Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły. Ogromny problem ma KS Albertus Kraków!

Na tych najniższych szczeblach piłkarskich zmagań, problemów z jakimi zmagają się działacze i pasjonaci kopanej piłki jest mnóstwo. Zazwyczaj wszyscy zaciskają zęby i jakoś sobie radzą. Piłka nożna to ukochane dziecko wielu, stąd często-gęsto nie straszne są przeciwności losu. Problem z jakim boryka się Albertus Kraków jest jednak nietypowy. Dziki kolejny raz przeprowadziły szturm na boisko klubu, ale tymże dzikom – niestety pomógł człowiek.

Albertus Kraków został założony 10 marca 1998 roku. Klub swoje piłkarskie spotkania rozgrywa na boisku przy ul. Piotra Tomickiego w Nowej Hucie, a obiekt nazywa się Philip Morris (opodal znajduje się siedziba tytoniowego hegemona). Pal licho, że ekipa Albertusa obecnie występuje w B klasie krakowskiej w grupie III i po 10 rozegranych meczach z zaledwie 2.punktami zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W klubie problem mają jednak zdecydowanie poważniejszy.

Dzik jest dziki…

dzik jest zły, dzik ma bardzo wielkie kły. Tak właśnie śpiewały dzieci w słynnej Akademii Pana Kleksa. Stara prawda jak świat, wie to każdy. Z dzikami żartów nie ma. Kiedy coś sobie w swych łbach umyślą, to nie ma przebacz. Od dłuższego czasu obiekt przy Tomickiego to ich ulubione miejsce rycia – niestety.

Ludzie, którzy zarządzają Klubem Sportowym Albertus to wielcy pasjonaci piłki. Na początku wakacji 2020 roku, ekipa Albertusa dokonała remontu boiska, na które klub wydał 30 tysięcy złotych. Warto zaznaczyć, że środki z których dokonano remontu pochodziły tylko i wyłącznie z kasy klubowej. Wyremontowana murawa nie cieszyła jednak oka zbyt długo, bo już w styczniu następnego roku dziki przeprowadziły szturm na tenże obiekt. Najpierw pod kły poszło ogrodzenie, a następnie już sama murawa. Skutki grasowania dzikiej zwierzyny były opłakane.

Klub jednak nie załamał rąk. Wprawdzie już nie było go stać, aby z własnych środków ratować obiekt, ale pomysł założenia zrzutki na ten cel był trafiony. Udało się uzbierać prawie 30 tysięcy złotych, które znowu wpompowano w remont. Teraz jednak temat wydaje się jeszcze gorszy do ogarnięcia, bo straty będą zdecydowanie większe.

Roztopy odsłoniły obraz zniszczeń

Wystarczyło kilka cieplejszych dni grudnia. Mróz puścił, a śnieg zaczął znikać. Wraz z roztopami, oczom działaczy i zawodników Albertusa ukazał się dramatyczny widok. Murawa na boisku wygląda jakby ktoś na niej urządzał wyścigi czołgów. Na domiar złego, ktoś zdewastował ogrodzenie, które zostało rozcięte, a nowe zabezpieczenia na nim zniszczone. Dziki ani myślały czekać i skorzystały z takiej okazji. Zryły boisko tak, że aż serce pęka.

Zwierzęta, zwłaszcza te dzikie, jednak nie mają na tyle rozumu, żeby wiedzieć że robią źle. Człowiek niestety doskonale powinien zdawać sobie z tego sprawę. Nie mamy słów na tego typu czyny. To żenujące, paskudne, wstrętne i obrzydliwe. Co gorsze Klub z tym problemem póki co jest sam.

Działacze Albertusa wielokrotnie prosili odpowiednie służby o interwencję. O pomoc zwracano się także do Urzędu Miasta Krakowa. Póki co – bez odzewu.

Koniecznie trzeba napisać, że Albertus to nie tylko drużyna seniorów. W zarządzie Klubu znajdują się także rodzice dzieci, która na co dzień grają i trenują w Albertusie. Akademia się rozwija i prze do przodu, o czym niech świadczy choćby 3. miejsce w Kraków Cup. To niewątpliwie przyszłość klubu, która do rozwoju musi mieć dobre warunki. Warunki, w których nie ma miejsca na dziki i skandaliczną działalność człowieka.

Jeśli wiara czyni cuda…

Trzeba wierzyć, że się uda. Ale samą wiarą tego się nie naprawi. Potrzeba środków finansowych, skutecznych interwencji odpowiednich służb i surowych kar dla sprawców. Dziki – wiadomo wpływu na konieczność swojego rycia nie mają. Ale człowiek za tego typu działania powinien ponieść karę.

Z Piłką w Sercu (ST)

ST
ST