Dwadzieścia jeden lat temu, 5 marca 2003 roku, piłkarze Wisły Kraków zmierzyli się z Lazio Rzym w 4. rundzie Pucharu UEFA. Ten mecz pamiętany jest przez fanów krakowian do dzisiaj. Była to bowiem najpiękniejsza europejska przygoda pod Wawelem w historii.
W pierwszy meczu w Wiecznym Mieście Biała Gwiazda zagrała bez żadnego strachu przed utytułowanym rywalem. W 63. minucie prowadziła 3-2, po drugim tamtego dnia trafieniu Macieja Żurawskiego. Rzymian przed porażką uratował Enrico Chiesa. Był to charakterystyczny mecz wiślaków – jak cała tamta edycja w ich wykonaniu, czyli widowiskowo i bez żadnych półśrodków. Futbol do przodu, charakterystyczne rajdy Kamila Kosowskiego i Kalu Uche, spokój Pawła Strąka i finezja Mauro Cantoro. Blond włosy „Magica” Żurawskiego w srebrnych „vampurach” i uzupełniający go, niezwykle ważny Marcin Kuźba. Ta drużyna miała wszystko, aby wygrać tamtą edycję Pucharu UEFA. Zabrakło jednego – szczęścia. Nie miało go również Schalke, na czele z Tomaszem Hajto, trafiając na rozpędzona krakowską maszynę. Obrońca pochodzący z Makowa Podhalańskiego ma do dzisiaj ma złe sny związane z tamtym pamiętnym dwumeczem z Wisłą (w 3. Rundzie). Chyba tylko Pedro Pauleta ma gorsze notowania u popularnego Hajtowego.
Tydzień później – 27 lutego – miał odbyć się rewanż w Krakowie. Wszyscy na ten mecz czekali, jak na 10. dzień miesiąca i przelew przychodzący od pracodawcy. Niestety, murawa nie nadawała się tamtego dnia do użytku. Włoscy działacze złożyli protest, i mecz został przeniesiony na 5 marca. Boisko tamtego dnia nie było o wiele lepsze, ale trzeba było grać. Wisła zaczęła ten mecz wspaniale – od gola Marcina Kuźby. Wyrównał Fernando Couto, po niezdecydowanej interwencji na przedpolu bramkarz Wisły – Angelo Huguesa. Potem miała miejsca kluczowa sytuacja, która mogła i powinna zdecydować o awansie krakowian. Mogła to słowo klucz. Mógł też Maciej Żurawski podać do Marcina Kuźby. Niestety nie zrobił tego. Byłoby 2-1.
W drugiej połowie Lazio pokazało wyrachowanie i siłę. Bramkę na 2-1 zdobył niezawodny Enrico Chiesa. Był to gol, który zakończył wspaniałą wiślacką przygodę. Pozostały tylko piękne wspomnienia.
Kapela Kasperczaka grała jak z nut i będzie się o niej mówiło jeszcze przez wiele lat. Kibica Wisły z mistrzowskich czasów bolą najbardziej trzy porażki – ta z Lazio oraz dwie z eliminacji LM – w greckim i cypryjskim piekle, odpowiednio z Panathinaikosem i APOELem. Te porażki pozostaną z fanem Wisły do ostatnich dni. Do dzisiaj można gdybać, co by było… Prawidłowy gol Marka Penksy i te sprawy. No właśnie.
Zdążyliśmy się rozmarzyć i przypomnieć te piękne czasy. Można już się kłaść i włączyć przed snem te wspaniałe urywki Wisły Kasperczaka.







