We wtorkowych bataliach ćwierćfinałowych mieliśmy okazję podziwiać dwa, stojące na bardzo wysokim poziomie Mecze przez duże M. Real Madryt zremisował z Manchesterem City 3-3, a Arsenal podzielił się punktami z Bayernem 2-2. Poprzeczka była zawieszona na wysokości szczytu tybetańskiej Czomolungmy, ale drużyny ze środy również „dały radę”, jak w dawnym klasyku grupy WWO. Barcelona pokonała na Parc de Princes 3-2 PSG, Atletico 2-1 Borussię Dortmund.
Cóż to był za mecz
Na Estadio Santiago Bernabeu odbył się bój, który wyrasta na klasyk ligi mistrzów obecnych czasów. Jest to trzecia edycja z rzędu, w której los chciał aby Real i Manchester City spotkały się w fazie pucharowej, innej niż wielki finał. Dzisiejsi młodzi adepci piłki, będą za kilkanaście lat szczycić się tym, że mieli okazję oglądać te mecze.
Od samego początku działo się bardzo wiele. Szybki gol Bernardo Silvy, ogromna szansa przed Jackiem Grealishem na wyprowadzenie drugiego ciosu, a za chwilę dwie bomby ze strony Realu – najpierw strzał Eduarda Camaningi i rykoszet od Rubena Diasa, następnie dwójkowa akcja brazylijskich asów, którą wykończył Rodrygo, i to madrytczycy schodzą do szatni prowadząc. Nie muszę wspominać, że intensywność tego spotkania, jakby Usain Bolt gonił Maurice’a Greene’a i Ato Boldona.
Oglądając, było ciężko usiedzieć na krześle. Zawrotne tempo przenosiło się przed ekran teleodbiornika. Obraz w drugiej połowie nic się nie zmienił – nadal to była pełna dramaturgii partia na wybitnym poziomie. Citizens, po trafieniach będącego w życiowej formie Phila Fodena oraz Josko Guardiola już mogli witać się z gąska. Jednak to byłoby zbyt proste tego wieczora. Fede Valverde huknął z woleja i na tablicy wyników wyświetliło się 3-3. Jedyne, czego możemy być pewni przed rewanżem, to że nie wypada go przegapić. Nie ma żadnych wymówek.
Dwie twarze Bukayo Saki
W drugim wtorkowym boju naprzeciwko siebie wybiegły ekipy Arsenalu Londyn oraz Bayernu Monachium. Poziom tego meczu może nie stał na jednym piętrze z tym z Madrytu, ale piłkarze obu drużyn nie mają się czego wstydzić. No, może poza Bukayo Saką, który mógł zostać bohaterem, a koniec końców wygłupił się – właśnie na finiszu tego meczu. Przy próbie minięcia Manuela Neuera, z jakiegoś powodu zostawił nogę, próbując wymusić rzut karny. Mając w perspektywie pustą bramkę.
Chwilę później, sędzia Nyberg ze Szwecji zagwizdał po raz ostatni. Wcześniej, do bramki trafiali – właśnie Bukayo Saka i joker wyborowy w postaci Leonardo Trossarda – po stronie Kanonierów oraz Harry Kane i Serge Gnabry w zespole Bawarczyków. Rewanż na Allianz Arena zapowiada się niezwykle ciekawie. Jedyna szkoda, to że będzie rozgrywany równolegle do klasyku na Etihad Stadium. Swoją drogą, władze UEFA mogłyby się w końcu zreflektować i zrobić coś z tym, aby każdy mecz ćwierćfinałowy był rozgrywany w innym terminie. Rozwiązanie, które jest korzyścią dla wszystkich stron.
Spektakl w Parku Książąt
Apetyty kibiców, którzy zasiedli w środę przed telewizorem z przypalonym słonecznikiem i zimną Coca-colę były wilcze. Humorów nawet nie mógł popsuć duet komentatorski Niedzielan-Kowalski, który jest w stanie zniszczyć każdy mecz. Na pięknym paryskim stadionie książąt, mieliśmy okazję obejrzeć świetne zawody. Zwroty akcji miały wiele wspólnego z wczorajszymi – z Estadio Santiago Bernabeu.
W pierwszej połowie lepszą ekipą była Barcelona. Bramkową akcję zaczął Robert Lewandowski (bardzo dobra partia polskiego napastnika), piłkę w pole karne „zewniakiem” dostarczył Yamine Yamal, i niepewne wyjście Gigiego Donnarumy na gola zamienił Raphina. Na drugą część spotkania paryżanie wyszli jakby podmienieni. Efektem tego były dwa szybkie gole. Najpiew piękny strzał byłego zawodnika Blaugarny, czyli Ousmana Dembele, który uderzył nie do obrony „pod ladę” Marca Ter Stegena. 3 minuty później, po ładnej wymianie podań, najsprytniejszy w polu karnych okazał się Vitinha. Była 51. minuta, PSG napierało, było w gazie i ekstazie, idąc po kolejne gole. No właśnie, logika mówiła jedno, piłka pokazała co innego. Barcelona przetrwała ten krytyczny moment. Trzeba odnotować, że Xavi trafił ze zmianami. Wpuścił na boisko Pedriego, który już po minucie od wejścia – wspaniale obsłużył Raphinie i ten po raz drugi cieszył się dzisiaj z gola. W 75. minucie na murawie zameldował się Andreas Christiansen. 120 sekund później po dośrodkowaniu z rzuty różnego Ilkaya Gundogan, to własnej środkowy obrońca z kraju braci Laudrup zdobywa zwycięska bramkę dla Barcy. To był ostatni akt godny odnotowania, w rozegranym dzisiaj wspaniałym spektaklu, który odbył sie w Parku Książąt w Paryżu
Pucharowe Atletico
W ostatnim rozegranym meczu 1/4 fazy ligi mistrzów – popularne Atleti pokonało BVB 2-1. Po raz kolejny, podopieczni Diego Simeone pokazują, że nawet jeśli to nie jest ich sezon, to w Europie mobilizacja jest na innym poziomie i są od krok od półfinału. Bramki dla gospodarzy padły w pierwszej połowie. Najpierw, po fatalnym rozegraniu bramkarza i obrońców klubu z Niemiec, z prezentu skorzystał mistrz świata – Rodrigo de Paul.
Drugi gol padł w 32. minucie – Antoine Griezmanna wyłożył futbolówkę do Samuela Lino, który precyzyjnym strzałem wykończył tę akcję i było 2-0. Ten sam zawodnik miał w drugiej połowie piłkę meczową na 3-0, która zabiłaby ten dwumecz. Brazylijczyk tej szansy nie wykorzystał, a w końcówce Sebastian Haller trafił na 2-1 i za tydzień na Signal Iduna Park sprawa awansu jest otwarta.







