Boże Narodzenie pod sportowym szyldem NBA

Są pewne ludowe tradycje związane ze sportem w Polsce. Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia kojarzy się z brytyjskim „Boxing Day”, zaś ten pierwszy – z amerykańskim „Christmas Day”.

Zaczęliśmy o 18.00 od mocnego uderzenia na nowojorskim Manhattanie. Na wielkiej arenie oglądaliśmy faworytów Wschodu, czyli New York Knicks oraz Cleveland Cavaliers. Od samego początku widzieliśmy to, co w baskecie najpiękniejsze. Wjazdy pod kosz, trójki, największe gwiazdy w akcji. Czy mocny start Donovana Mitchella i spółki mógł zwiastować jednostronny mecz? Nic bardziej mylnego. Zwroty akcji towarzyszyły nam od początku do końca. W pierwszym świątecznym starciu oglądaliśmy koszykówkę na najwyższym poziomie. Nie mogliśmy oczekiwać lepszej reklamy NBA.

Widzimy sytuację, w której wujek z ciocią, w ogóle niezainteresowani tym sportem, w trakcie tego spotkania dołączają do zaciekłego oglądania. W tym momencie przestaje ich interesować dyskusja o polityce i zarobkach. Wszystko po to, aby na samym końcu meczu stali na prostych nogach przed samym ekranem i fascynowali się Tylerem Kolekiem, rezerwowym New York Knicks.

O czym w ogóle mówimy? O wyczekiwaniu na sportowe emocje. Miłość do sportu jest czymś trudnym do zrozumienia dla postronnego słuchacza. O tej porze mamy już dość jedzenia. Barszcz czerwony wychodzi nam uszami, a ryba musi poczekać do piątku. Interesuje nas jedna rzecz – włączenie telewizora, gdy akurat rozpoczyna się transmisja ulubionego sportu. Dla jednych jest to wyspiarska piłka, ktoś inny wyczekuje herosów pomarańczowej piłeczki do kosza. Wszystkim oczywiście nie dogodzisz.

Niezwykłe emocje w Madison Square Garden dobiegły końca, a my już myślimy o starciu na Zachodzie. Mistrzowie NBA, czyli OKC Thunder, podejmują swoich tegorocznych oprawców – SAS Spurs. Dwa poprzednie starcia kończyły się wygranymi tych teoretycznie słabszych, popularnych „Ostróg”. Jest to szczegół, który sprawia, że dzisiejsze spotkanie zapowiada się jeszcze ciekawiej.

Po co ten krótki wpis? Kochamy sport. Do końca nie wiemy za co. Trudno to wyrazić w kilku słowach. To emocje, które przeżywamy, oglądając tych herosów. Ludzi widzianych zza ekranu. Osoby obce: Jalena Brunsona, Tylera Koleka, Donovana Mitchella. Wracamy do wujka i cioci, którzy jutro z samego rana zaczną interesować się losami tych ludzi – zupełnie nieznanych jeszcze wczoraj. Wszystko po to, żeby kupić koszulki tych mistrzów sportu dla swoich dzieci. Tak, to w tej całej zabawie jest najpiękniejsze.

Kowal

kowal
kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta