Nocny thriller w Nowym Jorku. US Open wkracza w decydującą fazę

Kilka godzin temu dwaj wielce utalentowani młodzi ludzie odbijali żółtą piłeczkę przez blisko 5 godzin. Przed godziną 4.00 czasu nowojorskiego zakończył się spektakl tenisowy pomiędzy Carlosem Alcarazem a Benem Sheltonem. Wszystko to działo się przy akompaniamencie dopingu wypełnionej po brzegi publiczności kortu centralnego Arthura Ashe’a. Było to kolejne świetne widowisko tenisowe w powoli kończącym się ostatnim turnieju wielkoszlemowym w 2026 roku. Kibice zgromadzeni tego dnia na korcie nie mieli prawa narzekać. Żaden z czterech ćwierćfinałów nie zawiódł – mieliśmy okazję oglądać pokaz świetnego tenisa.

Wielka Aryna

Obecnie jesteśmy w środku fazy ćwierćfinałów. Wczoraj zostały wyłonione dwie półfinalistki – Aryna Sabalenka oraz Jessica Pegula. Białorusinka zrobiła to w imponującym stylu, wracając zza światów i ostatecznie pokonując triumfatorkę z Londynu, Lindę Noskovą. Poziom tego spotkania był niebotyczny. Można uznać, że to pewnie jeden z najlepszych meczów w tym roku. Liderka światowego rankingu, mimo nie najlepszych ostatnich tygodni, udowodniła, że słabsza forma to wypadek przy pracy. Sabalenka wciąż jest maszyną do wygrywania. Z kolei Linda Noskowa ma wszystko, aby za moment osiągać kolejne wielkie wyniki. Jej tenis jest dojrzały i niezwykle wszechstronny. Wimbledon pokazał, że jest gotowa wygrywać tu i teraz.

Pegula w pojedynku „gospodyń” pokonała Emmę Navarro, która znalazła się w tym gronie dość niespodziewanie. Wyżej notowana Amerykanka ma za sobą bardzo dobry rok, który wieńczy kolejnym świetnym występem. Półfinał z Sabalenką zapowiada się niezwykle ciekawie.

Okrutny sport

Dzisiaj poznamy kolejne półfinalistki. Andriejewa powalczy z Gauff, a Rybakina z Zheng. Tegoroczna edycja US Open nie obfitowała w zbyt dużą liczbę niespodzianek. Gdyby w miejsce Chinki awansowała Iga, nikt nie mógłby narzekać. Stało się inaczej, mimo że po 30 minutach meczu 1/8 finału Świątek – Zheng nikt nie spodziewał się, że rozstrzygnięcie w tym meczu może być inne niż stosunkowo gładki triumf Polki.

Jak to się skończyło – wszyscy wiemy. Co tam się wydarzyło? Tego nie wie nikt. Czy można to jakoś racjonalnie wyjaśnić? Nie. To tenis, po prostu tenis – piękny, a zarazem okrutny sport.

Chinka dokonała rzeczy niespotykanej – w drugim meczu z kolei wygrała seta, którego przegrywała 0-5! W poprzedniej rundzie przeciwko Madison Keys Chinka obroniła piłkę meczową przy stanie 1-5, 30-40. Cóż więcej dodać – kopiuj, wklej – po prostu tenis w czystej postaci.

Historia filmowa

Patrząc na drabinkę turnieju męskiego, nie wszystko jest tak oczywiste jak u pań. Mamy historie z potencjałem na ciekawy film, takie jak dojście do ćwierćfinału Holendra Botica van de Zandschulpa. Jest to człowiek, który 2 lata temu poważnie rozważał zakończenie kariery tenisowej. Miał problemy zdrowotne i nie cieszyła go gra w tenisa. Dokładnie 2 lata temu pokonał w US Open na korcie centralnym Carlitosa Alcaraza. Ta wygrana dała temu chłopakowi wiarę, że to, co robi, ma sens.

Finał tego wszystkiego był taki, że nie odwiesił rakiety na haczyk, a dzisiaj jest w najlepszej ósemce turnieju. Było warto. Botic w 1/8 finału pokonał francuską nadzieję tenisową, Arthura Geę. Przegrywając 0-2 w setach, obronił w trzecim piłkę meczową. Oczywiście nastąpił zwrot w meczu i Holender był w stanie wyjść zwycięsko z tej batalii, osiągając życiowy sukces. A wszystko to wydarzyło się na nowojorskiej ziemi – właśnie tam, gdzie dostał impuls do dalszej gry w tenisa. Nie ma przypadków.

Jego rywalem w walce o półfinał będzie faworyt turnieju, Alexander Zverev. Niemiec miał sporo problemów w początkowej fazie turnieju, jednak dwa ostatnie mecze to pokaz siły. Teoretycznie wynik powinien być jeden, jednak to w końcu tenis. Pamiętacie – ta czasem okrutna dyscyplina sportu.

Powroty

W półfinale już zameldowali się Frances Tiafoe oraz Ben Shelton. Ten pierwszy już wisiał nad przepaścią, trzymając się wystającego kamienia jedną ręką. Jakimś cudem udało mu się wspiąć po tym ostrym głazie. 0-2 w setach i 3-5 to sprawa beznadziejna? Tak, ale nie wszystko stracone.

Tiafoe odwrócił losy tego pojedynku, pokonując inną świetną historię turnieju, Alexa Michelsena. Dla młodszego z Amerykanów jest to bez wątpienia życiowy sukces. Dla Tiafoe to trzeci półfinał w Nowym Jorku.

W ostatnim ćwierćfinale Karen Chaczanow zagra z kolejną niespodzianką, Alexandrem Blockxem. Belg to nowa postać w Tourze. Do marca grywał głównie w turniejach rangi Challenger, a dzisiaj stoi przed szansą na awans do półfinału wielkiego szlema.

Na zakończenie tego niezwykłego dnia dostaliśmy danie główne w restauracji posiadającej dwie gwiazdki Michelina, czyli pojedynek Bena Sheltona i Carlosa Alcaraza. Hiszpan nie grał pół roku w tenisa, mimo to pokazał, za co ludzie uwielbiają go oglądać. Po wielu zwrotach akcji otrzymaliśmy danie niemal perfekcyjne. Kolejne kęsy rozpływały się na podniebieniu. Trochę niespodziewanie zwycięsko z tej potyczki wyszedł Amerykanin. Był to pierwszy triumf Bena nad Carlosem. Leworęczny tenisista osiągnął tym samym swój trzeci półfinał wielkoszlemowy.

Już wiemy, że w męskim finale zagra przedstawiciel gospodarzy. Jutro w bratobójczym pojedynku Shelton zmierzy się z Francesem Tiafoe. Dla jednego z nich będzie to pierwszy finał w karierze.

Ciężko będzie przebić ten dzień na nowojorskich kortach. Mieliśmy okazję podziwiać wielkie tenisowe granie w pełnej krasie.

Mędrcy zza klawiatury

W tym miejscu muszę napisać kilka słów o zjawisku, które obserwujemy w internecie po meczach Mai Chwalińskiej. Finalistka Rolanda Garrosa odpadła w 1. rundzie z Taylor Townsend po nie najlepszym meczu w jej wykonaniu. Mogliśmy zobaczyć w nim przede wszystkim różnicę w sile na korzyść Amerykanki. Nie jest zaskakujące, że okres gry na twardej nawierzchni nie wygląda kolorowo. Maja musi rozegrać jeszcze wiele meczów z najlepszymi tenisistkami i po prostu „nauczyć się” z nimi grać. To, co sprawdza się na mączce, nie ma do końca przełożenia na hard.

Wiele osób tego nie rozumie i oczekuje wyników tu i teraz. Tak nie będzie. Ludzie wymagają, żeby Maja grała jak 21. rakieta świata. Polka w tym momencie ma taki ranking, ale nie gra na poziomie tego miejsca. Trzeba też zwrócić uwagę, że na tym etapie rywalizacji nie ma przypadkowych zawodniczek. Dziewczyna z rankingiem 140. jest w stanie grać jak równa z równą z top 30.

Czytam wypowiedzi osób, które deprecjonują paryski sukces. Piszą o przypadku. Przypadek ma miejsce, kiedy Jacek spotka się z drugim Jackiem w piekarni i będzie obsługiwał ich trzeci Jacek. Przypadkiem nie może być dojście do finału wielkiego szlema po wygraniu po drodze 9 meczów. To jest zasługa lat ciężkiej pracy na korcie. Tych bredni nie sposób czytać. Wypisują to ludzie, którzy pierwszy raz usłyszeli o Mai w trakcie Rolanda Garrosa. Wysyp tęgich tenisowych głów nastąpił z dnia na dzień niczym maślaków po wrześniowym deszczu.

Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Ten niezwykle trafny aforyzm idealnie pasuje do całej sytuacji. W przypadku Mai potrzebny jest czas. Dajmy Polce pracować, wykorzystywać obecny ranking do wybierania mądrych startów i „ciułania” punktów.

My nie będziemy się już więcej odzywać. Doceńmy, że mamy jeszcze 5 dni fantastycznej tenisowej rywalizacji. Wkrótce rozwieją się wszelkie wątpliwości i dowiemy się, kto zostanie triumfatorem nowojorskiej imprez.

Kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta