Genialny wieczór z Champions League

Wczoraj po godzinie 23 poznaliśmy pierwszych półfinalistów Ligi Mistrzów sezonu 2023/2024. Są to Paris Saint Germain oraz Borussia Dortmund. Paryżanie rozbili Barcelonę na ich podwórku 4-1, zaś BVB pokonała 4-2 Atletico Madryt

Z nieba do piekła

Pierwsze minuty meczu rozgrywanego na stadionie olimpijskim w Barcelonie były niezwykle intensywne z obu stron, co zwiastowało piękne widowisko. Kibice gospodarzy nie musieli długo czekać na pierwszego gola. Duma Katalonii objęła prowadzenie już w 12. minucie. Bramkowa akcja Barcelony rozpoczęła się od świetnego przerzutu Rolanda Araujo do Lamine Yamala. Co było potem? 16-latek włączył trzeci bieg, Nuno Mendes został w blokach startowych, a za chwilę Gigi Donnaruma wyciągał piłkę z siatki. Kapitalna asysta młokosa z Katalonii – katem paryżan po raz kolejny okazał się Raphinha. Dwie minuty później Robert Lewandowski miał na nodze szansę na zamknięcie tego dwumeczu. Włożył jednak w strzał zbyt dużo siły i furbolówka znalazła się w rękach któregoś z kibiców, siedzącego na trybunie za bramką.

Jako że piłka bywa przewrotna, jeden z bohaterów akcji bramkowej dla Blaugrany musiał udać się przedwcześnie pod prysznic, co okazało się punktem zwrotnym tego widowiska. Bezmyślny faul Ronalda Araujo na wychodzącym na czystą pozycję – przebojowym Bradleyu Barcoli i sędzia z Rumunii nie ma wyjścia – wyciąga czerwień dla Urugwajczyka. Drugie życie dla przyjezdnych z Francji od 29. minuty. Chwilę później, w konsekwencji błędu kolegi – boisko opuszcza Lamine Yamal. Miejsce po Araujo na środku obrony zajmuje doświadczony Inigo Martinez.

W 39. minucie stało się najgrosze dla kibiców gospodarzy – PSG zareagowało bardzo szybko – dośrodkowanie najlepszego na boisku w pierwszej połowie, Bradleya Barcoli, na gola zamienia nie kto inny – Ousmane Dembele. Kolejny raz strzelając „pod ladę” bezradnego Marca Ter Stegena. W doliczonym czasie gry mogło być jeszcze gorzej dla Katalończyków – znowu przed szansą stanął skrzydłowy z „10” na plecach – tym razem pomylił o długość paczki zapałek. Podopieczni Xaviego Hernandeza szczęśliwie przetrwali napór paryżan w końcówce.

Druga część spotkania zaczęła od ataków przyjezdnych, którzy nie musieli długo czekać na kolejnego gola. W 54. minucie precyzyjnym strzałem zza pola karnego popisał się kluczowy piłkarz środkowej strefy – Vitinha. Niemiecki bramkarz Barcelony znowu nie mógł nic zrobić. Stało się to, co było nieuniknione.

fot. FC Barcelona / TT

Minutę później wspaniałą szansę na wyrównanie mial Ikay Gundogan, ale pomylił się o centymetry. W 60. minucie miała miejsce kolejna bezmyślna interwencja obrońca Barcelony. Tym razem w roli głównej Joao Cancelo, który wyciął bez skrupułów Ousmane Dembele w niegroźnej sytuacji. Sędzia nie miał wyboru – podyktował rzut karny dla gości. Kylian Mbappe strzelił nie do obrony i paryżanie byli z dwie bramki z przodu.

Barcelonę w tym momencie mógł uratować tylko cud. Katalończycy próbowali i mieli nawet swoje szanse na gola dającego dogrywkę, jednak ostateczny cios zadali podopieczni Luisa Enrique. Nie kto inny – ponownie wielki książę Kylian. Blaugrana była na kolanach. Stadion Montiuc pogrążył się w smutku. Barcelona zaczęła ten mecz świetnie, wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą, jednak właśnie dlatego kochany ten sport – za tę nieprzewidywalność, która zaprowadziła PSG do półfinału.

Strzelanina w Westfalii

Gol Sebastian Hallera w końcówce pierwszego meczu miał ogromne psychologiczne znaczenie przed spotkaniem rewanżowym. Gospodarze, niesieni publiką w liczbie 81 345, zaczęli ten mecz perfekcyjnie. Gole Juliana Brandta i Iaana Maatsena w pierwszej połowie znacznie zbliżyły BVB do półfinału.

Co prawda, Atletico nie byłoby sobą, gdyby nie pokazało charakteru i oddało mecz bez walki. Trzy zmiany Diego Simeone w przerwie odmieniły obraz tego spotkania. Po golu samobójczym Mattsa Hummelsa i trafieniu jokera – Angela Correi – mieliśmy w 64. minucie 2-2. W tym momencie Atleti było bardzo blisko bram raju. Wtedy nastąpił kolejny zwrot – tym razem ze strony gospodarzy. Odbyło to się w dwóch etapach – najpierw w 71. minucie Nicclas Fullkrug wybił się w powietrzu niczym Mario Jardel i po świetnym dośrodkowaniu Marcela Sabitzera zapakował piłkę do sieci bezradnego Jana Oblaka. Następnie, asystujący przy golu na 3-2 Austriak – dołożył czwarte trafienie, po precyzyjnym uderzeniu lewą nogą. Było po zawodach. Ogromny sukces dla dortmundczyków, którzy zagrają o finał z PSG.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal