Godny koniec pięknej, pucharowej przygody Białej Gwiazdy

Licznie zgromadzeni kibice „Białej Gwiazdy” na kameralnym stadionie w Brugii po raz ostatni zaintonowali dzisiaj pięknie brzmiącą przyśpiewkę „Wisła w pucharach”. Wiekowi fani mogą już nie doczekać kolejnej takiej przygody. Na zakończenie, Wisła pokonała gospodarzy z Belgii 4-1, podsumowując godne reprezentowanie Polski w europejskich pucharach.

Tydzień temu w Krakowie oglądaliśmy horror dla przybyłych na stadion kibiców oraz uczestników tego wydarzenia, którzy biegali po murawie w czerwonych strojach. Jest wielce prawdopodobne, że ten wynik śnił się po nocach niektórym piłkarzom przez następne kilka dni. Mało tego, chłopcy Moskala czekali cały tydzień, aby pojechać na wycieczkę do Belgii. Po 1-6 u siebie, trzeba było zebrać się w sobie i rozegrać ten jeden, nikomu niepotrzebny mecz. No bo przecież chyba nikt nie uwierzyłby w to, że „Biała Gwiazda” ma jeszcze jakieś szanse, prawda?

Trener Moskal pomieszkał trochę w składzie, szanse dostał m.in. młody Karol Dziedzic, który mógł się podobać. Widać, że w tym chłopaku drzemie potencjał, sporo widzi, ma dryg do rozgrywania. Wisła wyszła na ten mecz, jakby wykasowała z pamięci to, co wydarzyło się przed tygodniem. Oczywiście, Cercle zlekceważyło dzisiaj „Biała Gwiazdę” po całości. To nie ulega kwestii. Drugi fakt jest taki, że Wisła pokazała „jaja”. Dużo nie zabrakło, że to mogło odbić się paskudną czkawką dla Belgów. Wiślacy prowadzili 2-0 i mieli „patelnię” na na kolejnego gola, niestety los chciał, że w tej sytuacji znalazł się Bartosz Jaroch. Po golach Urygi i Kissa, Wisła schodziła na przerwę w naprawdę dobrych humorach, nie miała się czego wstydzić.

W drugiej odsłonie trener Belgów zdał sobie sprawę, że za chwilę może zrobić się naprawdę gorąco i desygnował na boisko swoich kluczowych zawodników. Wisła nadal mogła imponować, po raz kolejny pokazując, że nigdy nie wiadomo czego można się po nich spodziewać. Kiedy Patryk Gogół strzelił na 3-0 ciśnienie niektórych kibiców znowu podskoczyło i spojrzeli raz jeszcze na ten wynik sprzed tygodnia. Ile tam tych bramek trzeba strzelić? Niestety, chwilę później w blokach został Alan Uryga, próbując naprawić błąd Bartosza Jarocha, kiedy to z piłką pognał Alan Minda, i za chwilę padł gol dla Cercle. Wtedy już było wiadomo, że cud się nie wydarzy. W doliczonym czasie gry bramkę zdobył nawet Łukasz Zwoliński, i mecz zakończył się wynikiem 4-1 dla Białej Gwiazdy. Futbol bywa przewrotny, widzimy to po raz kolejny.

Pucharowa przygoda Wisły dobiegła końca. Zostanie ona zapamiętana na długo. Nikt nie oczekiwał niczego, trzeba to szczerze napisać. Kibice zapamiętają pogromy z Cercle oraz Rapidem, ale będą też pamiętać karne z Trnavą, 4-1 z Cercle czy pierwszy, wyrównany mecz z mocnymi Austriakami. To było coś. Piękny sen dobiegł końca. Teraz trzeba się obudzić, zdając sobie sprawę, że jest do wykonania dużo poważniejsze zadanie w lidze. W tej lidze, która od początku nie układa się po myśli wiślaków. Za chwilę wyjazd do Kołobrzegu. Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że obejrzymy tam inną Wisłę. Która to będzie twarz? Ciężko stwierdzić. Wiemy jedno – „Biała Gwiazda” musi zapomnieć o tych przyjemnych momentach pucharowych, pokazując, że da się tak grać w Betclic I lidze.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

29.08.2024r. Brugia, godzina 20:00

Cercle Brugge – Wisła Kraków 1:4 (0:2)

Bramki: Felipe Augusto 78 – Uryga 15, Kiss 18, Gogół 73, 1:4 Zwoliński 90+4.

Cercle: Warleson – Diakite (84 Magnee), Lietaert, Popović, Miangue (46 Nazinho) – Nunes (74 van der Bruggen), Francis – Ouattara, Bruninho (74 Minda), Brunner (46 Denkey) – Augusto.

Wisła: Broda – Jaroch, Uryga, Łasicki, Mikulec – Carbo (80 Kutwa), Dziedzic (46 Sukiennicki) – Baena (61 Alfaro), Duarte (46 Gogół), Kiss (73 Zwoliński) – Rodado.

Sędziował: Horatiu Fesnicem (Rumunia).

Żółte kartki: Francis – Jaroch, Alfaro, Łasicki.

Widzów: 5654.

Pierwszy mecz 6:1 i awans Cercle Brugge.

kowal
kowal