Jako młody chłopak świetnie grał w piłkę i stanowił o sile najlepszych drużyn w lokalnym futbolu. Wraz ze swoim bratem – Bartoszem, był ważnym ogniwem w słynnym Dream Teamie Spójni Osiek. Jak każdy młody człowiek miał głowę pełną marzeń. Zniknął na 16 lat z naszego kraju, wrócił i dzisiaj znów kopie futbolówkę. Choć lat przybyło to ciągle ma to „coś”. Z uśmiechem przywdziewa koszulkę Centurii Chechło i wychodzi na murawę. Czuje się jakby czas cofnął się. Specjalnie dla nas – Grzegorz Latos.
zPwS: Zaczniemy od teraźniejszości. Nie będę na początku cofał czasu. Jak to z tą piłką jest – tydzień temu jedziecie do Miechowa i wyrywacie faworytowi komplet punktów, teraz na własnym obiekcie pozwalacie, żeby komplet punktów pojechał do Żarnowca. Da się to jakoś logicznie wytłumaczyć?
GL: Miechów wygrał z nami jeśli chodzi o procent posiadania piłki, ale nie był w stanie stworzyć czystych sytuacji bramkowych. To pod koniec meczu się na nich zemściło. My zawsze gramy do końca. Natomiast w ostatnim meczu wygrywaliśmy do 70 minuty po pięknym strzale z 35 metrów Kuby Kulantego. Żarnowiec gra jednak zupełnie inaczej niż Miechów i każda ich akcja polega na długiej piłce i nadziei, że ta dotrze do ich napastnika który jest najszybszym piłkarzem w lidze. Po jednej takiej wrzutce nasz obrońca nie zachował ostrożności. Napastnik przejął piłkę i przez chwilę był sam na sam z naszym bramkarzem. Został powalony na ziemię i sędzia pokazał czerwoną kartkę. Kilka minut później nasz bramkarz ucierpiał w starciu z napastnikiem gości, a sędzia nie odgwizdał wolnego. Z tego skorzystali zawodnicy Żarnowca i na pustą bramkę strzelili wyrównującego gola. Po chwili nasz napastnik znalazł się sam na sam z bramkarzem gości ale trafił w słupek. Jak to się mówi niewykorzystane sytuacje się mszczą i Żarnowiec strzelił bramkę na 2-1 chwilę później. Nasz bramkarzem nie mógł interweniować bo ledwo się ruszał. Po chwili zszedł z boiska i zastąpił go zawodnik z pola, który robił co mógł żeby zachować czyste konto ale w ostatnich minutach goście strzelili trzecią,ostatnią bramkę i było po wszystkim.
zPwS: W piłce widziałeś już chyba wszystko. Jaki mecz najbardziej utkwił Ci w pamięci i dlaczego?
GL: Ostatnio miałem przyjemność oglądać mecz mojego pierwszego klubu z Olkusza z zespołem z Klucz. Bardzo podobało mi się jak nasi zawodnicy potrafią pięknie grać piłką i nie ma w tym żadnej przesady. Natomiast z moich występów podobał mi się mecz Orła Kwaśniów, gdzie podjąłem grę po 15 latach przerwy. Nie było to łatwe, bo miałem już 39 lat. Prezesowi Orła jestem bardzo wdzięczny. Dał mi szansę wrócić do piłki po tak długiej przerwie. W trzecim meczu odwdzięczyłem mu się za to. Graliśmy z Northstarem Miechów, a w tym meczu po kilku minutach miałem bramkę oraz asystę. Wygraliśmy 12:0 i to na wyjeździe. Natomiast jeśli chodzi o emocje to nasza wygrana z zeszłego tygodnia z Miechowem dała mi pozytywnego kopa na cały weekend. Idąc w przeszłość i dużą piłkę to bardzo mi się podobało jak w zeszłym sezonie Raków Częstochowa zniszczył w eliminacjach do Ligi Konferencji Astanę wygrywając 5-0 i grając większość meczu w osłabieniu.

zPwS: Szczerze, to myślałem, że teraz bardziej cofniemy się w czasie, a Ty opowiesz o jakimś meczu, który rozegrałeś w barwach Spójni Osiek. Czas, kiedy grałeś w tej drużynie to złoty okres tego klubu. Rozdawaliście karty w lidze grając bardzo ładny i efektowny futbol dla oka.
GL: Dla Ciebie cofnę się jeszcze bardziej.To pamiętam najmocniej. W wieku 16 lat debiutowałem w ówczesnej 5 lidze w zespole Bukowna w meczu z Sarmacją Będzin i grałem prawie cały mecz. To było coś niesamowitego. Byłem młodym chłopakiem. A jeśli chodzi o Spójnie to grałem dla niej kilka sezonów. Pomogłem w przemianie klubu który zawsze grał w ogonie A klasy. Staliśmy się zespołem, który najpierw był czołowym klubem w lidze, a później awansował do wyższych lig. Cały czas wspieram Spójnię i oglądam ich mecze kiedy tylko mogę. Robię to z przyjemnością, tym bardziej że mój znajomy z młodzieńczych lat jest tam trenerem. Chodzi mi oczywiście o Mariusza Porębskiego, którego mocno pozdrawiam.

zPwS: To prawda, mieliście wtedy bardzo mocną drużynę, a Ty byłeś jej solidnym fundamentem. O sile tej drużyny decydował także Twój brat – Bartosz. W Orle Kwaśniów też zagrałeś z bratem, a nawet dwoma, bo dołączył do was ten najmłodszy z rodzeństwa – Rafał. Jak się gra u boku braci?
GL: Ja doskonale wiem, co to znaczy żyć z dala od rodziny. Samotne święta i inne ważne wydarzenia. Nikomu nie życzę tego uczucia. Tak się składa że od dziecka wszystko robiłem razem z bratem Bartkiem. Natomiast Rafał był sporo młodszy i raczej trzymał z waszą ekipą. Natomiast Orzeł miał problemy kadrowe i najpierw Bartka namówiłem żeby wznowił przygodę z piłką, a potem udało się także – Rafała. Fajnie się grało z nimi. Fajnie grało mi się też zawsze z Pawłem Langierem, którego znam od podstawówki. Dobrze wspominam grę z Michałem Ziarno, z którym grałem na środku pomocy w Spójni. Byliśmy wtedy kierownicą tej ekipy. Ja miałem zawsze swoje przyzwyczajenia, a jednym z nich było to, że bez treningu nie da się grać. W Orle była inna polityka, to klub typowo amatorski. Teraz moim trenerem jest kolejna legenda Spójni i ogólnie naszej ziemi – Piotrek Kasprzyk. Inny kolega z dawnych czasów – Dawid Chabinka sędziuje nam czasami mecze.
zPwS: Ile lat Cię nie było w Polsce?
GL: Prawie 16 długich lat.
zPwS: Grałeś tam w piłkę?
GL: W Irlandii grałem raczej okazyjnie i to tylko na hali. Nie zawsze miałem czas na grę, zwłaszcza na samym początku.
zPwS: Wyjechałeś rozumiem za pracą?
GL: Wyjechałem bo nie wierzyłem, że w Polsce da się normalnie żyć. Osiągnąłem to co chciałem w Irlandii. Własny biznes, zdalną pracę, a także czas i środki na spełnianie marzeń.
zPwS: Chodziłeś tam na mecze?
GL: Jestem kibicem Dundalk FC, który dwa razy grał w lidze Europy. M mojej okolicy było kilka pierwszoligowych klubów i chodziłem na ich mecze kiedy tylko mogłem. Mieszkałem blisko Bohemians FC klubu z Dublina, gdzie w tym sezonie gra trzech Polaków. Jakość gry w Irlandii nie rzuca na kolana, ale za to nie ma tam przemocy na stadionach i bardzo fajnie się ogląda tamtejszą piłkę.

zPwS: Wracasz do Polski, a tu Wisła Kraków się sypie i dzisiaj musi plątać się na zapleczu poważnej piłki. Wiem, że to klub bliski Twemu sercu. Boli Cię to?
GL: Oczywiście, że boli. Pierwszy poważny mecz w moim życiu na którym byłem to mecz Wisły z Jeziorakiem Iława w 1994 roku. Wisła wtedy była w podobnej sytuacji i się z niej wydostała. W tym roku będzie podobnie.
zPwS: Pamiętam to doskonale, zwycięstwo 4-2 dało Wiśle awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Ludzie machali balonikami, to był 1996 rok.
GL: Tak, masz rację. Tyle już lat minęło od tego wydarzenia, że człowiek może się pomylić. Pamiętasz te rosnące na stadionie krzaki?
zPwS: Wszystko pamiętam i tę dziurę w trybunach w miejscu gdzie dzisiaj jest loża prasowa i sektor A.
GL: Piękna przemiana, tylko szkoda, że dzisiaj zasłużone kluby muszą zmagać się z takimi poważnymi problemami. Dużo klubów pada jak muchy. Wielka szkoda. Wracając do Wisły to oczywiście byłem też na legendarnym meczu z Parmą. Dobry czas.
zPwS: Dostrzegasz jakieś zmiany w lokalnej piłce po tylu latach, kiedy nie było Cię w kraju? Oczywiście pytam o te na plus i na minus.
GL: Oczywiście, że tak. W dawnych czasach nie było mowy, żeby w wieku 42 lat grać w podstawowym składzie. Nawet w B klasie było o to trudno, a teraz znam sporo osób jeszcze starszych ode mnie, które dalej grają, albo jeszcze niedawno grały jak Piotrek Kasprzyk czy Jarek Rak. Oni grali i byli mocnymi punktami swoich drużyn. Martwi mnie jak bardzo e-sport, który nic nie ma wspólnego z prawdziwym sportem pochłania w dzisiejszych czasach młodych ludzi. To nie doprowadzi do niczego dobrego. Z drugiej strony mamy postęp i dużo lepsze zaplecze niż kiedyś. Wystarczy popatrzeć na nasz obiekt w Chechle. Z jeszcze innej strony, poziom gry jest teraz wyższy niż kiedyś. Częściowo jest to zasługa gości z Ameryki Południowej czy Afryki, którzy zasilają kluby w coraz niższych ligach.
zPwS: Muszę ruszyć drażliwy temat – sędziowanie. Poziom poszedł w lepszą stroną, czy wręcz przeciwnie?
GL: Im wyższa liga tym lepsze granie i sędziowanie. Nie lubię VARU, ale ten system pomaga sędziom w wyższych ligach unikać błędów. W niższych ligach tego nie ma. Jeśli chodzi o mecze, to w ciągu 90 minut można strzelić sporo goli i nie przejmować się jedną błędną decyzją sędziego.
zPwS: Dobrze wybrnąłeś (śmiech)
GL: Wiem (śmiech).
zPwS: Wracasz czasem jeszcze pamięcią do jakiegoś wydarzenia sprzed lat?
GL: Czasem tak myślę sobie o turnieju, który wygraliśmy w Chorzowie w 8 klasie. Miałem wtedy zaproszenie do szkółki Górnika Zabrze, ale nie chciałem opuszczać domu, rodziny i przyjaciół. 2 lata później zerwałem wiązadła w kolanie i po prawie dwóch latach przerwy nigdy już nie osiągnąłem dawnej formy. Staram się nie myśleć co by mogło być wtedy. Cieszę się, że dalej mogę grać. Spełniłem swoje marzenia i poznałem świat.
zPwS: W imieniu swoim i chłopaków co mają piłkę w sercu, życzymy Ci żebyś grał jak najdłużej. Ciesz się piłką tak jak do tej pory!
GL: Bardzo dziękuje, zaznacz koniecznie na końcu, że ja nie jestem żadną gwiazdą. To pierwszy wywiad jakiego udzieliłem i może on zapoczątkuje jakąś ciekawą serię w naszej lokalnej piłce.
Rozmawiał: z Piłką w Sercu (ST)
***
Grzegorz Latos – urodzony w 1982 roku. Wychowanek KS Olkusz. W swojej przygodzie z piłką grał również dla Pomorzanina Olkusz, Bolesława Bukowno, MKS-u Dąbrowa Górnicza, Spójni Osiek, Orła Kwaśniów. Obecnie jest zawodnikiem Centurii Chechło. W piłkę uczył go grać Adam Borecki, który nauczył go techniki użytkowej. Wiele również zawdzięcza nieżyjącemu już trenerowi Wacławowi Kalmanowi. Po latach do piłki wrócił dzięki prezesowi Orła Kwaśniów. Szansę również dostał w Centurii Chechlo, a do sprawności fizycznej doprowadził go ponownie trener Mariusz Porębski.







