Na Suchych Stawach czas jakby się cofnął o trzy dekady. Spotkanie Hutnika Kraków z Wisłą Kraków, które miało być świętem lokalnego futbolu, przerodziło się w widowisko pełne emocji, niestety nie tych związanych ze sportem. Atmosfera na trybunach daleka była od ideału, a zachowania części miejscowych kibiców przypominały raczej realia z lat 90. niż obrazki ze współczesnego futbolu.
Wisła, trzynastokrotny mistrz Polski, przyjechała do Nowej Huty w roli zdecydowanego faworyta. Nic dziwnego, że wizyta „Białej Gwiazdy” wzbudziła ogromne zainteresowanie. Ostatni raz oba zespoły mierzyły się ze sobą aż 28 lat temu.
Już droga na stadion zapowiadała, że spotkanie będzie miało gorącą otoczkę. Na ulicach Nowej Huty roiło się od policji, a wielu starszych mieszkańców okolicy z niedowierzaniem przyglądało się całej sytuacji, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Główna ulica prowadząca do stadionu została zablokowana, a sceny chwilami przypominały film akcji.

Kibice Wisły, którym przyznano jedynie 50 biletów, pojawili się pod stadionem w znacznie większej liczbie. Pilnowani przez liczne oddziały policji, ostatecznie nie weszli na trybuny, pozostając wierni zasadzie: „wszyscy albo nikt”. A więc – nikt.

Sam mecz jednak nie porwał. Tempo gry było słabe, brakowało płynnych akcji i momentów, które mogłyby zachwycić kibiców. „Ten mecz można by puszczać więźniom jako karę”, żartowali z przekąsem niektórzy obserwatorzy. Jedynym prawdziwym ozdobnikiem widowiska okazał się gol Kacpra Dudy z rzutu wolnego w 61. minucie. Pomocnik Wisły, który już wcześniej próbował zaskoczyć bramkarza Hutnika, tym razem trafił idealnie. Mocno, precyzyjnie, z około 30 metrów. Piłka wpadła do siatki, a rywale mogli jedynie odprowadzić ją wzrokiem.

To trafienie wystarczyło, by Wisła zapewniła sobie awans do kolejnej rundy. Trener Mariusz Jop dał szansę zawodnikom, którzy rzadziej występują w pierwszym składzie, i mimo przeciętnego poziomu meczu można napisać, że plan został przez nich wykonany. Sam mecz jednak nie należał do tych, które chciałoby się oglądać ponownie. Raz zdecydowanie wystarczy. Zdecydowanie!
W drugiej połowie meczu na trybunach Hutnika pojawił się skandaliczny transparent z wulgarnym i nienawistnym hasłem wymierzonym w Wisłę Kraków: „śmierć wiślackiej kur…e”. Nie zareagował nikt. Sędzia meczu nie przerwał, nie było reakcji delegata. Spiker dwa razy przypomniał, że takie coś nie powinno mieć miejsca. Nic to oczywiście nie dało. Tego typu incydenty pokazują, że wciąż wiele pozostaje do zrobienia, by piłkarskie stadiony były miejscem sportowych emocji, a nie wylewania nienawiści.

Na ten transparent bardzo emocjonalnie w swoich mediach społecznościowych zareagował Ludwik Mięta Mikołajewicz:
DOŚĆ!
Ludwik Mięta Mikołajewicz
Podczas meczu o Puchar Polski pomiędzy Hutnikiem i Wisłą Kraków rozgrywanym na boisku w Nowej Hucie w dniu 29.10 br. w II połowie spotkania, w centralnym miejscu stadionu pojawił się wielki baner z napisem: „ŚMIERĆ WIŚLACKIEJ K***IE”.
Nie chodzi mi o słowo „wiślackiej”. Każdy tego typu baner to przejaw nienawiści, agresji i niejednokrotnie prowadzący do śmierci lub kalectwa na ulicach miasta. Uważam, że w takim przypadku obserwator PZPN powinien zażądać od sędziego przerwania meczu, a od gospodarzy natychmiastowego usunięcia kontrowersyjnego baneru. W przypadku odmowy, mecz winien zostać przerwany i orzeczony walkower wobec drużyny gospodarzy. Dość tolerancji dla tego typu zachowań!!!
Niestety, sportowe emocje zostały przyćmione przez zachowania części kibiców gospodarzy. W stronę piłkarzy Wisły poleciały różne przedmioty, a młodym adeptom futbolu ze szkółki Hutnika skutecznie zniechęcano do robienia zdjęć z Jamesem Igbekeme. Obraźliwe okrzyki i prowokacje nie pasowały do atmosfery piłkarskiego święta, jakie miało towarzyszyć temu spotkaniu.
Symboliczny był nawet zegar stadionowy, który przed pierwszym gwizdkiem… przestawiono z czasu letniego na zimowy. Rzeczywiście przez chwilę wydawało się, że na Suchych Stawach czas zatrzymał się wiele lat temu. I to wszystko jak najbardziej ma swój fajny, specyficzny klimat. Tylko te zachowania grupek „kibiców” są nieakceptowalne.

Miejmy nadzieję, że wnioski po tym meczu wyciągną nie tylko włodarze Hutnika, ale przede wszystkim kibice. Bo takie zachowania po prostu nie przystoją nikomu.
Spotkanie z trybun obserwował prezes Wisły Kraków, Jarosław Królewski. W piętnastej minucie meczu dołączył do niego Wojciech Kwiecień, właściciel Wieczystej Kraków i znany sympatyk „Białej Gwiazdy”.

Choć obecność obu panów wywołała spore zainteresowanie wśród kibiców, nie było między nimi zbyt wielu rozmów. Zarówno Królewski, jak i Kwiecień skupili się głównie na wydarzeniach boiskowych, uważnie śledząc przebieg spotkania.
ST
***
29.10.2025r. Kraków, Suche Stawy – Stadion Hutnika, godzina 13:00
Hutnik Kraków – Wisła Kraków 0:1 (0:0)
Bramka: Duda 61.
Hutnik: Damian Hoyo-Kowalski – Hołuj (78 Motrycz), Burka, Daniel Hoyo-Kowalski, Gandziarowski – Urbańczyk, Jopek (78 Szablowski) – Kieliś (88 Bil), Sowiński (71 Rzepka), Guerrier (71 Śliwa) – Prusiński.
Wisła: Broda – Colley, Łasicki, Kutwa, Krzyżanowski (88 Grujcić) – Carbo (46 Igbekeme), Omić – Kuziemka (61 Nikaj), Duda (61 Bozić), Duarte – Kawała (81 Baniowski).
Sędziował: Mateusz Piszczelok (Katowice).
Żółte kartki: Kieliś, Burka, Śliwa, Hołuj – Duda, Bozić.
Widzów: 999.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta