Spacer po Championship

Jak przewrotny i mocno zwariowany jest ten nasz świat przekonałem się nadając z wyprzedzeniem tytuł niniejszemu artykułowi: „Z dużej chmury mały deszcz” (oczywiście w nawiązaniu do meczu Sheffield).  Z racji bieżącej sytuacji uważam, że byłoby to dużym nietaktem z mojej strony.

Weekend mocno dał się we znaki mieszkańcom gmin województwa dolnośląskiego, opolskiego oraz częściowo śląskiego. Niszczycielski żywioł miejscami z pozoru niewielkich rzek okazał się kataklizmem, z którym mimo heroicznej walki nie poradzili sobie mieszkańcy wspierani przez odpowiednie służby. Sytuacja jest dla mnie osobiście trudna, bo korzenie mojej rodziny od strony mamy wywodzą się z powiatu kłodzkiego, a konkretnie z Dusznik Zdroju. Natomiast w Kłodzku do dzisiaj mieszkają bracia mojej mamy ze swoimi rodzinami i naprawdę z pierwszej ręki wiem, czym jest powódź z bliska.

W Sheffield bez przełomu

Sheffield dwa tygodnie szykował się do meczu z QPR i jak zapowiedziałem wcześniej, mecz ten miał zostać rozegrany już z delikatnie zaciskającą się pętlą na szyi niebiesko-białych. Sowy miały być waleczne, drapieżne i przede wszystkim zwycięskie. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że drużyna pokazała charakter i po przewadze w pierwszej części meczu, w drugiej kontynuowała ciągły napór na drużynę gości.

Całkiem niezłe zawody rozegrał Olaf Kobacki, pomimo opuszczenia boiska w 64 minucie. Permanentny napór na bramkę francuskiego bramkarza QPR przyniósł efekt w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, a przepiękną bramkę zdobył Szkot – Barry Bannan i 26 283 widzów osiągnęło stan euforii. Wydawało się, że ciężko, bo ciężko ale trzy punkty zostaną na Hillsborough. Niestety dokładnie trzy minuty później stała się rzecz niezrozumiała i trudna do zrozumienia dla widowni. Kocioł jaki zrobił się w polu karnym Sów przypominał młyn z rozgrywek rugby i co się w nim wydarzyło, to tylko można dostrzec na powtórce i to najlepiej w trybie slow motion. Efektem gol na 1:1 i z trzech punktów zrobił się tylko jeden. Naprawdę duże rozczarowanie po takim finiszu.

fot. Sheffield Wednesday FC

Pętla na szyi jak była – tak jest, bo nie może być inaczej jeżeli zajmuje się 20 miejsce w tabeli, z zaledwie 4 punktami na koncie, a najbliższe dwa mecze ligowe zapowiadają się bardzo ciężko. Najpierw wyjazd do Luton, które chyba wreszcie obudziło się i wywiozło z bardzo ciężkiego terenu Millwall trzy punkty w ramach pierwszej wiktorii odniesionej po skromnym zwycięstwie 1:0.

Ligowa młócka

Co jak co, ale nie wypadało mieć spadkowiczowi z Premiership 1 punktu po 4 meczach. 4 punkty po 5 meczach to też wciąż bez szału (identycznie jak Sheffield Wednesday).

Kolejny mecz domowy po powrocie z Luton, Sowy rozegrają z bardzo silnym West Bromwich, które po niedzielnym pewnym zwycięstwie w Portsmouth 3:0 wykorzystało sensacyjną porażkę lidera w Plymouth 3:2 i zasiadło na fotelu lidera z 13 punktami na koncie. Sunderland po porażce jest na drugim miejscu z jednym punktem mniej. Na najniższym stopniu podium z 11 punktami zameldował się Blackburn po pewnym zwycięstwie 3:0 nad Bristol City.

fot. Blackburn Rovers

W hicie kolejki Leeds spotkał się z Burnley. Burnley po ostatniej zadyszce chyba pierwszy raz w sezonie nie był faworytem tego spotkania. Ponad 36 tys. osób na trybunach wierzyło, że ich ulubieńcy odprawią spadkowicza z kwitkiem.

Burnley szybko za sprawą Włocha Luci Kolesho otworzył wynik po rajdzie jego rajdzie przez prawie całe boisko i to było na tyle w kwestii działań ofensywnych spadkowicza. Pomimo sporej przewagi Leeds w posiadaniu piłki (70%-30%) z drugiej strony wcale nie było lepiej jeśli chodzi o stworzenie 100% sytuacji i w zasadzie tylko raz James Trafford strzegący bramki gości musiał wykazać się nadzwyczajnymi umiejętnościami. A skoro nie ma konkretów w ataku, to nie ma też bramek i 0:1 zostało już do końca. Dzięki temu bardzo cennemu zwycięstwo Burnley z 10 punktami jest na 4 miejscu, a Leeds z 8 punktami jest na miejscu dziewiątym.

fot. Burnlney FC

Zgodnie z moimi przewidywaniami w dół tabeli obsuwa się Watford spadając na piąte miejsce, które tym razem podzieliło się punktami z Coventry. Za to goście po tym meczu są na 14 miejscu w tabeli z dorobkiem 5 punktów.

Inauguracja bieżącej kolejka Championship rozpoczęła się już w piątek, a cenne, wyjazdowe zwycięstwo odniósł domowy wróg Sów, czyli Sheffield United. W pokonanym polu zostawił Hull strzelając dwie bramki i zachowując czyste konto. Spadkowicz jest już 6 w tabeli, a gdyby nie zabrane przez związek 2 punkty, to byłoby ich już nie 9 a 11 na koncie.

Kolejne miejsca w tabeli zajmują beniaminkowie: Oxford United po domowym zwycięstwie nad Stoke 1:0 oraz Derby, który w identycznych rozmiarach odprawiło czerwoną latarnię, czyli walijskie Cardiff. Oba zespoły zdobyły po 9 punktów, a tuż za nimi jest wspomniany już wcześniej Leeds. Na dziesiątym miejscu jest Middlesbrough, który rozczarował miejscowych fanów ponieważ tylko zremisował na Riverside Stadium 1:1 ze słabym Prestonem, pomimo dość wyraźnej przewagi w ciągu całego meczu.

Na 11 miejsce z 7 punktami, awansowało walijskie Swansea wygrywając bardzo wyrównany mecz z Norwich. W meczu najsprawiedliwsze byłoby 0:0, ale samobójczą bramkę, która rozstrzygnęła mecz zdobył już w 4.minucie Ghanijczyk – Amanankwah Forson. Sytuacja o tyle pechowa, bo piłka była odgrywana od linii bramkowej w głąb pola karnego przez Koreańczyka Ji-Sung Eoma. Norwich po tym meczu ma 5 punktów i jest 15 w tabeli.

fot. Swansea City FC

Ostatnią trójkę, która na dzień dzisiejszy zastałaby zdegradowana z ligi stanowią Hull, kolejno najsłabszy z beniaminków Portsmouth oraz Cardiff.

We wtorek Sowy ograły Blackpool w ramach EFL Cup i słusznie, bo z kim jak nie z takim przeciwnikiem należy wygrywać?

Z Piłką w Sercu (MS)

***

Jakoś umknęła naszemu portalowi w pewnym sensie historyczna przegrana maszynki do wygrywania Xabiego Alonso, czyli Bayeru Leverkusen, która miała miejsce 31 sierpnia z drużyną RB Lipsk 2:3, co zdarza się tej drużynie naprawdę wyjątkowo.