Rzężąca w lidze Wisła znów pokonana. Awans będzie cudem

Stadion przy Reymonta znów wypełnił się kibicami. W niedzielną rosołową porę – mecz Wisły Kraków z Motorem Lublin z trybun obejrzało ponad 21 tysięcy kibiców. Niesiona dopingiem Wisła zeszła z boiska pokonana, a marzenia jej kibiców o bezpośrednim awansie roztrzaskały się w drobny mak.

Wisła do ligowego starcia z Motorem przystąpiła w dużo lepszych humorach niż zazwyczaj. Zwycięstwo nad Piastem sprawiło, że wiślacy zapewnili sobie bilety na wielki finał Pucharu Polski, który odbędzie się 2 maja na stadionie Narodowym w Warszawie.

fot. Piotr Lubaszka

Celem nadrzędnym krakowian w tym sezonie jednak jest zupełnie coś innego – to awans do Ekstraklasy. W tej kwestii Wisła jednak stuka, rzęzi i chrobocze.

I tak właśnie Wisła rozpoczęła ten mecz. Motor szybciej operował piłką, a jego piłkarze starali się grać na jeden kontakt. W 2. minucie po takiej wymianie podań, bliski zdobycia gola był Piotr Ceglarz, ale jego strzał minimalnie przeleciał nad bramką Ratona.

Chwilę potem, sędzia zmuszony był podejść do monitora, bo w sytuacji przewinienia Jarocha na Wełniaku zareagował VAR. Naskok prostą nogą na łydkę rywala skończył się dla piłkarza Białej Gwiazdy wykluczeniem. Wisła rozpoczęła fatalnie i już w 7.minuicie grała w osłabieniu. Na domiar złego kiedy zegar wybił 16 minutę ręce w górę unieśli piłkarze ubrani w niebieskie trykoty. Piłkę w pole karne Wisły dorzucił Król, a Samuel Mraz głową pokonał Alvaro Ratona. Wisła była na kolanach.

Dużo pracy w pierwszych fragmentach meczu miał sędzia Marcin Szczerbowicz, który rozmowami dyscyplinującymi i żółtymi kartkami musiał studzić głowy piłkarzy. Tę najbardziej rozpaloną miał Dawid Szot, który w w 18. minucie obejrzał napomnienie, a w 22.minucie od wykluczenia uratował go cud. Obrońca Wisły kompletnie nie radził sobie z bardzo mobilnymi tego dnia rywalami.

Na przekór wszystkiemu co tego dnia sprzysięgło się przeciwko gospodarzom – Wisła podniosła się z kolan za sprawą Goku, który w 26. minucie doprowadził do wyrównania. Bramkę zdobył w bliźniaczy sposób jak jego poprzednik Mraz. Również strzałem głową pokonał Kacpra Rosę. Piłkę dograł mu Alfaro, który ładnym zwodem wywiódł w pole obrońcę gości.

fot. Piotr Lubaszka

Mecz w tym fragmencie gry był dość szybki i toczył się zazwyczaj z pominięciem drugiej linii.

Albert Rude nie wytrzymał i w 37.minucie zdjął z boiska Szota, który tego dnia raził nieporadnością. Gdyby nie zrobił tego trener, zapewne zająłby się tym arbiter główny tego spotkania. Na boisku pojawił się Igor Łasicki, a więc nominalny środkowy obrońca. Na miejsce Szota powędrował Joseph Colley.

fot. Piotr Lubaszka

Mimo gry w osłabieniu gospodarzy – mecz wyrównał się, a do przerwy wynik już nie drgnął.

W akompaniamencie gwizdów na drugą połowę wybiegli piłkarze Motoru Lublin. Wiślaków przywitały gromkie brawa, które miały zachęcić ich do zdecydowanie lepszej gry niż w pierwszej odsłonie. Trenerzy w przerwie nie zdecydowali się na żadne roszady w składach swoich drużyn.

Jedni i drudzy rozpoczęli spokojnie, ale to Motor w tym spokoju był konkretniejszy. Michał Król dorzucił z prawej strony do Piotra Ceglarza, a ten wepchnął piłkę do siatki Alvaro Ratona. Stadion ucichł, była 49.minuta.

Motor po tym golu poszedł odważniej do przodu jakby wiedział, że kolejny gol zabije mecz. Strzał Scaleta z dystansu z trudem „wypluł” przed siebie Raton.

W 54. minucie powinno być po meczu. Strzał głową z bliskiej odległości Mraza cudem obronił Raton, ale Motor ani myślał odpuszczać. Lublinianie naciskali i kąsali Wisłę licznymi dośrodkowaniami, to co jednak wydarzyło się w 58.minucie nie powinno mieć miejsca nawet na poziomie klasy okręgowej. Kolejny skandaliczny błąd Ratona w przyjęciu prostego podania zakończył się trzecim golem dla Motoru. Na listę strzelców wpisał się ponownie Samuel Mraz i było po meczu.

Wisła tym meczem ponownie pokazała, że ten sezon gra bez bramkarza. Wiedział o tym każdy, kto choć trochę zna się na piłce. Awans do finału Pucharu Polski tylko trochę pudruje cały ten bałagan. W przeciętnej lidze, Wisła jest drużyną po prostu przeciętną i złożoną z piłkarzy w większości nieprzydatnych. Czasem oczywiście wygra, czasem zremisuje, a czasem przegra. I tak to będzie wyglądać, bo poważnej drużyny nie da się zbudować właśnie w taki sposób.

Z Piłką w Sercu (ST)

***

07.04.2024r. Kraków, godzina: 12:40 – Fortuna 1.Liga

Wisła Kraków – Motor Lublin 1:3 (1:1)

Bramki: Goku 26′ – Mraz 16′, Ceglarz 49′, Mraz 58′

Wisła: Raton – Jaroch, Uryga, Colley (59′ Krzyżanowski), Szot ( 37′ Łasicki), Duda, Carbo, Villar (59′ Baena), Goku (74′ Bregu), Alfaro, Sobczak (74′ Omrani).

Motor: Rosa – Palacz, Rudol (46′ Kruk), Najemski, Stolarski (46′ Lis), Wolski, Scalet, Wełniak, Ceglarz, Mraz (66′ Śpiewak), Król (66′ Rybicki).

Żółte kartki: Alfaro, Szot, Łasicki – Stolarski, Rudol

Czerwona kartka: Jaroch

Sędziował: Marcin Szczerbowicz

Widzów: 21029

ST
ST