Kombinacja norweska, czyli sport, który w Polsce nie interesuje niemal nikogo

Kolejny sport zimowy, który biorę na tapetę, to kombinacja norweska, czyli sport, który w Polsce nie interesuje niemal nikogo. Szczerze mówiąc będę w szoku, jeśli więcej niż 2 osoby dotrwają do końca artykułu, ale może akurat znajdzie się jeszcze jakiś zapaleniec.

Kombinacja norweska, co to w ogóle jest?

Kombinacja norweska, to sport zimowy, będący połączeniem dwóch innych sportów, czyli skoków narciarskich i biegów narciarskich. Na każdych zawodach zawodnicy biegają oraz skaczą na nartach, a punkty ze skoków przeliczane są na czas biegu.

Nawet osoby interesujące się sportem multidyscyplinarnie, takie jak ja, kombinację norweską odkładają daleko na bok. Dyscyplina ta nie ma w Polsce ani tradycji, ani wyników, ani warunków do rozwoju. Jest to o tyle dziwne, że łączą się na nią dwie konkurencje, w których Polacy odnosili wiele sukcesów. Może to dlatego, że dobre rezultaty w tych dyscyplinach odnosiliśmy krzyżowo, czyli w skokach męskich i biegach kobiecych. Skoki kobiece oraz biegi męskie sukcesami raczej obarczone nie były i prawdopodobnie szybko nie będą.

Na świecie kombinacja była przez dekady jednym z symboli sportów zimowych, a w Polsce zawsze pozostawała w cieniu bardziej medialnych narciarskich rywalizacji. Obecnie nie można tego już nazwać cieniem, lecz wręcz mrokiem. Rzućmy zatem okiem na to, co działo się od lat 90-tych do dziś.

Wczesne lata 90.: Kombinacja w cieniu skoków i biegów

Na początek ciekawostka. Z kombinacją norweską wiąże się moje chyba najdawniejsze wspomnienie związane ze sportem zimowym. W  lutym 1993 roku w Zakopanem odbyła się 16. Zimowa Uniwersjada. W trakcie tych zawodów srebro w kombinacji norweskiej zdobył Stanisław Ustupski. Transmisja z tych zawodów na TVP 2 zapadła mi w pamięć aż do dziś. Pamiętam, jak śledziłem z zapartym tchem jego walkę o srebrny medal na tych zawodach. Na tych samych zawodach Ustupski zdobył jeszcze brązowy medal w drużynowym konkursie skoków narciarskich. Nie sądzę, by poza rodziną i znajomymi zbyt wiele osób kojarzyło takiego zawodnika, a ja jestem akurat wśród nich.

W skali polskich zawodników Ustupski miał sukcesy, do których nie zbliżył się już nikt później, co wcale nie znaczy, że były oszałamiające. Poza medalem uniwersjady, jest jedynym Polakiem, który stanął na podium zawodów Pucharu Świata w kombinacji norweskiej. Stało się to 21.01.1989 roku, kiedy to był drugi podczas Pucharu Świata w Breitenwang. Ustupski startował też 2 razy w Igrzyskach Olimpijskich – w Albertville w 1992, zajął 8. miejsce, w Lillehammer w 1994  był 21.

Poza tym jeszcze cztery razy meldował się w dziesiątce zawodów Pucharu Świata – był szósty, siódmy i dwukrotnie dziewiąty. Oczywiście wielokrotnie był też mistrzem Polski. Choć Ustupski miał talent i potrafił skakać na równi z najlepszymi, biegi były jego słabszą stroną – tu brakowało nieco wytrzymałości.

Adam Małysz – kombinator z przypadku

Kombinacja norweska w latach 90-tych nie miała dużej popularności w Polsce. W tle rozwijały się już kariery skoczków, takich jak Adam Małysz, który, swoją drogą, miał początkowo epizody w kombinacji norweskiej. Zanim stał się „Orłem z Wisły,” próbował swoich sił w kombinacji norweskiej.

Obraz autorstwa pressfoto na Freepik

Małysz, jak wielu zawodników w tamtych czasach, był w młodym wieku trenowany wszechstronnie. Niestety, bieganie na nartach nie było jego mocną stroną. Sam Małysz wspominał później w wywiadach, że biegi przyprawiały go o ból, a kombinacja nie była jego ulubioną dyscypliną. Na szczęście dla polskiego sportu, trenerzy szybko dostrzegli, że jego skoki są na zupełnie innym poziomie niż bieg. Po krótkim flircie z kombinacją Małysz skupił się na skokach, a reszta to już wszystkim znana historia.

Podobny epizod z kombinacją miał też Łukasz Kruczek, który w 1994 r. zdobył nawet brązowy medal w Mistrzostwach Polski.

Lata 1995-2010: brak sukcesów i nadziei

Po zakończeniu kariery przez Stanisława Ustupskiego polska kombinacja wpadła w jeszcze głębszy kryzys. Brakowało zawodników, infrastruktury, a więc i wyników. Kombinatorzy z Polski rzadko pojawiali się na międzynarodowej scenie, a jeśli nawet, to najczęściej pełnili rolę tła dla rywali. Trudno wymienić jakiekolwiek nazwisko z lat 1995 – 2010, które mogłoby coś wymówić przeciętnemu, a nawet bardziej doświadczonemu kibicowi sportów zimowych. W zasadzie jedyne, jakie przychodzi na myśl, to Tomisław Tajner, ale nie da się, ukryć, że jest on znany nie jako kombinator, lecz jako skoczek, a dodatkowo bardziej jako syn swojego ojca.

Próby powrotu na międzynarodową scenę

Powiew świeżości nastąpił w okolicach roku 2010, gdy na arenie międzynarodowej zaczęli nas reprezentować Paweł Słowiok, Tomasz Pochwała oraz Szczepan Kupczak. Ten drugi był już po kilku latach występów w skokach narciarskich, gdzie nie odniósł znaczących sukcesów. Reprezentował nas jednak na Igrzyskach Olimpijskich w Salt Lake City w 2002, czyli tam, gdzie Adam Małysz zdobył swoje 2 pierwsze medale olimpijskie. Był 40-sty na skoczni średniej i 43 na skoczni dużej. Łącznie z Małyszem, Robertem Mateją i Tomisławem Tajnerem zajął także 6 miejsce w konkursie drużynowym. W kombinacji norweskiej Pochwała nie odnosił znaczących sukcesów, ale szło mu lepiej niż w skokach. Ma medal Uniwersjady 2011 roku, a 23 stycznia 2010 roku w Schonach zdobył historyczne 7-punktów w Pucharze Świata zajmując 24. miejsce. Były to pierwsze od osiemnastu lat punkty zdobyte przez Polaka w tej konkurencji. Po konkursie skoków zajmował dziesiąte miejsce ze skokiem na odległość 87 metrów. W biegu zajął dopiero trzydzieste ósme miejsce, ale łącznie dało mu to dwudzieste czwarte miejsce i siedem punktów w klasyfikacji generalnej. Wyniku tego już nigdy nie poprawił.

Paweł Słowiok również próbował nawiązać walkę z najlepszymi, ale brakowało mu regularności. Był jednym z najbardziej obiecujących zawodników w latach 2000-2010, choć jego sukcesy ograniczały się głównie do poziomu juniorskiego. W przeciwieństwem do Pochwały, Małysza czy Tajnera, skupiał się on od początku na kombinacji norweskiej. W latach 2004 i 2005 zdobywał medale nieoficjalnych letnich Mistrzostw Świata dzieci, a  w 2009 zdobył trzy medale na Europejskim Festiwalu Młodzieży. Na Uniwersjadzie w Trydencie w 2013 r. zdobył brązowy medal indywidualnie oraz złoto w drużynie, a 4 stycznia 2014 roku zdobył swoje pierwsze punkty w Pucharze Świata zajmując 22. miejsce podczas zawodów w Czajkowskim w Rosji. Łącznie, w zawodach Pucharu Świata zdobywał punkty piętnaście razy, a najlepszy występ zanotował 19 marca 2017 roku w Schonach, gdzie zajął 17 pozycję. Słowiok wystąpił na Igrzyskach w Pjongczang w 2018 roku oraz trzykrotnie brał udział w Mistrzostwach Świata w narciarstwie klasycznym w Oslo w 2011 roku, w Lahti w 2017 roku i w Seefeld w 2019 roku.

Zarówno Pochwała, jak i Słowiok mają w swoim dorobku medale liczne medale mistrzostw Polski w kombinacji norweskiej. Pewnie obaj mieliby ich więcej, gdyby nie to, że w latach 2014, 2016 i 2017 mistrzostw nie organizowano z uwagi na brak śniegu. Świadczy to o tym, jak była i jest traktowana ta dyscyplina sportu w Polsce.

Obraz autorstwa pressfoto na Freepik

Jeszcze w czasach Pawła Słowioka, na arenie międzynarodowej niewielki sukcesy zaczął odnosić Szczepan Kupczak. Był on znany z tego, że bardzo dobrze skakał, lecz zawsze bardzo odstawał w biegach. Niestety słaby bieg, to była przypadłość wielu polskich zawodników.

Podobnie, jak Słowiok i Pochwała, Kupczak jest dwukrotnym medalistą Uniwersjady. Uczestniczył  też – bez sukcesów – w  Mistrzostwach Świata w Narciarstwie Klasycznym w 2015, 2019 oraz 2021 oraz Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2018  i w 2022.

W Pucharze Świata zadebiutował w 2013r, w Ruce, gdzie zajął 35. pozycję w rywalizacji na skoczni dużej z biegiem na 10 km. Pierwsze punkty w zawodach tej rangi zdobył 2 lata później, zajmując w Lillehammer 20. Pozycję. Najwięcej punktów w Pucharze Świata zdobył w sezonie 2018/2019. Było ich 88. Kilka razy zajmował miejsca w czołowej 20-stce Pucharu Świata, a jego najwyższe miejsce, to 12. Karierę zakończył w październiku 2022 r., po sezonie, w którym zdobył zaledwie 2 punkty w Pucharze Świata.

Obecna sytuacja w kombinacji norweskiej jest tragiczna

Obecnie w kadrze A w kombinacji norweskiej na sezon 2024/2025 znajduje się 7 zawodników, o niewiele mówiących nazwiskach, tj. Jakub Cieślar, Kacper Jarząbek, Miłosz Krzempek, Andrzej Szczechowiczu, Andrzej Waliczek, Grzegorz Mitręga. Są to zawodnicy bez żadnych sukcesów. Niektórzy mają pojedyncze występy w Pucharze Świata. Cokolwiek więcej można napisać jedynie o Szczechowiczu, który  ma za sobą występy cna Igrzyskach Olimpijskich w 2022 r. i w Mistrzostwach Świata w 2021 r. i 2023r. Ma również medal Uniwersjady z 2023r. w sztafecie mieszanej, razem z Nicole Konderlą i Weroniką Kaletą. Niestety, w trakcie jesiennych treningów w 2024r. w  Zakopanem Szczechowiczu odniósł groźną kontuzję i nie startuje w tym roku w zawodach. Zawodnik zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie podczas treningu na Wielkiej Krokwi. Zimowe zmagania w sezonie 2024/25 śledzić może więc jedynie na ekranie.

Obraz autorstwa pressfoto na Freepik

Polscy kibice, oglądający zawody Pucharu Świata w kombinacji norweskiej nie mają i raczej nie będą mieli w tym sezonie okazji, by emocjonować się występami Polaków.  Jedyne starty w tym sezonie mieli  Kacper Jarząbek, Andrzej Waliczek i Paweł Szyndler, lecz na grudniowych zawodach w Lillehammer zajęli oni dzień po dniu 2 ostatnie miejsca. Perspektywy na przyszłość są więc raczej słabe i trudno się spodziewać, by kombinacja norweska stała się u nas sportem choć trochę popularnym.

Z Piłką w Sercu (Rafał Latos)

Rafał Latos
Rafał Latos