Tylko przylot zielonych, wyimaginowanych przyjaciół Roberta Bernatowicza mógłby wzbudzić w Krakowie większe zainteresowanie niż mecz inaugurujący powrót Wisły do Ekstraklasy po czteroletniej banicji. Bilety na to spotkanie rozeszły się jak jeszcze dzieci targały plecaki do szkoły, czyli dawno temu. Przy ogłuszającym dopingu ponad 30 tysięcy kibiców „Biała Gwiazda” nie zawiodła swoich fanów i pokonała GKS Katowice 2:1, udanie rozpoczynając nowy rozdział w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Kraków czekał na ten mecz 1527 dni. Tyle czasu minęło od ostatniego występu Wisły w Ekstraklasie. Wówczas przy Reymonta panowała grobowa atmosfera. Taka typowa stypa po kimś, kto naprawdę był w porządku. Po porażce 0:1 z Wartą Poznań wielu ludziom odechciało się wszystkiego. Wczoraj było zupełnie inaczej. Stadion tętnił życiem, a atmosfera przypominała prawdziwe wesele, takie szczere, swojskie i zorganizowane z miłości, a nie z obowiązku.

Pierwsza połowa przypominała piłkarskie szachy. Obie ekipy bardziej próbowały sprawdzić, na co stać rywala, niż same brały sprawy w swoje nogi. W Wiśle najbardziej aktywny był Kacper Duda, który próbował szarpać w środku pola i dogrywać dobre piłki do swoich kolegów, ale ci nie potrafili zrobić z nich użytku. Podobnie zresztą grała ekipa z Katowic. Tam na głowie stawał Bartosz Nowak, ale jego koledzy również mieli zdezelowane celowniki. Przyznać jednak trzeba, że Wisła schodziła na przerwę z remisem tylko dzięki Łubikowi, który dwa razy uratował jej skórę. Najpierw instynktownie obronił strzał Nowaka, a później w podobny sposób sparował uderzenie Markovicia.
Zdecydowanie najlepszymi aktorami pierwszej połowy byli kibice obu ekip.

Ubrani w żółte koszulki gieksiarze co jakiś czas przedzierali się przez fanatycznie dopingujących fanów Białej Gwiazdy, którzy na wyjście piłkarzy zaprezentowali efektowną kartoniadę z napisem „Super Wisła”. Ale ta Super Wisła przyszła dopiero po przerwie, kiedy chłopcy Mariusza Jopa odważnie ruszyli do przodu. Gdyby została uznana trzecia bramka Sancheza, to z Katowic nie byłoby co zbierać. Tak się jednak nie stało i do ostatnich minut meczu nie brakowało emocji.
Worek z bramkami rozwiązał Marko Božić, który rzut karny, podyktowany po faulu na Urydze, zamienił na gola. Jego pewny strzał wyczuł Kobylak, ale przy takim uderzeniu był bez szans. Piłka, mocno bita tuż przy słupku, ugrzęzła w sieci. Wisła momentalnie poszła za ciosem. Giger z prawej strony dokładnie wrzucił gałę na głowę Sancheza i było 2:0. GKS leżał na deskach i był liczony. Już by się nie podniósł, kiedy Sanchez po raz drugi w tym meczu trafił do siatki, ale z pomocą przyszedł mu VAR. Sędzia Kuźma przez równe pięć minut dumał nad sytuacją. Ostatecznie sprawdził, że przed zdobyciem bramki coś się wydarzyło, i gola nie uznał.

Warto odnotować, że w 61. minucie boisko opuścił słabo grający Klemenz, który formą w tym meczu przypomniał samego siebie z czasów Wisły spadającej z ligi. Wolny, przewidywalny, jakby targał na plecach wagon z węglem. Jego miejsce zajął Alan Czerwiński. Chłopak z Bukowna dał dobrą zmianę. Starał się dogrywać dobre piłki, odważnie szedł do przodu, ale oblicza meczu nie zmienił. W oczy, oprócz jego dobrych dograń, rzucał się także wąs, który mocno zmienił jego image. Oby w meczu rewanżowym z Żyliną zagrał od początku, a z jego podań koledzy robili już większy użytek.
Wisła w tym spotkaniu bardziej chciała i rzeczywiście była lepsza. Biała Gwiazda znowu jest w Ekstraklasie. Znowu w niej wygrała. Wszystko wróciło na swoje miejsce.
ST
***
26.07.2026r. godzina 20:15, Kraków
Wisła Kraków – GKS Katowice 2:1 (0:0)
Bramki: Bozić 56 (k), Sanchez 60 – Bartlewicz 79.
Wisła: Łubik – Giger, Maisonneuve, Uryga, Krzyżanowski – Duda (90 Lelieveld), Igbekeme – Kuziemka (67 Ertlthaler), Duarte (82 Carbo), Bozić (82 Youan) – Sanchez (67 Rodado).
GKS: Kobylak – Resta, Jędrych, Klemenz (61 Czerwiński) – Wasielewski (61 Jirka), Łukasiak, Wolski (75 Bartlewicz), Galan (82 Wdowiak) – Marković, Nowak – Szkurin (61 Zrelak).
Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok).
Żółte kartki: Maisonneuve – Klemenz, Wasielewski, Resta.
Widzów: 31 344.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta