Cichy rzeźbiarz weekendu. O tym, jak wygląda obsada sędziów w jednym z małopolskich podokręgów

Dla wielu osób to po prostu „ten, co wysyła sędziów na mecze”. Ale w praktyce to funkcja znacznie bardziej odpowiedzialna. Dobry referent musi znać środowisko jak własną kieszeń. Musi wiedzieć, kto z kim grał, kto z kim pracuje, kto skąd pochodzi. Bo najgorsze, co może się zdarzyć, to wysłać arbitra na mecz drużyny z jego rodzinnej miejscowości albo co gorsza do klubu, z którym ma jakiekolwiek powiązania. Wystarczy jedna taka wpadka i zaraz pojawiają się plotki, insynuacje, szemranie po kątach. Zaufanie w środowisku sędziowskim buduje się latami, a traci w jeden weekend.

Referent obsady powinien być trochę psychologiem, trochę logistykiem, a trochę dyplomatą. Musi wiedzieć, komu dać odpocząć po ciężkim meczu, komu zaufać w derbach, a komu dać szansę w nowej klasie rozgrywkowej. To nie jest tylko klikanie nazwisk w systemie. To przede wszystkim zarządzanie ludźmi, emocjami i reputacją.

Czasem referent musi powiedzieć „nie”, choć wie, że ktoś się obrazi. Czasem musi wysłuchać żalu, że „znowu nie dostałem meczu w tej lidze”. A mimo to musi pozostać sprawiedliwy, konsekwentny i transparentny. Bo to właśnie jego decyzje w dużej mierze decydują o tym, jak środowisko sędziowskie funkcjonuje i jak jest postrzegane.

Referent obsady to nie stanowisko z przywilejami. To funkcja z odpowiedzialnością. I choć rzadko ktoś mu podziękuje za dobrze wykonaną robotę, to każdy zauważy, gdy coś pójdzie nie tak. Dlatego wbrew pozorom jest to jeden z najważniejszych ludzi w całym sędziowskim łańcuchu. Cichy rzeźbiarz weekendu..

Ale czasem ten „cichy rzeźbiarz” zaczyna dłubać dłutem nie tam, gdzie powinien. Bo teoria teorią, a życie w małych podokręgach rządzi się swoimi prawami. Wszyscy się znają, wszyscy z kimś grali, ktoś z kimś trenuje dzieci, ktoś kogoś obsadza na mecz. I nagle wychodzi, że w jednym z małopolskich podokręgów osoba odpowiedzialna za przydzielanie sędziów regularnie sama sędziuje w tej samej miejscowości w której mieszka, trenuje i prowadzi klubową młodzież. Tłumaczenia, że sędziów brakuje, w tym przypadku muszą brać w łeb. Wystarczy przecież wysłać samego siebie gdzie indziej, a kogoś innego przysłać na swoje miejsce.

Z dostępnych danych systemowych wynika, że takich przypadków nie brakuje. Jedna osoba potrafi prowadzić po kilkanaście spotkań w swojej miejscowości i to na boisku, które zna lepiej niż własne podwórko. Niby nic złego, bo przecież ktoś te mecze musi sędziować. Ale pytanie brzmi: czy naprawdę nie ma nikogo innego?

Bo nawet jeśli wszystko odbywa się „zgodnie z przepisami”, to wizerunkowo i etycznie wygląda to fatalnie. Zaufanie do sędziów nie kończy się na gwizdku, a zaczyna się od przejrzystości decyzji referenta. A jeśli ta przejrzystość znika, całe środowisko na tym tylko traci.

Kiedy ktoś, kto powinien stać na straży zasad, zaczyna naginać je pod siebie, to już nie jest kwestia błędu. To świadoma decyzja o postawieniu się ponad regułami. Jeśli referent obsady wyznacza sam siebie na mecze w swojej miejscowości, w klubie, z którym jest związany, to przestaje być sędzią. Staje się graczem w swojej własnej grze.

Analiza danych pokazuje, że w jednym z podokręgów w województwie małopolskim osoba pełniąca funkcję referenta obsady prowadziła znaczną część meczów w swojej rodzinnej miejscowości. Działo się to zarówno w rozgrywkach młodzieżowych, jak i seniorskich. W niektórych okresach odsetek tych spotkań przekraczał 70% wszystkich rozegranych tam meczów!!!

fot. ZPWS/opracowanie własne na podstawie danych z systemu Extranet i Łączy nas piłka.

Wykres robi wrażenie, ale warto zaznaczyć, że były momenty kiedy średnia spotkań w miejscowości X prowadzonych przez referenta ds. obsady mocno przekraczała 70 % wszystkich meczów. Gdy zaczęliśmy przy temacie dłubać – trochę się opamiętał. Jednak nie na tyle, by liczby nie porażały.

fot. ZPWS

Największą aktywność wykazywał przy meczach dziecięcych. Jesienią 2024 roku wszystkie rozgrywane w jego miejscowości spotkania młodzieżowe prowadził osobiście jako sędzia główny. Łącznie było ich pięć, a każde przypadło w tym okresie właśnie jemu.

  1. drużyna z miejscowości X – przeciwnik A
  2. drużyna z miejscowości X – przeciwnik B
  3. drużyna z miejscowości X – przeciwnik C
  4. drużyna z miejscowości X – przeciwnik D
  5. drużyna z miejscowości X – przeciwnik E
fot. ZPWS

Wiosną 2025 roku młodzież rozegrała tam sześć spotkań. W czterech przypadkach gwizdek ponownie trafił do osoby odpowiedzialnej za obsadę sędziów w tym regionie.

  1. drużyna z miejscowości X – przeciwnik A
  2. drużyna z miejscowości X – przeciwnik B
  3. drużyna z miejscowości X – przeciwnik C
  4. drużyna z miejscowości X – przeciwnik D
fot. ZPWS

Na więcej meczów sobie nie pozwolił, bo ciężko się rozdwoić zwłaszcza, że w miejscowości X gościnnie też występował drużyna Y. Ich mecz w miejscowości X także poprowadził. To w ramach Pucharu Polski, z drużyną X jako sędzia asystent numer 1, a co!

Wojewódzki referent obsady w sezonie 2024/25 dał organizacji sędziowskiej z tego regionu do prowadzenia 4 spotkania w miejscowości X. Były to mecze:

  1. drużyna z miejscowości X – przeciwnik A
  2. drużyna z miejscowości X – przeciwnik B
  3. drużyna z miejscowości X – przeciwnik C
  4. drużyna z miejscowości X – przeciwnik D

Niespodzianki – żadnej. Na 3 meczach sędzią asystentem był oczywiście referent ds. obsady lokalnego, czy jak kto woli – regionalnego związku.

W rozgrywkach A klasy sezonu 2024/25 referent również nie próżnował. Swoją osobę delegował na następujące spotkania:

  1. drużyna Y – przeciwnik A
  2. drużyna Y – przeciwnik B
  3. drużyna Y – przeciwnik C
  4. drużyna Y – przeciwnik D
  5. drużyna Y – przeciwnik E

Wszędzie oczywiście w roli sędziego asystenta, no i chyba też nie musimy w tym przypadku dodawać, że wszystkie mecze drużyna Y rozgrywała wtedy na boisku w miejscowości X.

W B klasie również w sezonie 2024/25 było piorunująco pod względem obsadzania samego siebie na mecze w miejscu zamieszkania.

Jesienią 2024 roku w miejscowości X na poziomie B klasy rozegrano 5 spotkań. Na 4 z nich jako sędzia asystent był referent ds. obsady. Sam siebie obsadził na następujące spotkania:

  1. drużyna z miejscowości X II – przeciwnik A II
  2. drużyna z miejscowości X II – przeciwnik B
  3. drużyna z miejscowości X II – przeciwnik C II
  4. drużyna z miejscowości X II – przeciwnik D
fot. ZPWS

Wiosną dorzucił sobie jeszcze jeden mecz w roli sędziego asystenta, a było to starcie drużyny z miejscowości X II z przeciwnikiem A II.

Nie ma znaczenia, czy robi to z wygody, z braku ludzi, czy z przyzwyczajenia. Liczy się sygnał, jaki wysyła: że układ jest ważniejszy niż przejrzystość, że „u siebie” wolno więcej. A w świecie sędziów, gdzie każdy weekend to walka o wiarygodność, taki sygnał działa jak trucizna. Bo zaufanie do systemu sędziowskiego nie upada od wielkich afer tylko właśnie upada od takich małych, powtarzanych cichych przyzwyczajeń, które wszyscy widzą i z których wszyscy się śmieją, ale niestety nikt nie reaguje.

Sędziować „u siebie” to jak wystawić sobie samemu ocenę po egzaminie, który samemu się układało. Może i wynik jest poprawny, ale nikt nie uwierzy, że był uczciwy.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że takie sytuacje przestają kogokolwiek dziwić. Że w wielu miejscach stały się po prostu codziennością. Układy, wzajemne przymykanie oka, sędziowanie „po sąsiedzku” to już nie wyjątki, ale system. I to właśnie ta mentalność jest największym zagrożeniem dla futbolu na najniższym poziomie.

Bo dopóki ludzie w środowisku będą uważać, że „tak było, jest i będzie”, dopóty nic się nie zmieni. Trudno oczekiwać uczciwej rywalizacji na boisku, jeśli po drugiej stronie brakuje przejrzystości. A przecież właśnie od tych lokalnych boisk, z tych powiatowych lig i młodzieżowych turniejów, zaczyna się cała piłka nożna.

I to jest w tym wszystkim najbardziej przerażając, że zamiast budować zaufanie, przyzwyczailiśmy się do bylejakości. Że w świecie, który powinien uczyć zasad, coraz częściej uczy kombinowania. A dopóki taka mentalność będzie uchodzić za normę, dopóty futbol w naszym regionie będzie stał w miejscu. Niezależnie od tego, ile pieniędzy, programów i deklaracji spadnie z góry.

Jakby tego było mało, w samym lokalnym związku zasłonięto kurtynę. Obsada sędziowska nie jest publicznie publikowana, jak ma to miejsce w większości regionów. Nie znajdziemy jej na stronie internetowej, a kto, gdzie i co sędziował, można sprawdzić dopiero po fakcie, w systemie „Łączy nas piłka”.

To rozwiązanie budzi uzasadnione pytania. Dlaczego w środowisku, które tak bardzo potrzebuje przejrzystości, wprowadza się zasłonę milczenia? Dlaczego coś, co w innych podokręgach jest jawne i normalne, tutaj staje się ściśle tajne?

Zwróciliśmy się z pytaniem o przyczyny tej polityki do referenta obsady. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy. W jego imieniu napisał przewodniczący lokalnego Kolegium Sędziów, który odesłał nas do ogólnodostępnego serwisu z wynikami meczów (90 minut.pl)

W wiadomości nadesłanej do redakcji zapewnił, że „obsada nie jest tajna”, po czym w tym samym zdaniu wyjaśnił, że… nie jest publikowana ze względów technicznych.

Według przewodniczącego, wszystko jest w porządku, bo „można to sprawdzić na stronie 90minut.pl lub w aplikacji PZPN”, czyli dopiero po fakcie, kiedy mecze już się odbyły. To trochę tak, jakby policjant tłumaczył, że nie ukrywa radarów, tylko „stawia je w niewidocznych miejscach”.

Tyle że my ten słynny serwis 90minut.pl przewertowaliśmy chyba z milion razy i nigdzie nie ma żadnej obsady sędziów lokalnego związku z A czy B klasy, nie mówiąc już o rozgrywkach młodzieżowych. Ani przed meczami, ani po.

Na deser dostaliśmy też argument o „względach technicznych” i decyzji sędziów, którzy „na zebraniu przyjęli taką formę”. Czyli wygląda na to, że jawność przegłosowano na niejawność.

Ten fakt mówi sam za siebie i pokazuje, jak bardzo w tym Kolegium oderwane od realiów jest podejście do przejrzystości i jak niewiele wspólnego ma z profesjonalnym zarządzaniem środowiskiem sędziowskim.

Na końcu zostaje kilka pytań. Jak w takich warunkach ma się rozwijać piłka nożna? Jak mają dorastać młodzi sędziowie, skoro od początku uczą się, że układ jest ważniejszy od zasad, a przejrzystość to tylko kogoś fanaberia?

To właśnie na tym poziomie, w podokręgach, w małych miejscowościach – rodzi się przyszłość całego futbolu. I jeśli tutaj pozwalamy sobie na bylejakość, to później nie możemy się dziwić, że w wyższych ligach wszystko wygląda podobnie. Bo dopóki na dole nie będzie przejrzystości, prostych i oczywistych zasad oraz odpowiedzialności, dopóty na górze nie będzie profesjonalizmu.

Często bywa tak, że najgłośniej o sprawiedliwość wołają ci, którzy jeszcze stoją z boku. Gdy jednak sami trafiają na „stołeczek”, szybko zapominają, jak to było narzekać na niesprawiedliwe przydziały, spotkania oddalone o kilka kilometrów od miejsca zamieszkania, niechciane delegacje czy brak szans. Wtedy nagle przestają widzieć problem. Przestają również liczyć mecze innym. Teraz to właśnie oni rozdają karty. I teraz gołym okiem widać, czy ktoś naprawdę chciał zmian, czy tylko miejsca przy stole.

***

Redakcja
Redakcja
Artykuły: 0

Jeden komentarz