Przemyślenia z tramwaju linii nr 50 – smutny remis przy Reymonta

W ramach 15. kolejki Betclic I Ligi punktami podzieliły się drużyny Wisły Kraków oraz GKS-u Tychy. W ten jesienny listopadowy wieczór nie ujrzeliśmy na stadionie Miejskim im. Henryka Reymana żadnej bramki.

Punktem wspólnym łączącym obie ekipy jest bez wątpienia trener Artur Skowronek, który doskonale zna obiekt przy ulicy Reymonta. Obecnie próbuje ratować tyski klub, wcześniej nie zbawił tego z Krakowa. W międzyczasie przyjeżdżał na trybunę prasową do Grodu Kraka, jako ekspert jednej z telewizji. GKS Tychy zagościł pod Wawelem, będąc w ogromnym kryzysie. Chłopcy Skowronka ostatni mecz wygrali 21 sierpnia.

Ten stan rzeczy nie zmienił się wczoraj. Trzeba jednak przyznać, że przyjezdni z Tychów prezentowali się tego dnia lepiej niż Białej Gwiazdy. Szczególnie w pierwszej połowie zdominowali gospodarzy, stosując wysoki pressing, grając w sposób kombinacyjny, zaskakujący dla bardziej utytułowanego przeciwnika. Na ich tle podopieczni trenera Jopa wyglądali bardzo blado, jak przestraszony chłopiec przed kartkówką, na którą oczywiście nie był przygotowany. Po stronie gospodarzy należy pochwalić Patryka Letkiewicza. Młody bramkarz pokazuje po raz kolejny, że zna się dobrze na swojej robocie i całe szczęście, że ktoś na niego postawił, zanim uciekłby do innego klubu.

W drugiej połowie Wisła była nieco bardziej konkretna, potrafiąc wykreować dla siebie jakiekolwiek szanse bramkowe. Tego dnia nie udało się jednak pokonać strzegącego tyskiej świątyni, Marcela Lubika. Dobrą wiadomością dla wiślaków jest powrót do gry po kilkumiesięcznej przerwie Kacpra Dudy, który zanotował wczoraj debiut w tym sezonie. W kontekście absencji Marca Carbo, ta wiadomość jest jeszcze istotniejsza dla krakowskich fanów, którzy zgromadzili się wczoraj w liczbie 16160, co jest wynikiem solidnym jak na poniedziałek i jesienne aurę.

Wisła na murawie w ostatnim czasie pokazuje dokładnie to, co mogliśmy zaobserwować już w zeszłym sezonie – jest w stanie zagrać bardzo dobre spotkanie z wyżej notowanym rywalem, po czym przychodzi tzw. padlina. I tak w kółko, nie ma w tym zespole żadnej stabilizacji.

Ciężko stwierdzić z czego to wynika. Na myśl przychodzi np. ograniczona jakość piłkarska większości zawodników w tej drużynie. Biała Gwiazda jest łatwa do rozszyfrowania, gra w sposób jednostajny, przewidywalny, czytelny. Na dzień 4 listopada, Wisła jest 11. w tabeli, tracąc 16 oczek do liderującego Bruk-Betu. Taki stan rzeczy będziemy najpewniejsze obserwować do samego końca sezonu, bo liga jest średnia i każdy traci punkty z każdym. Po wygranym meczu nastąpi przesunięcie o dwie pozycje w góry tabeli, następnie znowu spadek o jedno miejsce itd.

Szczęściem dla krakowian jest to, że 6. pozycja na koniec wciąż daje nadzieję na coś więcej. Oczywiście są to złudne nadzieję, ale wciąż. Przetrwać jakoś do zimy, chwilę odpocząć, przygotować się do rundy wiosennej pod tureckimi palmami. Otoczka tego wszystkie będzie piękna. Czar pryśnie, kiedy panowie rozegrają pierwszy mecz o punkty w lutym. Taka jest krakowska, smutna rzeczywistość.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

15. kolejka, Betlic I Liga

Wisła Kraków – GKS Tychy 0-0 (0-0)