Różne synonimy słowa „odchodzi” – komunikaty w Wiśle Kraków

Kibice zaglądający wczoraj na oficjalną stronę Wisły Kraków mogli zaobserwować kilka synonimów słowa „odejście”. Klub wydał pięć komunikatów dotyczących pożegnań z piłkarzami, i najważniejszego – z trenerem Albertem Rude. Dodając do tego cztery rozstania z piątku, mamy sytuację co najmniej niecodzienną, by nie pójść dalej i nie nazywać tego absurdalną.

Trener oraz dyrektor sportowy

Prezes Jarosław Królewski po ostatnim meczu z Bruk-Betem Niecieczą zapowiedział, że zaczną rozmawiać z trenerem Albertem Rude za kilka dni, jak kurz opadnie. Hiszpański szkoleniowiec potrzebował chwili czasu, aby zastanowić się nad tym, co dalej. Zarządzający Wisłą zaś podkreślał na każdy kroku, że chce budować projekt długofalowy i nie wyobraża sobie, żeby na jego pokładzie nie było Rude. Najgorszy sezon w 118-letniej historii klubu nie był wg Królewskiego wystarczającym powodem do rozstania się.

Z komunikatu wynika, że prezes chciał, żeby Rude został, ale jednak odejdzie.

Podjęliśmy wspólnie z Albertem decyzję, że nasza współpraca dobiegła końca. Jako klub bardzo chcieliśmy przedłużyć kontrakt z trenerem i dalej kontynuować współpracę w ramach długoterminowego projektu.

Jarosław Królewski/ www.wislakrakow.com

Dlatego nazwanie tego wspólną decyzją chyba nie do końca jest trafne. To coś, jakby mąż na koniec małżeństwa powiedział, że bardzo chce być nadal razem z wybranką, ale ze względu na to że żona powiedziała, że nie chce już tego ciągnąć i odchodzi, to jednak kończymy ten związek, wspólnie podejmując taką decyzję. Komunikat powinien być prosty – trener Rude zdecydował, że nie przedłuża wygasającego kontraktu z klubem piłkarskim Wisła Kraków. Koniec i kropka.

Kadencja Hiszpana trwała 18 spotkań. Można ją podzielić na dwie części: ligową i pucharową. Pierwsza i najważniejsza została na każdym polu położona – bilans 5-4-6, fatalna do oglądania gra, zawalony sezon, 10. miejsce w tabeli. Nie ma się nad czym rozwodzić – ogromny wstyd. Ta druga – przyjemniejsza dla Alberta Rude – odbyła się w krajowym pucharze. Wygrane pojedynki z Widzewem, Piastem i Pogonią, zdobyte trofeum dla klubu spod Wawelu po 21 latach. Wszystko to opieczętowane ładną dla oka grą i mnóstwem emocji.

Ogólna, całościowa ocena jest mimo to zła. Szkoleniowiec z Półwyspu Iberyjskiego żegna się z Krakowem z poczuciem niewykonania najważniejszej misji – awansu do ekstraklasy. Nie będziemy jednak wieszać na nim psów. Hiszpan został w Wiśle przez kogoś zatrudniony. Ktoś ten uważał, że to strzał w dziesiątkę. Ten ktoś również dokona wyboru następnego trenera. Problem Białej Gwiazdy to ten ktoś. Nie trener, piłkarze, masażysta, Jan Batko czy kierownik Jarosław Krzoska.

Dostaliśmy wczoraj także informację, że wybór kolejnego trenera jest na etapie finalizacji. Komputer ocenił procentowe aspekty zgodności kandydatów do krakowskiego modelu gry. Wiemy też, że ma być to trener z Polski. Są już pierwsze przecieki, że najbliżej objęcia funkcji jest Kazimierz Moskal. Byłaby to na pewno bezpieczna opcja, która zadowoli miejscowych kibiców. Bo wiadomo, wiślak z krwi i kości, krakowskie dna i inne banały.

W klubie nie ma już także dyrektora sportowego – Kiko Ramireza. Pobyt Hiszpana w tej roli w Wiśle nie udał się. Jedyne co z niego zapamiętany, to ściągnięty tabun hiszpańskich przeciętnych piłkarzy, o których za kilka lat nikt nie będzie pamiętał. Będą co najwyżej wspominani jako nieinteresujące ciekawostki, podobnie jak były trener Białej Gwiazdy.

Piłkarze

Szymon Sobczak, Bilel Omrani, Michał Żyro, Miki Villar, Vullnet Basha, Eneko Satrustegui, Dejvi Bregu i David Junca. To lista tych sławetnych ogłoszeń, które w osobnych komunikatach zalały wiślackie media społecznościowe. Za żadnym z tych piłkarzy nie będziemy płakać. Najbardziej dziwi rozstanie z Sobczakiem, który szczególnie w meczach pucharowych był wartością dodana. Zostanie jednak głównie zapamiętany z przestrzelonego karnego w Sosnowcu w doliczonym czasie gry. Były już napastnik Wisły wydał oświadczenie, że przyczyną rozstania były zbieżne wizje dotyczące klubu. Możemy przypuszczać, że Szymonowi mogła nie podobać się np. aktywność Prezesa Królewskiego w mediach społecznościowych. Tak, tylko strzelamy. Oczywiście, piłkarze są od grania, a nie komentowanie, ale jak rozumiemy Sobczak miał taką potrzebę wygłoszenia swojej opinii.

Co poza tym? Klub nie pożegnał nawet symboliczną minutą Vullneta Bashy, który rozegrał w barwach Wisły 111. meczów. Satrustegui zostanie zapamiętany z bramki w finale Pucharu Polski, Miki Villar z pojedynczych przebłysków i uśmiechu, Michał Żyro z profesjonalizmu, David Junca z udanego startu, Dejvi Bregu pewnie z niczego, ewentualnie z tego, że był z Albanii, a Billel Omrani z zapowiedzi Prezesa Królewskiego, że zawodnik wybrał kieszonkowe i fast food w Wiśle zamiast kawioru i złota w Kazachstanie.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal