Młodzi piłkarze z Olkusza bardzo dzielnie walczyli w Proszowicach z tamtejszą Proszowianką. Gol, który zapewnił gospodarzom zwycięstwo padł z rzutu wolnego w 85.minucie meczu. Piękny strzał Polańskiego zapewnił komplet punktów miejscowym i przesunął w otchłań tabeli chłopców ze „Srebrnego Miasta”.
Oczywiście można psioczyć, wieszać psy i narzekać. Przecież nie wypada, żeby tak zasłużony dla naszej lokalnej piłki klub pałętał się w ogonie ligowej tabeli. Nie wypada – to jasne! Ale takie myślenie i takie stawianie sprawy to droga donikąd. To pokazywanie swoich kompleksów. Przecież każdy może przyjść, założyć strój, buty i pokazać co potrafi. Łatwo przed monitorem komputera krytykować, to przecież nic nie kosztuje. Napisać można wszystko, że słabi piłkarze, że zarząd zły i niekompetentny. Gorzej coś zrobić, trudniej pomóc, a jeszcze trudniej dać coś od siebie, żeby tę sytuację zmienić. A ta sytuacja wcale nie jest taka tragiczna, bo Olkusz dzisiaj młodymi ludźmi stoi, którzy mają głowy pełne marzeń i nogi nabite umiejętnościami. Na wszystko jednak potrzeba trochę czasu. Krakowa też nie zbudowano od razu.
Kibice, którzy bez większego namysłu rzucają w eter, że ich klub spadł na samo dno, powinni się zastanowić. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, a myślenie zero-jedynkowe w tym przypadku nie jest dobre. Ostatnio bliżej poznałem włodarzy klubu ze Srebrnego Miasta. Wiem jedno, to pasjonaci i ludzie mądrzy, którzy bardzo racjonalnie patrzą na życie i piłkę. Nie porywają się z motyką na słońce, nie oczekują cudów na kiju, nie szarpią się ponad swoje siły i zamiary. Oczywiście mogliby to robić, tylko po co? Po to, żeby na siłę kilku „krzykaczom” udowodnić, że Olkusz może być w środku tabeli klasy okręgowej?
A ja tam wolę właśnie taki Olkusz. Wolę patrzeć na młodych chłopaków, którzy zostawiają na murawie zdrowie i serce dla swojej drużyny. I co z tego, że czasem nie wyjdzie, że czasem zabraknie doświadczenia, sprytu i wyrachowania. To melodia przyszłości. Zdrowa melodia, która prędzej czy później zagra tak, jak należy. Jak prędzej – to super, jak później to też należy na nią poczekać. To chłopcy stąd. Urodzili się w Olkuszu, mieszkają w Olkuszu i w Olkuszu chodzą do szkół. To ogromny potencjał do tego, żeby wykorzystać go w odpowiedni sposób. Stadion na Czarnej Górze powinien wypełniać się do ostatniego krzesełka, a mecz tych chłopaków powinien być prawdziwym świętem dla całego miasta, a nie okazją do upuszczenia swoich kompleksów i frustracji.
Wiem, że ci młodzi ludzie każdą porażkę mocno przeżywają. Wiem, że źle znoszą te wszystkie docinki i wiem też, że potrafią grać w piłkę. Oni okrzepną w tej dorosłej, seniorskiej piłce szybciej niż się wszystkim wydaje. Nie każdy jest Laminem Yamalem, który w wieku 16 lat sięga po wszystko co możliwe do zdobycia w dorosłej piłce. Oni „Yamalami” nie są i zapewne już nie będą, ale zachowując odpowiednie proporcje też są niezwykle utalentowanymi młodymi ludźmi, którzy prędzej czy później dźwigną z nawiązką wymagania jakie stawia piłka nożna w klasie okręgowej. Słyszałem przed sezonem, że nie strzelą nawet gola – strzelili już 17. Słyszałem potem, że nie zdobędą nawet punktu, a mają ich już na swoim koncie 10.
W Proszowicach do punktu zabrakło tylko 5 minut. Z tego meczu trzeba wbić do głowy mnóstwo pozytywnych chwil, a te niewątpliwie były. Faworyzowani gospodarze w pierwszej połowie praktycznie nie zagrozili bramce Gwiazdonia. Młodzi piłkarze z Olkusza świetnie neutralizowali ich ataki, dobrze przesuwali i ustawiali się w obronie.
W drugiej odsłonie Proszowianka naciskała, ale dało jej to tylko jednego gola. Na 5 minut przed końcem spotkania, młodego golkipera z Olkusza pokonał Polański, który mocno i precyzyjnie przymierzył z rzutu wolnego. Warto zaznaczyć, że 65. minucie Gwiazdoń wybronił „jedenastkę” egzekwowaną przez Chwała.
Olkusz wrócił w swoje strony – zły, ale na pewno się nie podda. Trener Paweł Curyło to człowiek, który zna tych chłopaków od wielu lat i wie jak należy z nimi pracować. Ja natomiast trenera Curyłę znam od czasów liceum. Chodziliśmy razem 4 lata do jednej klasy. Zawsze i wszędzie żył piłką i Olkuszem. Za ten klub dałby się pokroić – to pewne.

Patrząc na tych młodych ludzi i widząc w składzie nazwisko Domański – nie mam wątpliwości, że to wszystko wypali. Ten niezwykle doświadczony i charakterny zawodnik – nienawidzi słowa: „porażka”. Nawet jeśli odpukać i nawet gdyby tym ludziom nie udało się Olkusza w klasie okręgowej utrzymać, to nie mam wątpliwości, że warto na nich poczekać. Nie takie drużyny spadały, a życie toczyło się dalej. Tutaj nawet jeśli stanie się ten najczarniejszy scenariusz to nic to wobec skarbów przyszłości jakie w sowich szeregach ma klub ze stolicy powiatu.

Budka Suflera w 1997 roku na płycie „Nic nie boli tak jak życie” wypuściła utwór: „Przegrywać czasem to normalna rzecz”. Upadać nisko by się wyżej wznieść. I czasem gdy zaboli cię nie wstydzić się swych własnych łez. To także zwykła, to normalna rzecz. I tych chłopców naprawdę trzeba wspierać, a przynajmniej im nie przeszkadzać w walce o swoje piłkarskie marzenia. Im się to uda!
Z Piłką w Sercu (ST)
***
Proszowianka – KS Olkusz 1:0 (0:0)
Bramka: Polański 85′
Proszowianka: Baranowski – Lubacha (34′ Kura), Wieczorek, Gorczyca, Gzyl (46′ Kozerski) – Wrona, Wilk (71′ Kopeć), Polański, O. Nowak (66′ A. Krawiec), Migas – J. Chwał (86′ K. Kwiecień)
Olkusz: Gwiazdoń – Bondarenki, Pajor, Płonka, Kubański (22′ Głuszkow) – Banasik (65′ Graja), Tomsia (46′ Domański), Orlikowski – Seweryn, M. Nowak (75′ Błaszczykiewicz), Rams (46′ Żurada)
Żółte kartki: A. Krawiec, Kozerski, J. Chwał – Głuszkow, Płonka, Tomsia, M. Nowak, Rams, trener Łukasz Brożek (poza boiskiem)
Sędziował: Kacper Jasica (Kraków)
Widzów: ok 200







