Za nami szósta seria gier w najniższej klasie rozgrywkowej prowadzonej przez piłkarskich włodarzy ze Srebrnego Miasta. Jak to na tym szczeblu bywa – mnóstwo sytuacji bramkowych, mnóstwo goli i radosny futbol, który kibic lubi najbardziej. W pięciu meczach strzelono 27 goli.
6.kolejkę olkuskiej SERIE B zainaugurowano w Wierzchowisku.

Powiat olkuski, gmina Wolbrom – tuż przy drodze wojewódzkiej nr 783. To właśnie tam w sobotnie popołudnie wybiegły ekipy Trzech Buków i rezerwa KS PKM Olkusz. Na szczęście w miarę dopisała aura, a pogoda do gry w piłkę była idealna – taka typowo angielska. Gorzej natomiast z kolorystyką, bo obie ekipy przystroiły się w ciemne barwy, a na dodatek spodenki i getry były praktycznie identyczne.

Nic to jednak, bo także w takich warunkach trzeba sobie radzić. Gospodarze szybko przystroili się w barwy reprezentacji Oranje i na murawie rozgorzała walka na całego.

Początek tego ciekawego starcia należał do gospodarzy. To oni byli stroną przeważającą i po 30 minutach gry prowadzili różnicą dwóch bramek. Gole dla Trzech Buków zdobywali Emil Maciora i Grzegorz Smolak. Olkuszanie pod koniec pierwszej odsłony przycisnęli, ale piłka ani razu nie wpadła do świątyni.
Po zmianie stron Olkusz złapał kontakt za sprawą Mateusza Urbańskiego, który posłał futbolówkę do sieci rywali.
Trzy Buki nie zraziły się tym ciosem, nie były ani przez moment nawet nim zamroczone i w myśl przysłowia, że najlepszą obroną jest atak – szły po kolejne trafienia, a te padły łupem Emila Maciory, który trafił w tym meczu po raz drugi podwyższając wynik meczu na 3-1. Gwóźdź do trumny rezerwy Olkusza wbił Dawid Babiuch i jasne stało się, że z sympatycznie położonego piłkarskiego obiektu – Olkusz wyjedzie bez punktów.
Na otarcie łez z rzutu wolnego trafił jeszcze Mateusz Urbański i licznik stanął na wyniku 4-2.
Zasłużone zwycięstwo popularnych TBW, którzy niczym słynny pociąg TGV pędzą w górę tabeli i są już na pozycji wicelidera.
30 minut po tym jak w Wierzchowisku wybrzmiał pierwszy gwizdek, w Jaroszowcu w szranki stanęła miejscowa Unia i rezerwa Piliczanki z Pilicy.
Niespodzianki nie było, w meczu padło siedem goli, ale aż pięć z nich było dziełem piłkarzy z Pilicy. Pewne do przerwy prowadzenie zespołu z Pilicy w stosunku 3-1, okraszone trafieniami Damiana Musialskiego i jednym golem Maksymiliana Rybińskiego jasno dawało do zrozumienia, że choć Unia postawiła się twardo to nie ma co myśleć o punktach.
Druga odsłona tego starcia tylko to potwierdziła. Dla Jaroszowca po raz drugi w tym meczu trafił Lazar, ale wobec trafień Goncerza i Piętosa to goście pojechali do domu z kompletem oczek.
Zasłużony dla lokalnej piłki klub z Jaroszowca tylko z trzema oczkami błąka się wciąż na dole tabeli SERIE B, ale warto zwrócić uwagę na piękne czyny, które klub dał tym najbardziej potrzebującym i pokrzywdzonym przez żywioł. Unia zorganizowała zbiórkę darów dla powodzian. Pojechała w miejsca dotknięte kataklizmem i mocno pomogła lokalnej społeczności. Wielkie brawa!

Piłka nożna jest ważna w życiu, ale są rzeczy ważniejsze i Wy mocno to pokazaliście. Dzięki Wam, komuś tam jest lżej. Kłaniamy się nisko.
Rezerwa Piliczanki wskakuje na najniższy stopień pudła i wciąż ma w zanadrzu zaległy mecz.
Niedzielne granie rozpoczęło się w Charsznicy. Ubrani w biało-czerwone stroje piłkarze Spartaka nie dali żadnych szans ekipie Hetmana Dłużec.

W mediach społecznościowych przed starciem wróżono humorystyczną taktykę gospodarzy na to starcie z outsiderem.
Humorystycznie, taktyka na mecz, laga na Kamil Ciępka, dobry snajper, tylko zwycięstwo.
Dariusz Wrzesień
I jak widać, wszystko po ostatnim gwizdku arbitra się dla gospodarzy zgadzało. Kamil Ciępka zaliczył hat-tricka, a jedno trafienie dołożył Kamil Marzec. Hetman odpowiedział tylko raz, symbolicznie i honorowo. Trzy punkty zostały w Charsznicy.
Równolegle o godzinie 14:00 ruszyły starcia w Zarzeczu i Czaplach Małych. Tam gdzie na co dzień gra Strumyk, gościnnie jako gospodarz występuje Hot Boys Wolbrom, który podejmował rezerwę Przemszy Klucze.
Do przerwy pachniało sensacją, bo gorące chłopaki prowadziły jedną bramką, ale po zmianie stron wszystko wróciło do normy. Klucze trafiły dwa razy za sprawą Żuławińskiego i komplet oczek pojechał na Rudnicką.
W Czaplach szczęściwcy, którzy postanowili ten czas spędzić na meczu B klasy, byli świadkami bardzo dobrego meczu, co zresztą jasno i dobitnie pokazuje końcowy wynik.

Gospodarze prowadzili 3:2 i mieli kilka dogodnych okazji do tego, aby posłać na deski piłkarzy Pogoni Miechów. Tak się jednak nie stało, a niewykorzystane sytuacje lubią w piłce się mścić. Nie inaczej było tym razem. Gola na wagę punktu zdobył Michał Sochacki i Pogoń wróciła do Miechowa bogatsza o jedno oczko, a gospodarze pozostali z wielkim niedosytem.







