Dzień 1 listopada, czyli Wszystkich Świętych, w kościele katolickim jest dniem uroczystości ku czci tych, którzy odeszli i osiągnęli stan wiecznego spokoju. Jest to dzień zadumy, przemyśleń, refleksji, spokojnego zastanowienia się nad swoim kruchym żywotem. Tego dnia spędzamy czas z najbliższymi, wspominając osoby zmarłe, rozważając, co robimy źle, i co powinniśmy zmienić. 1 listopada ma swój niepowtarzalny klimat, ta data jest dla części społeczeństwa czasem bez pracy, kiedy to można się nad tym wszystkim spokojnie zastanowić.
Artyści
Piotr „Magik” Łuszcz był wybitnym tekściarzem, artystą niespełnionym, liderem grupy hip-hopowej Paktofonika, która na przełomie XX-wieku siała spustoszenie na scenach muzycznych w całej Polsce. Podobna historia jest związana z innym polskim wieszczem, poetą i prozaikiem w jednym – Rafałem Wojaczkiem. Obaj panowie mieli wspaniałe „pióro”, co było łączącym ich wspólnym mianownikiem, mimo że nie mieli możliwości się poznać. Razem zostawili po sobie wiele wspaniałych tekstów oraz wierszy, które do dzisiaj lecą w głośnikach niejednego polskiego domu oraz są cytowane przez młodzież w liceach i szkołach zawodowych.
Obaj odeszli z tego świata zbyt młodo, w wieku studenckim – jeden miał 22 a drugi 26. „Magik” w jednym z kultowych utworów Paktofoniki rapował: „Łapię chwile ulotne jak ulotka, ulotne chwile łapię jak fotka”. Wszystko co nas otacza, można podsumować w przytoczonym zdaniu. Wszystko sprowadza się do tego prostego i jasnego stwierdzenia. Jest ono z jednej strony banalne i oczywiste, jednak nie można dyskutować z jego prawdziwością oraz słusznością. Chodzi o zapamiętanie dobrych i pozytywnych chwil, zaś odrzucanie tych, które sieją „pod sufitem” ferment, wzbudzają wątpliwości, prowadzą do złego,
„Magik” oraz Rafał Wojaczek mieli najpewniej głębokie depresje, która nie miały okazji być zdiagnozowane i skończyły się w ten sam sposób. Nie był to czas, kiedy takie dolegliwości były systematycznie leczone w pokojach terapeutów. Żywot członka Paktofoniki zakończył się 26 grudnia na jednym z katowickich osiedli, gdzie skoczył z 9. piętra i to by było na tyle. Z jednej strony miał wszystko – sławę, talent, pieniądze, zaledwie 22 lata i cały świat u stóp. Był jeden problem – nie był szczęśliwy.
Radości w latach swojego życia nie zaznał również Rafał Wojaczek. Wrocławianin był uznawany za jedną z najbardziej utalentowanych osób, która urodziła się na dolnośląskiej ziemi. Pisał teksty z rękawa, o każdej porze dnia i nocy. Jego głowa parowała od natłoku informacji, które kłębiły się każdego dnia. Miał on jednak swoje demony, które były przy nim cały czas, nie pozwalając mu łapać chwil ulotnych jak ulotka. Pożył on trochę dłużej niż Piotr Łuszcz, jednak odszedł zbyt szybko, to nie ulega kwestii. O obu panach zostały zostały nakręcony filmy, przedstawiające sporo przemyśleń i podkreślające ich wielkość. Byli to młodzi artyści w w pełnej krasie i rozciągłości.
2024
W minionym roku świat opuściło wielu ludzi piłki, których pożegnanie wpłynęło na postronnych kibiców, mimo że byli to dla większości obcy ludzie. Mario Zagallo, Franz Beckenbauer, Luigi Riva, Kurt Hamrin, Andreas Brehme Bernd Holzenbein, Orest Lenczyk, Franciszek Smuda, Chrisph Daum, Sven-Goran Eriksson, Salvatore Schillacii, Johan Neeskens – to tylko część osób, które pożegnaliśmy w ostatnim czasie. Śmierć nie wybiera. Nikt nie zna dnia ani godziny, dlatego można wrócić do tych ulotnych chwil, które w obecnych czasach są naprawdę ważne. Dla kogoś może to być błahe wypisywanie banałów, jednak czy w końcowym rozrachunku ma to jakieś znaczenie?
Za moment po każdym z nas pozostaną tylko wspomnienia. Rodzina dokona formalności związanych z zakładem pogrzebowym, zostanie zagrana pożegnalna piosenka, wybrany będzie odpowiedni nagrobek, odbędzie się kilka rozmów na stypie, jakim to się było. Następnie będzie powrót do spraw codziennych. Jeteśmy kowalami swojego losu, który nie zawsze układa się po naszej myśli. Jedyne, co możemy zrobić, to starać się nadać temu wszystkiemu pożądany kierunek. Coś w stylu – „wklepmy” w nawigację odpowiednie miejsce. Najlepiej, żeby nie było żadnych korków, tylko prosta zielona strzałka, bez utrudnień. Takie, w którym widnieje perspektywa bycia szczęśliwym. To ważne a nie zawsze oczywiste.
Na koniec zastanówmy się nad tym, co jest dobre i na koniec dnia nas uszczęśliwia. Dla jednego może to być pusta plaża w Kołobrzegu, cichy las sosnowy w trakcie grzybobrania czy też uśmiech dziecka. Cieszmy się z małych rzeczy, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zapuka pani z kosą w prawej ręce. Nikt nigdy nie jest gotowy na taką wizytę. Starajmy się „łapać chwile słodziutkie choć krótkie”, jak rapowali młodzi śląscy chłopcy. Nic innego nam nie pozostało, bo w końcu nikt nie zna dnia ani godziny, powtarzając raz jeszcze.







