Już wiemy wszystko. 1 czerwca na londyńskim Wembley zagra Borussia Dortmund i Real Madryt. We wtorek BVB pokonała po raz drugi PSG – podobnie jak w pierwszym meczu 1-0, zaś Real, po horrorze na Santiago Bernabeu rzutem na taśmę Bayern 2-1.
Kopciuszek z Północnej-Westfalii
Sytuacjami wykreowanymi podczas wtorkowego wieczoru na Parku Książąt możnaby spokojnie obdarować 2-3 średnie spotkania ligowe. Mimo tego, świątynia strzeżona przez Gregora Kobela pozostała nienaruszona. Ani Kylian Mbappe, ani Ousmana Dembele, ani Goncalo Ramos – nie potrafili znaleźć sposobu na szwajcarskiego bramkarza. Borussia zagrała dwa bardzo mądre i dobre spotkania, w których – rzecz jasna – miała sporo szczęścia, ale temu szczęściu trzeba było dopomóc. Tak właśnie w tej parze się stało – zespół z Westfalii tego dokonał. Paris Saint Germain zostanie klubem przeklętym na etapie ligi mistrzów.
Nie udało się teraz, duże prawdopodobieństwo, że nie uda się już nigdy. Ciężko wyobrazić sobie lepsze okoliczności niż te z wtorkowego wieczoru z Parc de Princes. Swego czasu, stworzenie wielkiego trio – Messi, Neymar, Mbappe – było niewystarczające. Tym razem – teoretycznie byli bitym faworytem, ale to również okazało się zbyt mało. Nie mamy pomysłu, co musiałoby się wydarzyć, aby PSG w końcu mogło sięgnąć po upragniony od wielu lat srebrny puchar. No, może przychodzi nam do głowy pewna teoria – w lidze mistrzów musiałyby zagrać tylko zespoły z ligi francuskiej.
Jedynego gola we wczorajszym meczu zdobył Matts Hummels – bez wątpienia kluczowa postać niemieckiego zespołu. W wieku 36 lat przeżywa drugą młodość, znowu można podziwiać ten luz i dostojność w grze z piłką przy nodze – z czego słynął przez wiele lat. Profesor Matts.
Po prostu Real Madryt
W finale Ligi Mistrzów w roku 1999 miał miejsce jeden z największych powrotów w historii klasyków piłki nożnej. Wtedy to, po golach w doliczonym czasie gry dwóch rezerwowych: mordercy o twarzy dziecka – Ole Gunnara Solskjaera oraz Teddego Sherinhgama Man Utd wrócili z piekieł i pokonali Bayern 2-1. Tym razem, w postać United wcielił się Real i rezerwowy – hiszpański obieżyświat Joselu. Mimo że Bayern prowadził – po pięknym golu Alphonso Daviesa, to kibice niemieckiego klubu musieli drżeć, ze względu na klasę rywala, który w CV pod hasłem mocne strony ma wpisane wyrachowanie i zwyciężanie, zaś pod słabymi możemy ujrzeć pustą kreskę. Tak więc, Bawarczycy mieli powody do drżenia, bo z Realem nie da się wygrać w łatwy sposób. Gole w 88. i 92. minucie to potwierdziły.
Manuel Neuer był tego wieczoru fenomenalny. Miał co najmniej dwie interwencje, po których można było wstać z kanapy, złapać się z podziwem za głowę i otworzyć szeroko gałki oczne. Niemieckiej legendzie bramkarskiej zabrakło 10 minut do występu idealnego. No właśnie, nie ustrzegł się tego jednego błędu, który nie pozostał bez konsekwencji.
W finale nie ujrzymy niemieckiego der Klassikera. Borussia Dortmund zmierzy się z Los Blancos. Jude Bellinhgam zagra przeciwko swojego byłemu klubowi.
Nie znajdziemy pewnie osoby, która oddałaby późną jesienią typ na taki skład finału. Z niecierpliwością wyczekujemy na dzień dziecka, kiedy to obędzie się wielki spektakl, podsumowujący kampanię ligi mistrzów sezonu 2023/2024.







