrowy sprint, który zaprezentował strzelec drugiej bramki, Walijczyk, Daniel James jest godny rywalizacji na olimpiadzie, i nie mówimy o dyscyplinie piłkarskiej.

Były zawodnik Arki Gdynia, Olaf Kobacki kupiony przez klub z Sheffield za 600 tys. euro, kolejny cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. Oczywiście, nas to szczególnie nie dziwi, bo przeskok między zapleczem w Polsce a Anglii jest ogromny. Szczególnie w aspektach związanych z przygotowaniem fizycznym. W tabeli na 3. i 4. miejscu są zespoły z 7 punktami, czyli Blackburn i West Bromwich. The Rovers po wyrównanym meczu pokonali beniaminka Oxford United 2:1, w którym zadebiutował nowo pozyskany były zawodnik m.in Norwich, Przemysław Płacheta. Bohaterem meczu został rezerwowy, Arnor Sigurdsson.

WBA w takim samym stosunku wygrało zasłużenie na stadionie w Stoke. Piąte i szóste miejsca zajmują wspomniany już Burnley z 6 punktami a za nim jest Leeds z 5 punktami. Tym samym dorobkiem punktowym legitymuje się siódmy Bristol City, który nie potrafił zamknąć wyniku i zremisował z Coventry, które ma punkt mniej i zajmuje 9. miejsce. Oczko wyżej w tabeli jest Swansea, które w wewnątrz walijskich derbach zremisowało z Cardiff 1:1. Słowo o spadkowiczach – o ile Burnley jest gdzie jest, tak kolejni zdegradowani, czyli Sheffield United i Luton nie wygrali jeszcze meczu w lidze. Sheffield po raz trzeci zremisowało, tym razem na wyjeździe z Norwich. Luton wypadło jeszcze gorzej, bo przegrało w Preston 1:0, pomimo sporej przewagi w meczu. O ile Sheffield United jest w środku tabeli, tak Luton zameldował się na przedostatnim miejscu z zaledwie 1 punktem. I z takim samum dorobkiem jest również Millwall oraz ostatnie Cardiff.

„Sowy” w tygodniu czeka wtorkowy wyjazd do Grimsby grającego dwa poziomy niżej w ramach pucharu EFL, a w sobotę kolejna delegacja – tym razem do najbardziej nielubianego przez wszystkich klubu w całej Anglii, którego kibice śpiewają: „No one like us, we don’t care”. Z racji tego, że jest to wyjazd specyficzny, to każdy wynik jest możliwy.

Z Piłką w Sercu (MS)

***

PS

Trochę z innej beczki, ale do takich przemyśleń doszedłem wczoraj przełączając w tv mecz GKS Katowice z Jagiellonią na spotkanie ŁKS – Chrobry. Przełączam i w pierwszym odruchu pomyślałem, że pomyliłem kanał, bo chyba omyłkowo włączyła mi się inna liga niż polska. Z siermiężnego stadionu, wyposażonego w kiepskiej jakości trawę, która wyglądała miejscami jak wyleniały zwierzak, przeniosłem się na ładny stadion z piękną trawą i podobną liczbą kibiców na trybunach. I w ostatnim kwadransie pierwszej połowy okazało się, że zawodnicy biegają szybciej i generalnie więcej się dzieje niż na meczu mistrza Polski. Ot taka mała dygresja, choć zdaję sobie sprawę z faktu budowy nowego stadionu w Katowicach.