Skąpana w słońcu stolica gościła wielkie święto polskiego futbolu. Święto na które nie dotarł prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej – Cezary Kulesza. Szef naszej kopanej utknął w kraju klonowego liścia. Górnik Zabrze na trofeum czekał od 1988 roku, natomiast Raków chciał napisać nowy rozdział w swojej historii, już bez Marka Papszuna za sterem. Zwycięzca finału Pucharu Polski mógł być tylko jeden.
Stawka tego meczu sparaliżowała poczynania obu drużyn w pierwszej połowie. Mimo ogłuszającego dopingu kibiców nie można powiedzieć, że wiało nudą, jednak piłkarskich fajerwerków było jak na lekarstwo. Lepiej w spotkanie weszli zawodnicy z Częstochowy, ale nie przełożyło się to na wynik. Na przerwę to Górnik schodził do szatni z jednobramkową zaliczką. Dogranie Janży z rzutu rożnego na gola zamienił Massimo, który perfekcyjnym strzałem głową pokonał Zycha.

Przyznać trzeba, że Massimo wybrał najpiękniejszy moment na przełamanie. Jego bilans w Górniku do tej pory był miażdżący, oczywiście na niekorzyść tego chłopaka z Niemiec o włoskich korzeniach. 11 meczów, 427 minut gry, 0 goli, 0 asyst. Dobry moment wybrał, nie ma co.
W drugiej połowie zrobiło się mglisto. Kibice obu drużyn nakopcili, ale arbiter z Kluczborka spotkania nie przerwał. Widocznie z poziomu murawy dym nie przeszkadzał. I tak jak w pierwszej połowie, tak i w drugiej – nie było to widowisko, do którego można wzdychać, ale doping kibiców Górnika sprawiał, że człowieka przechodziły ciarki. Tylu decybeli na Narodowym nie było dawno.

Górnik próbował nacierać. W 64. minucie mogło być 2:0, ale strzał Lisetha został zablokowany. Najbardziej nerwowi kibice Górnika nie zdążyli jeszcze sięgnąć po amol, by jego zapachem choć trochę ukoić nerwy, gdy chwilę później w prawdziwą przejażdżkę z wysokim ciśnieniem zabrał ich sprytny Chłań, który z około dwudziestu metrów przedziurawił siatkę Zycha. Medaliki padły na deski.
Górnik szedł za ciosem, nacierał, był w pozytywnym amoku. Dzieci w koszulkach Rakowa kryły smutne twarze w ramionach swoich mam. To nie był dzień ich pupili. Raków był bezradny, nie miał pomysłu na sforsowanie zabrzańskiej defensywy.
1965, 1968, 1969, 1970, 1971, 1972. A kiedy w 72.minucie piłkę złapał Łubik i położył się z nią na murawie, było już jasne, że ani on „gały” z rąk nie wypuści, ani Górnik nie wypuści z rąk siódmego pucharu. I tak złotymi zgłoskami dopisano cztery cyferki – 2026. W pełni zasłużenie i bezdyskusyjnie.
I choć do drugiej odsłony Jaro z Kluczborka dorzucił 5 minut to w kwestii wiktorii nic się już nie wydarzyło. Wpadła wprawdzie czerwona kartka dla Brunesa po faulu na Podolskim, ale nic to, bo to Górnik na jesień zagra w kwalifikacjach do Ligi Europy. Jest jak za dawnych lat. Górnik Zabrze z pucharem!
ST
***
02.05.2026r. Warszawa, godzina 16:00
FINAŁ PUCHARU POLSKI
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 2:0 (1:0)
Bramka: Massimo 32′, Chłań 65′.
Górnik Zabrze: Łubik – Sacek (83′ Olkowski), Janicki, Josema, Janża – Kubicki, Hellebrand, Sadilek – Chłań (83′ Ika Dimi), Massimo, Liseth (90′ Podolski).
Raków Częstochowa: Zych – Dawidowicz (57′ Ameyaw), Racovitan, Svarnas – Tudor, Bulat, Repka, Silva (66′ Adriano) – Makuch (46′ Diaby-Fadiga), Ivi (66′ Rocha), Brunes.
Żółte kartki: Janża, Dimi, Łubik – Repka, Lopez
Czerwona kartka: Brunes
Sędziował: Jarosław Przybył z Kluczborka
Widzów: 50 072








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta