DLACZEGO JESTEŚMY W… (TU BRZYDKIE SŁOWO NA “D”)

“Futbol obecnie dzieli się nie tylko na bogatych i biednych, lecz też myślących długo- i krótkofalowo”. To jedno zdanie z książki Michała Zachodnego o tym, “Jak (nie) grać w Europie”, idealnie tłumaczy, dlaczego znajdujemy się na piłkarskich peryferiach.

Brak strategicznego myślenia, mylenie skutków z przyczynami, rozwiązywanie problemów za pomocą absurdalnych przepisów, zaniedbywanie absolutnych podstaw i skupianie się na szczycie piramidy, a nie na fundamentach. To tylko część z grzechów rodzimego futbolu, które powodują, że od lat gonimy własny ogon.

Przepis o młodzieżowcu

To chyba sztandarowy przykład sposobu myślenia rządzących polską piłką. W poważnych piłkarsko krajach odpowiedzią na brak podaży wartościowych młodych piłkarzy jest poważna debata na temat szkolenia młodzieży i taka jego modyfikacja, by kształcić coraz lepszych zawodników, aż w końcu osiągniemy jakość, która będzie ich predestynowała do gry na najwyższym poziomie.

Jak te problemy załatwia się u nas? Przepisem. Najpierw wymusza się na klubach granie młodzieżowcami, a później zastanawia, jak zrobić, żeby ci młodzieżowcy w ogóle nadawali się do gry. Ostatecznie sam przepis wykoślawi się w taki sposób, że teoretycznie będzie obowiązywał, ale jeśli masz wolne dwie bańki, to już niekoniecznie. Niech się martwią biedniejsi.

Oczywiście kluby znalazły sposób i ogromnym wzięciem cieszą się bramkarze w wieku młodzieżowca. A gdy taki bramkarz wiek młodzieżowca przekroczy, sięga się po kolejnego. Mamy więc napływ młodych bramkarzy z dziesiątkami meczów w Ekstraklasie, ale czy my kiedykolwiek narzekaliśmy na brak klasowych bramkarzy? I czy ten przepis rozwiązuje rzeczywiste problemy, z jakimi się mierzymy?

Przepływ transferowy

Kolejnym problemem, z jakim boryka się nasza liga, jest brak rynku wewnętrznego. Czy nam się to podoba, czy nie, zdrowe ligi piłkarskie klasy średniej aspirującej przypominają łańcuch pokarmowy. Mniejsze kluby produkują piłkarzy dla większych, więksi sprzedają ich za duże pieniądze, dzięki czemu mogą dzielić się pieniędzmi z mniejszymi, które z kolei mogą szkolić jeszcze lepszych piłkarzy, etc. Obieg się zamyka. 

Najlepszym przykładem takiej struktury są Czesi, którzy mają trzy duże kluby, kilka aspirujących i szereg mniejszych. Sparta i Slavia regularnie sprzedają za poważne pieniądze, reinwestują je skupując kolejnych obiecujących piłkarzy z mniejszych klubów i tak się to kręci. Czołowe kluby co sezon grają w pucharach, ogrywając następnych zawodników i eksponując ich na zagranicznych rynkach, co napędza popyt.

U nas wszyscy chcą od razu sprzedawać za duże pieniądze i najlepiej na zachód. Do tego dochodzą ambicje, wewnętrzne animozje, strach przed reakcją kibiców na sprzedaż czołowego piłkarza do Legii czy Lecha. Mniejsze kluby nie muszą sprzedawać piłkarzy, bo ich byt nie jest uzależniony od transferów wychodzących. Jeśli będzie potrzeba, dosypie się z kasy publicznej i jakoś to będzie. Zawodnik odejdzie za darmo, a w jego miejsce ściągnie się kolejnego, który będzie zarabiał chore pieniądze, zupełnie nieadekwatne do rzeczywistych aspiracji, jakie powinien mieć klub, do którego trafił.

Bo chcemy i możemy

To zdanie długo będzie kojarzyło się z Wisłą Płock, której miasto w półtora roku podarowało prawie 20 mln złotych. Jeden z płockich radnych skwitował kolejne miliony dotacji takim właśnie stwierdzeniem, co na szczęście spotkało się z negatywną reakcją środowiska. Daje to nadzieję, że zaczynamy rozumieć, iż przelewanie publicznych pieniędzy do kasy klubów piłkarskich jest patologią, która tylko cementuje sposób myślenia na zasadzie “jakoś to będzie”.

Kluby, które w razie czego zawsze mogą liczyć na miejską kroplówkę, nigdy nie znajdą innego pomysłu na siebie niż pasożytnictwo i wiecznie będą tworzyły iluzję walki o najwyższe cele, która ma uzasadnić kolejne inwestycje i podpisywanie horrendalnie wysokich kontraktów z przeciętnymi piłkarzami.

Sport nas nie interesuje

A smutną puentą tego wywodu będzie to, że trudno tworzyć poważny sport zawodowy w kraju, który defacto sportem się nie interesuje. Owszem, my sport oglądamy, występuje nawet okresowe wzmożenie przy ważnych meczach czy wielkich imprezach. Ale kultura fizyczna w naszym kraju dogorywa. Wiele energii poświęcamy na dyskusję o rzeczach nieistotnych, kłócimy się, mielimy te same tematy tygodniami. Sprawiamy wrażenie, że sport nas zajmuje, choć tak naprawdę clue problemu nam umyka. 

Bo rzeczywisty problem nie jest “sexy”, trudno obudować go programiami telewizyjnymi wzbudzającymi emocje. A tym problemem i fundamentalnym pytaniem, na które powinniśmy sobie odpowiedzieć jest: jak popularyzować kulturę fizyczną i sprawić, by dzieciaki i młodzież wzrastała w tym kraju wyposażona w odpowiednie postawy wobec aktywności fizycznej. Bo bez sportu masowego nie będzie wybitnego sportu zawodowego. Będą czasem wybitne jednostki, ale po nich będzie następowała pustka. Nie będzie zastępowalności mistrzów. 

Ale to temat na inną dyskusję.

Z Piłką w Sercu (Dariusz Wądrzyk)

Dariusz Wądrzyk
Dariusz Wądrzyk