Zwycięska La Furia Roja i nijakie Les Bleus

Wczoraj na obiektach sportowych w mieście Mercedesa oraz miejscu, gdzie swoje mecze ligowe rozgrywa klub przeklęty, HSV Hamburg, zostały rozegrane ćwierćfinały mistrzostw Starego Kontynentu. Hiszpania pokonała po dogrywce gospodarzy 2-1, a Francja była lepsza od Portugali po konkursie rzutów karnych.

O godzinie 18.00 na stadionie w Stuttgarcie oglądaliśmy od początku bardzo ciekawe i zacięte spotkanie. Nie mogło być inaczej, bo na boisko wybiegła drużyna grająca najładniejszy futbol na tej imprezie, czyli Hiszpania oraz zawsze groźna kapela Juliana Nagelsmanna, czyli gospodarz tych mistrzostw.

Od początku więcej do powiedzenia mieli przybysze z Półwyspu Iberyjskiego. Operowali ładniej piłką, wymieniali większą liczbę podań, co przekładało się na wizualny efekt artystyczny, ale nic nie chciało wpaść do popularnej „sieci”. Na samym początku meczu miała miejsca – jak się później okazało, bardzo ważna w skutkach sytuacja – kontuzji doznał Pedri, a w jego miejsce na boisku pojawił się doskonale znający niemiecki obiekty – Dani Olmo, gracz RB Lipsk. To właśnie on był jednym z dwóch głównych bohaterów akcji z 51. minuty. Piękny rajd przeprowadził jeden z najlepszych zawodników tego Euro – Lamine Yamal, następnie wycofał piłkę na granicę pola karnego, gdzie znalazł się Olmo, którego precyzyjny strzał dał prowadzenie Hiszpanom.

Dopiero po starcie gola Niemcy przypomnieli sobie, że wypadałoby zacząć grać w piłkę, bo za chwilę będzie po wszystkim. Nagelsmann musiał reagować zmianami, posyłając na boisko m.in Floriana Wirtza czy Nicklasa Fuellkruga. To właśnie oni wnieśli mnóstwo ożywienia w szeregi gospodarza turnieju. Hiszpanie skupili się od tego momentu już tylko na kontratakach, oddając pole swoim rywalom.

Gdy mogło się wydawać, że nic się nie wydarzy i niebawem rozjemca tych zawodów – Anthony Taylor (bardzo słaby aktor drugoplanowy tego dnia) zakończy to spotkanie, to wydarzyło się to, z czego znany jest zespół Niemiec. Mianowicie – gra do końca. W 89. minucie w polu karnym najwięcej zimnej krwi zachował Florian Wirtz i daj radość swoim rodakom.

Czekało nas dodatkowe 30 minut. W dogrywce oglądaliśmy ponownie inną Hiszpanię, która częściej przejmowała inicjatywę i była konkretniejsza w swoich działaniach. Kiedy trenerzy zastanawiali się kogo desygnują do wykonywania rzutów karnych, wydarzyło się coś zaskakującego. Precyzyjną wrzutką popisał się Dani Olmo, a kątem narodu niemieckiego okazał się rezerwowy -Mikel Merino. Jest to zawodnik, który debiutował w dorosłej piłce pod wodzą Jana Urbana w Osasunie Pampeluna i do dzisiaj nie ukrywa, że ogromnie dużo zawdzięcza sympatycznemu polskiemu trenerowi.

To był koniec turnieju dla reprezentacji Juliana Nagelsmanna. La Roja zameldowali się półfinale, udowadniając, że są głównym kandydatem do Mistrzostwa Europy.

0 21.00 na stadionie w Hamburgu odbyła się potyczka Francji z Portugalią. Oczekiwania co do samego meczu były spore, jednak trzeba było wziąć poprawkę, że popularni Le Bleus nie strzelił jeszcze „normalnego” gola z gry i męczą się okropnie na tej imprezie. Podobnie jak kapitan Portugalczyków – wielki Cristiano Ronaldo. Nie inaczej było tego wieczora. Nadal krwawiły oczy z obu powodów. CR7 nadal się męczył, wyglądając na kogoś, kto ten mecz powinien obserwować z trybun lub z kanapy jednego ze swoich apartamentów oraz Francuzi, prezentujący siermiężny futbol bez polotu. Nie będąc w stanie przez 120 minut znaleźć sposobu na Diego Lopeza. Szczególnie zawodzi lider Le Bleus, Kylian Mbappe, który na tej imprezie wyróżnia się tylko dzięki masce na twarzy. Poza tym, nie wnosi niczego.

W trakcie meczu sytuacji bramowych z obu stron było kilka, ale nikt nie znalazł sposobu na dobrze broniących swoich „świątyń” bramkarzy. Finalnie, o wszystkim musiał zdecydować konkurs rzutów karnych. W jego trakcie pomylił się jeden zawodnik. Na nieszczęście dla Portugalczyków był to Joao Felix, który fatalnie spudłował.

Jedno trzeba Francuzom oddać – nie zagrali jeszcze dobrego meczu na tej imprezie, a są już w półfinale. To cechuje wielkich. Kolejny test już we wtorek. Świetnie grający Hiszpanie kontra cierpiący Francuzi. Gdyby futbol był przewidywalny to można by nie włączać tv. No właśnie. Będzie ciekawie, tego możemy być pewni. Szykuje się stracie wagi ciężkiej.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal