„Piłkarski Poker” wiecznie żywy – cudowne kolejki i cudownie naiwni kibice!

Gdy w kalendarzu pojawia się maj, a temperatura na termometrach zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do liczby zdobytych punktów przez ostatnią drużynę w tabeli, wiemy jedno – końcówka sezonu nadchodzi. A z nią kolejki cudów, cudu nad cudy, i jakżeby inaczej – cudowne uzdrowienia formy u tych, którym przez 30 kolejek nie wychodziło absolutnie nic.

Od C-klasy po Ekstraklasę zaczyna się taniec z kalkulatorem, nerwowe przeliczenia punktów, małych tabel, bezpośrednich meczów i współczynników. Kibice analizują, trenerzy kalkulują, prezesi negocjują… a zawodnicy? Czasami grają jak natchnieni, czasami jakby mieli bardzo ciężkie nogi – nie tylko od treningów.

W tym całym futbolowym kotle, coraz częściej do głowy wraca jedna myśl: czy naprawdę wszyscy grają do końca czysto?

fot. Kadr z Filmu Piłkarski Poker – sędzia Jaskóła

Bo kiedy ostatnia drużyna tabeli, która przez cały sezon nie potrafiła trafić w bramkę z metra, nagle wygrywa 4:0 z kandydatem do awansu, to nawet najbardziej naiwny romantyk piłki zaczyna się drapać po głowie. I nie chodzi tu tylko o zawodników. Często słychać głosy zza kulis: „Ten mecz wyglądał dziwnie”, „Ten obrońca jakby się przestraszył piłki” albo „Nie wiem, czy bramkarz był trzeźwy” – w sensie decyzji, oczywiście.

Nie bez przyczyny mówi się, że w Polsce futbol to nie tylko sport, ale i teatr. Niestety, czasem bardziej ten z kabaretu niż ze stadionu narodowego. A kiedy niektóre wyniki wyglądają jak ustawione z kart tarota, trudno nie mieć skojarzeń z legendarnym filmem „Piłkarski poker”. Bo choć od jego premiery minęły dekady, duch korupcyjnych układów, dziwnych telefonów „z góry” i walizek z zawartością inną niż sprzęt sportowy wciąż unosi się nad niektórymi boiskami.

fot. Kadr z filmu Piłkarski Poker

Jak mówił filmowy sędzia Laguna:
 „W Polsce nie ma sportu. W Polsce są tylko układy.”

Jasne, są drużyny, które walczą uczciwie do końca, są zawodnicy, którzy oddaliby zdrowie za utrzymanie czy awans. Ale też – nie bądźmy ślepi – są miejsca, gdzie gra się nie tylko o punkty, ale i o „interesy”. A im niższa liga, tym trudniej o reflektory, kamery i VAR. Tam cuda nie tylko się zdarzają – one wręcz są wpisane w terminarz ostatnich kolejek.

Jak mawiał działacz z filmu “Piłkarski Poker”:
 „Piłka nożna to gra zespołowa, ale są sytuacje, kiedy trzeba zagrać indywidualnie.”
 Albo jeszcze bardziej bezczelnie:
 „Wy się modliliście, a myśmy działali.”

fot. Kadr z filmu Piłkarski Poker

I choć z każdym rokiem słyszymy, że polska piłka się profesjonalizuje, że walczy z korupcją, że nie ma już miejsca na szemrane układy – to końcówki sezonu zbyt często wyglądają jak żywcem wyjęte z czasów Fryzjera i spółki.

Czy coś się zmieni? Trudno powiedzieć. Póki emocje będą większe od kontroli, a wyniki bardziej zaskakujące niż fabuła brazylijskiej telenoweli – „Piłkarski Poker” będzie żył. Wiecznie. A my, kibice, jak co roku będziemy pytać: „Naprawdę to się wydarzyło…?”

I odpowiemy sobie, jak zawsze: w polskiej piłce wszystko jest możliwe.
 A filmowy sędzia Laguna podsumowałby to pewnie tak:
 „Panowie, nie róbmy sobie jaj.”

Z Piłką w Sercu (Piotr Grabarczyk)

Piotr Grabarczyk
Piotr Grabarczyk