Falowanie i spadanie – tak w skrócie można opisać rundę wiosenną w wykonaniu piłkarzy Prądnika Sułoszowa. Sympatyczny Klub z pięknych okolic Jury Krakowsko-Częstochowskiej okiem i piórem Szymona Klicha.
Po słabej jesieni Prądnik Sułoszowa miał coś do udowodnienia. Przede wszystkim to, że jest lepszy niż wskazywałoby miejsce w tabeli po rundzie jesiennej.

Zimą kadra pracowała nad formą na orliku i hali, a gdy aura zrobiła się lepsza – przyszedł czas na sparingi. Tu, jak żartowali piłkarze – drużyna “pokazała trochę sułoszowskiego soccera”! Poza porażką 2:3 z V ligowym KS Olkusz, Prądnik pokonał gładko: Kwaśniów, Maszyce i Skrzeszów, a punktami podzielił się z Łazami. Najbardziej satysfakcjonujące zwycięstwo odnieśli sułoszowianie nad Przemszą Klucze, która przyjechała na boisko Prądnika miksem zawodników z Okręgówki i A Klasy. Zaczęło się od szybkiego 0:2 dla Klucz, ale po zmianie taktyki przez trenera Górkę, Prądnik kompletnie zdominował Przemszę i skończyło się 4:2.

FORMA W GÓRĘ I W DÓŁ
Ligowa forma Prądnika na wiosnę okazała się niemal idealną sinusoidą, której góry i doły wyznaczyła prosta zasada – “gramy w domu, czy na wyjeździe?” Zaczęło się od Zarzecza, gdzie lało jak z cebra i wiało na potęgę. Boisko nie nadawało się do futbolu, więc obie ekipy ograniczyły się do najprostszych środków, z czego wyszła zwykła kopanina. Największą atrakcją meczu były… kumkające wesoło po murawie żaby, które nic sobie nie robiły z piłkarskiej rywalizacji. A tam po wątpliwym karnym i błędzie obrony Prądnika – Strumyk prowadził 2:0. W samej końcówce kontaktową bramkę strzelił Szymon Klich, ale na remis było już za późno.
W pierwszym domowym meczu na wiosnę do Sułoszowej zawitała solidna Centuria Chechło. Jednak tego dnia na boisku rządził wyłącznie Prądnik, a Chechło zostało zdeklasowane. Na skrzydle dryblingami i rajdami imponował Dominik Zając, który nie tylko strzelił bramkę, ale zagrał chyba swój najlepszy mecz sezonu. Drugie trafienie dołożył Maciej Kozioł. Skończyło się na 2:0, ale wynik nie oddaje przebiegu meczu – to był najniższy wymiar kary dla Centurii.

WYJAZDOWE CIĘŻARY PRĄDNIKA
Gdy przyszedł czas na wyjazd, Prądnik znowu miał pod górkę. W Żarnowcu nie można powiedzieć, żeby Sułoszowa była gorsza, ale wszystko szło jak po grudzie. Ciężko się konstruowało akcje, brakowało klarownych sytuacji bramkowych. Trzem Koronom wystarczyły dwa rzuty rożne i trzy punkty zostały w Żarnowcu.
Następnie do Sułoszowej zawitał słabo spisujący się Trzyciąż-Jangrot. Akurat w tym spotkaniu Prądnik miał wybrakowany skład, więc gra nie była porywająca, ale bramka z karnego Szymona Klicha wystarczyła do wygranej. W tym meczu bardzo poważnej kontuzji kostki doznał nowo przybyły do Prądnika – Szymon Nitwinko – uraz wykluczył go z gry na resztę sezonu.

Wizyta sułoszowskich piłkarzy w Zedermanie miała być “formalnością”. Błysk podczas katastrofalnej jesieni nie zdobył żadnego punktu, a zła passa trwała także na wiosnę. Ale na kim się przełamać, jak nie na “wyjazdowym” Prądniku?
Początek nic takiego nie zwiastował – pierwsza akcja meczu od razu zakończyła się golem Dominka Zająca. Chwile później Zederman wyrównał, ale kolejnego gola dla Sułoszowej natychmiast wbił Grzesiek Przybek i wydawało się, że Prądnik łatwo wygra. Błysk się jednak rozkręcił, a Sułoszowa zagrała słabo taktycznie. Do tego kolejna fatalna kontuzja gracza Prądnika – doświadczony Maciej Żurada przy wślizgu złamał nogę i potrzebna była karetka. Nagle w meczu zrobiło się 4:2 dla Błysku i trzeba było desperacko gonić wynik. Udało się po kolejnym golu Dominika Zająca, a także po pięknym rzucie wolnym Maćka Kozła. To było jednak na tyle atrakcji i Zederman mógł się cieszyć z pierwszego punktu w sezonie, choć zadowolony po tym meczu nie mógł być nikt.
DERBOWA SYMETRIA I ZEMSTA PRĄDNIKA
Powrót do domu Prądnika? A to proszę bardzo – nawet derby gminy nie są straszne. Z Wielmożną Prądnik miał rachunki do wyrównania po jesieni, za to rywale “zza miedzy” bardziej na tym etapie myśleli o awansie, bo zajmowali jedno z czołowych miejsc w lidze. Derby w tym sezonie okazały się mieć “poetycką symetrię”. Na jesień to Prądnik nacierał i przeważał, ale zamiast strzelić – dostał bramkę w samej końcówce i przegrał 1:0. Teraz miało być dokładnie na odwrót. Wielomożanka prowadziłą grę, ale Prądnik zagrał perfekcyjny mecz pod względem taktycznym. Ustawienie i żelazna defensywa sprawiły, że przez cały mecz goście nie stworzyli jednej groźnej sytuacji. Za to Sułoszowa miała instynkt killera – w ostatniej akcji meczu po rzucie wolnym piłkę do bramki wbił głową Grzegorz Przybek. Sułoszowa eksplodowała radością, ale nikt większą niż sam strzelec gola, który przez długie lata grał dla Wielmoży.Względy osobiste sprawiły, że postanowił zmienić klimat. Został bohaterem meczu i wcale nie krył ogromnej satysfakcji z tej decyzji.

MAJÓWKOWA ŻENADA
W tym momencie dochodzimy do najbardziej wstydliwego momentu sezonu dla Prądnika, czyli majówki. Może lepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia na mecz wyjazdowy z Pogonią Miechów, ale przytoczmy to z dziennikarskiego obowiązku. Niestety ktoś wpadł na “genialny” pomysł rozgrywania kolejki w święto 1. maja, a większość zawodników Prądnika rozjechało się na urlopy i do Miechowa pojechali … w 7 osób. Zawstydzające? Smutne? Pewnie tak, choć przynajmniej drużyna stanęła do walki. Niestety jeden z zawodników Prądnika odniósł jeszcze kontuzję w meczu, więc sędzia nie miał innego wyboru jak przerwać zawody i przyznać Pogoni walkower.
Problemy kadrowe, które miały już prześladować Prądnik do końca sezonu, dały o sobie mocno znać w kolejnych dniach majówki, gdy trzeba było jechać do Charsznicy. Tym razem udało się uzbierać “gołą” jedenastką bez żadnych zmienników w tym tylko 8 graczy pierwszego składu. Paradoksalnie Sułoszowa w pierwszej połowie zagrała dobrze i prowadziła po golu Szymona Klicha, ale w drugiej Prądnik gasł w oczach i strzelała tylko Charsznica. Szkoda tego meczu, bo przy pełnej kadrze spokojnie można było ograć gospodarzy.
W DOMU WICELIDER NIESTRASZNY
Przed Sułoszową był teraz najtrudniejszy rywal z dotychczasowych na wiosnę – ówczesny wicelider z Wierbki, która wygrywała prawie wszystkie swoje mecze, strzeliła masę goli i mogła realnie myśleć o awansie. Ale to co się wydarzyło w Sułoszowej najlepiej opisał sam Ospel w relacji z meczu – Prądnik wręcz masakrował gości swoją grą. Na bramkę faworyta sunęły kolejne dynamiczne ataki, świetne piłki zagrywali pomocnicy, a na bokach rządzili skrzydłowi i wahadłowi Prądnika. Bramki kolejno strzelali Dominik i Patryk Zającowie, a trzecią dołożył wychowanek klubu – Dariusz Gorajczyk.
Wierbka co prawda odpowiedziała dwoma golami, ale to były jedyne ich dobre okazje w meczu. Gdyby skończyło się 7:2 to Ospel nie mógłby mieć pretensji, a nie stało się tak jedynie przez słabą skuteczność Prądnika. Tak czy inaczej to był najlepszy mecz zespołu w sezonie, wicelider tabeli był jedynie tłem, a spotkanie udowodniło, że w sułoszowskiej drużynie jest spory, choć niewykorzystany potencjał.

Wyjazd do Pilicy? Oczywiście nie mogło być kompletu punktów, choć Prądnik praktycznie cały mecz atakował, oddawał masę strzałów, a Piliczanka kończyła mecz w dziesiątkę. Bramka gospodarzy była “zaczarowana” i skończyło się remisem 1:1.
Przełamanie trendu domowych zwycięstw przyszło w meczu z Wolbromiem. Znowu Prądnik grał solidnie w pierwszej połowie, ale w drugiej został wypunktowany i przegrał wysoko 0:3, choć wynik wydaje się być surowy. “Twierdza Sułoszowa” jednak padła.
“PIŁKARSKIE JAJA” W BUKOWNIE
O co chodzi z Prądnikiem i Bukownem? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. W tych meczach znaczenia nie miała forma, pozycja w tabeli ani żadna inna logiczna przesłanka. Na jesień Bukowno przyjechało do jednej z najdłuższych wiosek w Polsce jak na ścięcie, nie oddało bodaj jednego celnego strzału… i wygrało 0:1.
Na wiosnę w Bukownie doszło do najbardziej szalonego i dziwacznego meczu sezonu. Do 70 minuty Prądnik prowadził komfortowo 1:4. Ozdobą meczu było trafienie Kacpra Gęgotka. “Kosa” przyjął piłkę w powietrzu na linii pola karnego, przerzucił futbolówkę nad obrońcą i potężnym strzałem “zerwał pajęczynę” w okienku bramki. Gol godny europejskich stadionów, a zawody rozstrzygnięte… prawda?
Bukowno miało inny zdanie. Na boisko weszło kilku świeżych graczy i odmieniło losy spotkania. Co się stało z Prądnikiem? Nie potrafią na to pytanie odpowiedzieć nawet zawodnicy i trener. Może uwierzyli, że tego nie da się już przegrać? Z kolejnymi golami Bukowna wszystko zaczęło się sypać, mnożyły się karygodne błędy i zrobiło się 4:4. W samej końcówce karny dla gospodarzy i szok na stadionie. 3 punkty dla Bukowna. Kompromitacja czy wypadek przy pracy? Jakby tego nie nazwać – takie “piłkarskie jaja” nie powinny mieć miejsca.

Taki mecz może kompletnie załamać, ale na szczęście na ostatnie spotkanie sezonu Prądnik się odbudował. Do Sułoszowej zawitał Spartak Wielkanoc Gołcza. Mecz miał o tyle znaczenie, że oba kluby bezpośrednio rywalizowały o końcową pozycję w tabeli. Tego dnia Prądnik był zdecydowanie lepszy – była gra piłką, dobra organizacja zespołu, kilka dogodnych sytuacji i wygrana 2:0 po golach Kacpra Gęgotka i Grzegorza Przybka.

foto: Dariusz Michalski
OD SKRAJNOŚCI W SKRAJNOŚĆ
Forma Prądnika na przestrzeni sezonu jest zastanawiająca. W domu rekord 8W-2R-3P, czyli topka ligi. Na wyjazdach? Aż wstyd pisać – 1W-3R-9P, czyli dno tabeli. Nie było w lidze drugiego tak skrajnie grającego zespołu. W Sułoszowej niestraszny był nikt, nawet walczący o awans musieli wracać z podwiniętym ogonem. Poza domem Prądnik rozdawał punkty na lewo i prawo niezależnie od klasy rywala. W końcowym rozrachunku dało to tylko 9 miejsce w tabeli. Na pewno nie jest to lokata na miarę ambicji klubu, który dopiero co przecież występował ligę wyżej.

foto: Łączy nas Piłka
Najlepsi strzelcy Prądnika w sezonie 2023/24 (liga + puchar): Dominik Zając (8 bramek), Szymon Klich (6), Grzegorz Przybek (6), Krzysztof Kaganiec (5)
Najwięcej minut w Prądniku w sezonie 2023/24 (liga + puchar): Mateusz Górka (bramkarz, 27 meczów, 2546 min), Dominik Zając (25 meczów, 2208 min), Szymon Klich (26 meczów, 2168 min), Dawid Gęgotek (25 meczów, 1920 min)
Jednego nie można Prądnikowi odmówić – było ciekawie i nieprzewidywalnie, choć sportowe uniesienia i świetny start sezonu mieszały się z goryczą porażek i rozczarowań. Nie ma wątpliwości, że sporą rolę odegrała tu sytuacja kadrowa. Klub w trakcie sezonu opuściło dwóch klasowych zawodników (Krzysztof Kaganiec i Sebastian Świstowski), przez kontuzje nie mogli grać Żurada, Nitwinko i Broczkowski, a kilku kolejnych ze względów osobistych/zawodowych mogło pomagać jedynie sporadycznie.
“Kręgosłup” Prądnika jest mocny, ale trzeba go koniecznie obudować wzmocnieniami (i ewentualnymi powrotami zawodników). Ciężko powiedzieć w którą stronę popłynie Prądnik w przyszłym sezonie. Wszystko zależy od ambicji i postawy zawodników oraz sztabu. Zdecydowanie jest na czym budować, ale jest też wiele rzeczy do poprawy!
KIEROWNIK TOP I POZDROWIENIA DLA KOLEGÓW
Kilka słów należy poświęcić “cichemu bohaterowi” Prądnika – niezastąpionemu Darkowi Michalskiemu – kto go zna ten wie, że to dobry duch drużyny. A jedną z przyczyn, dla których sułoszowianie tak dobrze punktowali w domu jest boisko, o które Darek dba jak o oczko w głowie i murawę utrzymuje w perfekcyjnym stanie. Płyty może pozazdrościć cały powiat, także niskie ukłony Kierowniku. Wszyscy widzimy i doceniamy wkład pracy w klub!

Z tego miejsca należy też życzyć klubowym kolegom Szymkowi Nitownice i Maćkowi Żuradzie pełnego powrotu do zdrowia. Odnieśli ciężkie kontuzje poświęcając się dla klubu, który oczywiście w tej sytuacji wspiera ich jak może.

Wracajcie do nas chłopaki! W przyszłym sezonie chcemy walczyć o czub tabeli!







