Jak się za coś bierze, to zawsze na poważnie. Nie uznaje półśrodków, nigdy na pół gwizdka. Jak sędziował to najlepiej, jak odchodził to też raz, a dobrze. Na szczęście dla Kolegium Sędziów Olkusz – nie na zawsze. Szczęśliwy mąż i ojciec, a także były talent sędziowski – Łukasz Jucha, wraca jako przewodniczący do organizacji, która go wychowała, a dzisiaj jest na największym zakręcie w swojej historii.
Kiedyś to było
Dokładnie 20 lat temu bohater dzisiejszego tekstu – Łukasz Jucha – przygotowywał się do sędziowania rundy wiosennej na piłkarskich boiskach IV ligi małopolskiej. Były to niezwykle mocne rozgrywki. W tamtym czasie występowali tam między innymi bracia Brożkowie oraz wielu innych zawodników, którzy wkrótce wypłynęli na boiska Ekstraklasy. Podobnie było z sędziami. Niezwykle wysoki poziom i rywalizacja. Wielu z nich kilka sezonów później, butami wyłamało drzwi ekstraklasy. Jeden został nawet cenionym sędzią międzynarodowym. Popularny „Juchowy” do grania w piłkę nie miał tak dużego talentu, posiadał jednak coś innego – smykałkę do biegania z gwizdkiem. I w tym był wyśmienity.
Świadczy o tym tempo, w jakim awansował na kolejne szczeble rozgrywkowe. Gdy zaczynał trzeba było mieć skończone 18 lat. Rok po roku piął się w hierarchii sędziów w województwie małopolskim. Najszybciej jak się da wskoczył na czwarty poziom rozgrywkowy w Polsce. Był wtedy najmłodszym arbitrem w całej stawce. To był jego czas świetności, a boje o awans do 3. ligi, które sędziował między tarnowską Unią, Dalinem z Myślenic czy Puszczą Niepołomice – do dzisiaj stanowią o najwyższym sędziowskim kunszcie.
W Olkuszu był to poziom nieosiągalny dla innych w tamtym czasie, a styl sędziowania jakby wyprzedzający swoje Kolegium o kilka lat. Do dziś na olkuskich boiskach wspominany jest jako ten, który miał papiery na to by wejść do ekstraklasy. Odblaskowe stroje, rozgrzewki i niezwykle profesjonalne podejście do zawodów. Tak – to jeden z jego znaków rozpoznawczych. Oczywiście obok doskonałego poczucia humoru.
Gwizdek i narty, czyli miłości życia
W jego dorobku sędziowskim widnieje zawrotna liczba ponad 500 meczów. Nastoletni chłopak piął się w górę drabinki sędziowskiej bez żadnych kompleksów. Na pewnym etapie ta przygoda zderzyła się jednak z betonem zarządzającym wówczas małopolską piłką. Pewnych barier nie udało się przeskoczyć. Przyszło zniechęcenie i decyzja o odłożeniu gwizdka do szafy. Miał wtedy 26 lat, czyli wciąż był na początku poważnych życiowych wyborów. Coś w nim jednak pękło. Od tamtej pory przyglądał się wszystkiemu z boku, w roli obserwatora. Bolało go, gdy widział, co dzieje się w jego macierzystej organizacji.

Od wielu lat jedną z jego pasji jest też jazda na nartach. W wolnym czasie uwielbia oddawać się tej czynności. Zjeżdża z alpejskich stoków niczym słynny niegdyś „La Bomba” – genialny slalomista. W latach 90-tych wszyscy podziwiali wielkiego Alberto Tombę. Jucha też na niego patrzył, by później przenosić ten jego spokój, ale i nutę sportowego szaleństwa, na zieloną murawę.
Dać innym coś, czego sam nigdy nie dostał
Dziś wraca, ale nie można powiedzieć, że jest rycerzem na białym koniu. Splendor i szum już nie są dla niego. Wraca jako człowiek doświadczony, z poukładanym życiem zawodowym i jasno określonymi wartościami, gotowy do wprowadzania zmian. Nie zamierza rzucać pustych deklaracji ani składać obietnic bez pokrycia. Ma swoje standardy, które – jak sam podkreśla – muszą obronić się pracą od i u podstaw. W pierwszej kolejności chce zbudować struktury, stworzyć fundamenty zdrowej organizacji. Takiej, która nie dopuszcza do oszustw, scenariuszy rodem z filmu Ciekawy przypadek Benjamina Buttona ani fałszowania dokumentów.
Przed nim długa lista problemów do rozwiązania. Od braku młodych arbitrów, pełnych pasji i zaangażowania, którzy mogliby wspinać się krok po kroku, tak jak niegdyś on sam, po całkowity brak rozwoju, jakiego Olkusz nie widział od niepamiętnych czasów. Pracy jest wiele – to pewne. Mam jednak wrażenie, że popularny „Juchowy” jest właściwą osobą, by najpierw dokładnie posprzątać, a następnie spróbować zbudować coś trwałego, opartego na zdrowych zasadach. Bo tylko do takiego Kolegium Sędziów w Olkuszu przyjdą młodzi ludzie, którzy na liście swoich priorytetów będą mieli własny rozwój i szkolenie. Innej drogi po prostu nie ma.





Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta