Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?

Reprezentacja Polski po wczorajszej porażce ze Szkocja oficjalnie spadła do Grupy B, Ligi Narodów. Oznacza to, że kolejny mecz „o coś” z perspektywy Polski może zostać rozegrany dopiero we wrześniu 2025 roku. Czy to dobrze? Raczej bez znaczenia.

Trener

Z reguły jest tak, że jeśli nie ma w klubie piłkarskim dobrego wyniku, to winny jest trener. Podobna narracja ma obecnie miejsce w polskich mediach sportowych oraz wśród kibiców. Michał Probierz jest na świeczniku, został wydany na niego wyrok skazujący. Lud jest bezwzględny. Już mało kto pamięta, jak „polski Pep” był chwalony za stylowe garnitury w trakcie Euro, na niemieckiej ziemi. Od ostatniego gwizdka we wczorajszym meczu, słyszymy już tylko głośne „won”, co oczywiście nie oznacza w tym przypadku wygranego.

Czy trener w tej sytuacji jest największym problemem? Mamy spore wątpliwości. Rzecz jasna, nie podoba nam się wiele kwestii w przypadku Michała Probierza, który zachowuje się podobnie, jak to było w ekstraklasie. Jeśli słyszymy wypowiedzi trenera, to okazuje się, że nie ma żadnego problemu. Kadra idzie w dobrym kierunku, a przegrane są spowodowane kontuzjami. No właśnie, wypada w końcu zejść na ziemię. Ciężko jednoznacznie ocenić grę tej reprezentacji w meczach z drużynami o klasę lub dwie lepszymi (Portugalia, Chorwacja), jednak nie można powiedzieć, że idzie to w jasnym kierunku.

Kibice

Kibic piłkarski w kraju nad Wisłą jest wymagający. Jest głodny zwycięstw, bez względu na okoliczności. Czym to jest obecnie spowodowane? Bo przecież tych wyników jak nie było, tak nadal nie ma. Były jakieś tam zalążki w 2016 roku, kiedy to karny Jakuba Błaszczykowskiego z Portugalią zdecydował o porażce w ćwierćfinale, po bardzo dobrym turnieju. Poza tym, jest pustka, zero. 35-letni, polski kibic nie może pamiętać żadnych sukcesów rodzimej kadry narodowej, bo za taki przecież nie uznamy awansu na mundial w Azji w 2002, chłopców Jerzego Władysława Engela. Bardziej ten turniej pamięta się z przegranych pojedynków główkowych „Taty” Kałużnego z dwie głowy niższymi Koreańczykami czy też wykłady Profesora Pedro Paulety na skórze biednego Tomka „Hajtowego”.

Wracamy więc, do postawionego pytania – z jakiego powodu ktokolwiek o zdrowych zmysłach oczekuje czegoś od tej drużyny? Przyczyn jest pewnie kilka, jeden z głównych – to wspaniałe opakowanie medialne futbolu w tym kraju. Piłka nożna to sport narodowy, to nie ulega kwestii. Mimo że wielu siatkarzy czy kulomiotów może się z tym nie zgadzać, to oglądalność i pieniądze są w tym przypadku odpowiedzią dla tych wątpiących. Kibic piłkarski na tej zasadzie wierzy w tę farsę, która jest mu sprzedawana.

Piłkarze

Przechodzimy płynnie do tych najważniejszych – piłkarzy. To w ich nogach tkwią sukcesy całego narodu Nie Michał Probierz ani pan Janusz z Grudziądza nie decydują o wygranej z Portugalią czy też Szkocja. Leży to w gestii przede wszystkim wybrańców selekcjonera.

Przelećmy szybko przez personalia naszych orłów – kogo my tu mamy? W środku pola wczorajszej batalii wyszedł Jakub Moder, który w tym sezonie rozegrał o 5 minut więcej niż cała redakcja z Piłką w Sercu, w Premier League. Słuchając wypowiedzi zawodnika Brighton po meczu, znowu, możemy odnieść wrażenie, że nie ma żadnego problemu. On zagrał ok (nie, nie zagrał ok), kadra idzie do przodu, tylko zabrakło skuteczności. W drugiej połowie na boisku pojawił się Tymek Puchacz. Wydaje się to być fajny chłopak, który lubi zadbać o dobrą atmosferę w zespole, ale na zielonej murawie, wyglądał jakby był emerytem akurat przechodzącym obok stadionu.

W tym składzie nie ma gwiazd światowego formatu. Są zawodnicy drużyn przeciętnych, typu: Torino, Midtyjland, Charlotte, Bologna. Są też rezerwowi Arsenalu, czy walczący o pierwsze składy w Romie czy Interze, liderzy tej drużyny. Naprawdę, to nie jest materiał ludzki na coś więcej, niż średniaka europejskiego formatu.

Uda się wygrać z kimś z drugiego szeregu, przegrać z tzw. „topem”, wygrać po słabiutkim meczu z „ogórkami”, następnie „dostać w łeb” od tych dobrych, po całkiem optymistycznym spotkaniu. Tak to mniej więcej można zobrazować.

Podsumowując, w kraju nad Wisłą nie ma „czarodzieja”. Nie ma również dobrej drużyny ani wybitnego trenera. Wszystko jest co najwyżej przeciętne. Miejsce kadry narodowej jest być może w lidze B czy nawet C. Nie ma to większego znaczenia. Tam też przytrafiłaby się niejedna porażka, ponieważ nawet Michał Anioł nie wyrzeźbiły pieknego posągu ze zbutwiałego drewna trzeciego sortu.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal