Rapid wygrywa przy Reymonta

W 2. rundzie eliminacyjnej Ligi Europy Wisła Kraków przegrała na własnym obiekcie 1-2 z Rapidem Wiedeń. „Biała Gwiazda” pokazała się z dobrej strony i nie okazywała specjalnego strachu przed mocniejszym rywalem. Był to całkiem udany taniec w wykonaniu krakowian.

Pierwsze zaskoczenie miało miejsce tuż po opublikowaniu wiślackiego składu. Trener Kazimierz Moskal zdecydował się na grę od początku z dwoma napastnikami – Angelem Rodado i Łukaszem Zwolińskim. Wyszedł bez nominalnych skrzydłowych, którzy zawiedli w potyczce z FK Llapi. Miejsce na lewej pomocy zajął obrońca z Grecji – Giannis Kiakos a na prawej flance znalazł się Oliwier Sukiennicki.

Początkowe minuty meczu to pojedynek na śpiewy grup kibicowskich obu drużyn. Pierwsza odezwała się ta mniej liczna – zielona, zgromadzona w liczbie 550. Było ją słychać tylko przez chwilę, bo za moment prym wiodła ta czerwona. Liczba decybeli była ogromna, na plecach niejednego na trybunach musiały pojawić się ciarki.

Fot. Kowal

Na murawie obraz był nieco inny, od 1. minuty piłkę przejął Rapid i nie chciał jej pod żadnym pozorem oddać. Zawodnicy z miasta Mozarta chcieli od razu zaznaczyć, kto tu będzie rządził. Było oczywiście widać wyższą jakość piłkarską po stronie przyjezdnych, lecz Wisła przed meczem ewidentnie ćwiczyła kroki wiedeńskiego walczyka.

W 24. minucie bardzo dobrą szansę na otwarcie wyniku po ładnej akcji zespołowej miał Bartosz Jaroch, lecz jego strzał bez problemów obronił Niklas Heidl. Trybuny tylko westchnęły z rozczarowaniem.

Chwilę później odpowiedział Rapid – Guido Burgstaller znalazł się w doskonałej pozycji strzeleckiej, ale jego uderzenie odbił Anton Czikczan. Kolejne minuty to ataki gospodarzy, które przyniosły stuprocentową szansę dla Łukasza Zwolińskiego. Nowy napastnik „Białej Gwiazdy” został świetnie obsłużony przez Angela Rodado, ale nie trafił czysto w piłkę z wiadomych tylko sobie powodów.

Szybko sprawdziło się stare piłkarskie porzekadło, że niewykorzystane sytuacje lubią się zemśćić. Minutę po pudle „Zwolaka”, strzał Isaka Janssona wpadł do wiślackiej bramki. Na pewno lepiej powinien zachować się bierny Bartosz Jaroch, który skupił się na tym, aby przysiąść na murawie, zamiast doskoczyć do skrzydłowego ze Szwecji. Chwile chwały mieli kibice popularnych „Die Rekordmaister”.

Kiedy sędzia Al-Emara powoli myślał o zagwizdaniu po raz ostatni w pierwszej części meczu, „styki” odcięło Bendeguezowi Bolli, który wyprostowaną nogą zaatakował okolice kolana Oliwiera Sukiennickiego. Arbiter początkowo wyciągnął żółtą kartkę, lecz po szepnięciu do ucha, pobiegł do monitora, aby przyjrzeć się tej sytuacji dokładniej i decyzja mogła być jedna – „czerwień” dla prawego obrońcy Rapidu. Całą drugą połowę Biała Gwiazda miała grać z przewagą jednego zawodnika.

Druga połowa mogła rozpocząć się świetnie dla graczy spod Wawelu. Po dośrodkowaniu z lewej strony, strzał głową Łukasza Zwolińskiego wylądował tylko na słupku bramki Niklasa Hiedla. Wydawać by się mogło, że „Biała Gwiazda” niesiona głośnym dopingiem, ruszy od początku do przodu, jednak tak się nie stało. W 53. minucie został wyprowadzony drugi cios dla krakowian. Świetnym strzałem z 20 metrów popisał się kapitan gości, Matthias Seidl. Piłka po drodze obiła dwa słupki i wpadła do bramki bezradnego Antona Chickana.

Rapid, mimo gry w 10, cały czas operował dłużej przy piłce, nie pokazując postronnemu kibicowi, który ma problemy z liczeniem, że faktycznie gra w osłabieniu. W tym momencie widoczna była różnica klasy miedzy oboma zespołami. Wisła wyglądała w tamtym momencie, jakby straciła wszelką ochotę do gry.

W ekipie „Die Rekordmaister” mógł podobać się Malijczyk Mamadou Sangare, po którym było od początku widać, że jego zaawansowanie techniczne jest na innym poziomie niż pozostałych zawodników. Takich magików ogląda się zawsze z przyjemnością.

Kiedy nic nie wskazywało na to, że w tym meczu coś jeszcze się wydarzy, w 79. minucie Marc Carbo dał dodatkowe życie wiślakom. Jego strzał z 12 metrów, po rykoszecie, wpadł do austriackiej bramki. Ataki „Białej Gwiazdy” napędzał najlepszy w jej szeregach Oliwier Sukennicki, który po raz kolejny pokazał, że futbolówka mu nie przeszkadza. Wisła będzie miała z niego dużo pożytku.

W ostatniej akcji meczu remis podopiecznym Kazmierza Moskala mógł zapewnić Angel Baena, ale wyszło jak zwykle. Jego strzał wylądował w okolicach trybuny G3. Sędzia chwilę później zagwizdał po raz ostatni. Rapid w sposób zasłużony pokonał Wisłę 2-1.

Co możemy powiedzieć o grze gospodarzy? Zagrali całkiem dobre spotkanie. Wstydu na pewno nie było. Zabrakło przede wszystkim skuteczności Łukasza Zwolińskiego. Widać, że był to pierwszy mecz o stawkę Austriaków w tym sezonie. Byli tego dnia „do ugryzenia”. Dlatego tym bardziej szkoda wyniku. Już w niedzielę kolejny mecz przy Reymonta. Trzeba zapomnieć o Rapidzie i skupić się na „Czarnych Koszulach” z Warszawy.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

Wisła Kraków – Rapid Wiedeń 1-2 (0-1)

Wisła: Chichkcan – Jaroch, Uryga, Colley, Mikulec – Carbo, Gogół (Kutwa 66’)  – Kiakos (Baena 46’), Sukiennicki – Rodado, Zwoliński (Krzyżanowski 66’)

Rapid: Heidl – Bolla,  Raux-Phillipe, Hofmann, Auer – Sangare, Grgić (Cvetković 90’) – Jansson, Seidl – Beljo (Bischof 69’), Baurgstallaer (Dursun 82’)

Gole: Jansson 37’, Seidl 53′, Hofmann – sam 79′

Żółte kartki: Grgić

Czerwona kartka: Bolla 45’

Widzów: 30 542

kowal
kowal