Pewna historia zza Oceanu

Na portalu piszemy głównie o piłce, ale nie zamykamy się na inne dyscypliny, bo dlaczego mielibyśmy to robić. Piszemy o czym chcemy, „papier” w końcu przyjmie wszystko. Ten wpis będzie o pewnej amerykańskiej rodzinie, a dokładniej o ojcu i synu. Ten starszy ma 39 lat i jego imię to LeBron, młodszy skończył 19 wiosen i zwie się LeBrone Raymone, a wszystkim znany jest po prostu jako „Bronny”.

Ubiegłej nocy odbył się pierwszy taki draft w historii koszykarskiej ligi NBA. Został on rozdzielony na dwa dni. Głównym zamysłem tego było podniesienie atrakcyjności wydarzenia. Aby w międzyczasie „działo się” więcej. Inny powód tej sytuacji to brak dużych nazwisk, inaczej mówiąc – klasa tegorocznego draftu została zapowiadana jako jedna z najsłabszych w historii. Dla wielu, najważniejszą kwestią tego zamieszania było to, gdzie wyląduje syn jednego z dwóch najlepszych koszykarzy, jacy grali na parkietach NBA – „Króla” Jamesa.

Syn LeBrona wystartował w tegorocznym drafcie, mimo słabego sezonu debiutanckiego w college’u. Oczywistym jednak było, że chodzi o coś innego – chęć gry w NBA ze swoim ojcem. Wystarczyła jedna rzecz – wybór „Bronny’ego” przez którykolwiek drużynę najlepszej koszykarskiej ligi Świata. Głównym faworytem do wzięcia młodego Jamesa byli Los Angeles Lakers, czyli klub taty.

Obeszło się bez niespodzianki, z numerem 55. draftu popularni „Jeziorowcy” wybrali tego, kogo powinni.

Nikt nie zakłada, że młody James w swoim debiutanckim sezonie będzie grał często, bo to się nie wydarzy. Istotniejsze jest co innego – wystąpi u boku słynnego ojca, lidera klasyfikacji wszechczasów NBA w liczbie zdobytych punktów. Będzie to pierwszy taki przypadek w historii tej ligi, że ojciec i syn zagrają w jednej drużynie.

Wszyscy zacierają ręce, na to co wydarzy się październiku. Już niedługo zacznie się liga letnie, gdzie „Bronny” z pewnością wystąpi. Gratulacje płyną ze wszystkich stron. Głos zabrał najlepszy rozgrywający Lakersów, legendarny Magic Johnson.

Na portalu nie zamykamy się na żaden sport. Koszykówka była od zawsze w naszych sercach. Szczególnie w latach 90., kiedy głos Włodzimierz Szaranowicza towarzyszył każdemu fanowi NBA w Polsce. Były czasy Michaela Jordana, ostatnie dwie dekady należą do niezniszczalnego LeBrona Jamesa.

Teraz czekamy, na coś ekstra. „Król” schodzi ze sceny i wprowadza na salony swojego syna. Nie ważne jaki będzie tego finał, sama ta sytuacja jest czymś niesamowitym. Czekamy na nią z niecierpliwością. Przed sezonem czeka nas smakowity wstęp przed daniem głównym – LeBron razem z kadrą Stanów Zjednoczonych weźmie udział na olimpiadzie w Paryżu. Nowy „Dream Team” jest oczywiście głównym faworytem do złotego medalu.

Z Piłką w Sercu (Kowal)