W dniu wczorajszym wydarzyło się kilka rzeczy, które aż proszą się o komentarz. Oczywiście zacząć trzeba od tych największego kalibru.
Reprezentacja Polski – ich mecz to zawsze święto. Nie gra liga, a oczy wszystkich zwrócone są na ludzi biegających w biało-czerwonych trykotach. Nie inaczej było wczoraj. Problem w tym, że dobrej piłki znów nie było. Machanie rękami, przewracanie się bez kontaktu z rywalem i w ostatecznym rozrachunku – remis, który pozbawia nas szans na bezpośredni awans na EURO 2024. Rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Kiedy zasługują na pochwałę – chwalić, kiedy wręcz przeciwnie – ganić. Ludzie w Polsce to naród, który co jak co, ale na piłce zna się jak żaden inny. Występy naszych kadrowiczów w tych eliminacjach to jedna wielka kompromitacja. W łeb z Albanią, w łeb z Czechami, w łeb z Mołdawią i męki z Wyspami Owczymi. O Euro zagramy w barażach, które przysługują nam po występach w Lidze Narodów. Z taką formą, pomysłem i umiejętnościami jakie w tych eliminacjach pokazali nasi piłkarze – ciężki temat. Odziani w najdroższe ubrania, wypsikani najdroższymi perfumami, obwieszeni złotymi wisiorkami – niestety zapomnieli, że w piłce nie o to chodzi. Nie liczy się stan konta, ani to co stoi w garażu. Liczy się to, jak kto gra w piłkę. My gramy fatalnie. Jedyny plus z tej kadry jest taki, że może w meczu z Łotwą zadebiutuje olkuszanin – Bartłomiej Wdowik. Pewne wtedy będzie jedno, że nie zobaczymy machania rękami i przewracania się w sytuacji gdy nie ma faulu. A może i załaduje coś z wolnego swoją magiczną lewą nogą.
Również wczoraj w Zabrzu na zieloną murawę wybiegli piłkarze Górnika i Wisły Kraków. Mecz został zamknięty dla kibiców i dziennikarzy. Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego, piłka jaką prezentują oba zasłużone dla polskiej piłki kluby – jest kosmiczna i nie daj Boże ktoś podpatrzy i spróbuje odgapić. A już całkiem poważnie – w Zabrzu po murawie biegało 27 mistrzowskich gwiazdek, na które składa się 14 tytułów Mistrza Polski Górnika i 13 tytułów Mistrza Polski Wisły. Wielkie firmy, mające w swoich składach zawodników, którzy z mistrzami nie mają nic wspólnego. Kopanina bez ładu i składu. Tata zawsze powtarzał mi: „Synu dawniej, żeby grać w Górniku czy w Wiśle, trzeba było coś sobą reprezentować, trzeba umieć grać w piłkę na wysokim poziomie.” Dzisiaj już ta zasada nie obowiązuje – niestety. I w Górniku i w Wiśle zazwyczaj za piłką biegają ludzie, którzy większego pojęcia o tej dyscyplinie nie mają. Oczywiście zdarzają się wyjątki, które właśnie są potwierdzeniem tej reguły. Sparing wygrał Górnik, a jednego gola w meczu zdobył Musiolik. Oczywiście, bez sensu przykuwać uwagę do tego faktu. Nie ma to żadnego znaczenia.
Uwagę należy przywiązać do tłumów ludzi jakie zjawiły się w Galerii Bronowice. Tam w piątkowy wieczór odbyło się spotkanie kibiców z piłkarzami Wisły Kraków.

Tu już zawodnikom „Białej Gwiazdy” poszło zdecydowanie lepiej. Usiedli w wygodnych fotelach, uśmiechali się. Nawet dość często składali podpisy na pamiątkach podstawianych przez swoich kibiców. Były wyrazy sympatii, miłe słowa i wspólne zdjęcia. Basha, aż palił się do rozdawania autografów. Junca, Jaroch, Sapała i kilku innych również. Dobrze, że nie musieli tam grać w piłkę, bo z tym już jest zdecydowanie gorzej. Wisła to klub z oddanymi rzeszami kibiców – to nie ulega żadnej wątpliwości. Tylko po co im wspólne zdjęcia i autografy od ludzi, którzy grać w piłkę nie potrafią? Wartości nie ma to żadnej, zwłaszcza, że za chwilę tych piłkarzy już tu nie będzie. Pójdą gdzie indziej udawać, że są profesjonalnymi piłkarzami. Kibice – zostaną i znów będą wierzyć, że proces budowy Wisły zaczyna się od nowa. I tak co pół roku – wieczna budowa. Jak ten nieszczęsny stadion Górnika, który lata już domaga się dostawienia czwartej trybuny. Prace w końcu i tam ruszyły i coś zaczyna się dziać. W Wiśle nie dzieje się nic. A problemy własne wmawia się innym, albo zrzuca na brak skuteczności i decyzje arbitrów. Jest przecież ok – pracujemy dalej. Dzieciom oczywiście nie ma się co dziwić, bo to tylko i aż – dzieci.
Z Piłką w Sercu (ST)







