Zwycięstwa Jagiellonii, Znicza, Ruchu i podział punktów we Wrocławiu. Takie rozstrzygnięcia przywitały nas w pierwszy ligowy piątek na polskich obiektach sportowych.
Mistrz rozgrzał się przed ligą mistrzów
W meczu otwierających zmagania ligowe w sezonie 2024/2025 – Jagiellonia z Białegostoku podejmowała Puszczę. Mistrz Polski przez większość meczu zdecydowanie napierał przyjezdnych, będąc blisko kilkukrotnie objęcia prowadzenia, ale wciąż czegoś brakowało.
Zeszłoroczny beniaminek skupiał się głównie na głębokiej obronie. Swoją najlepszą szansę stworzył w drugiej połowie – strzał skrzydłowego Lee wylądował na poprzeczce. Niepołomicka ściana została przełamana dopiero w 78. minucie. Akcję przeprowadzili dwaj rezerwowi – podanie Mikiego Villara na gola zamienił najlepszy piłkarz zeszłego sezonu, Nene.
Po golu było już łatwiej – kropkę nad i postawił znany z różnych pozaboiskowych zdarzeń w kraju Zinedine Zidane – Lamine Diaby-Fadiga. W polu karnym zachował się jak techniczny mag z wykończeniem świetnej „złotej rączki”. Białostoczanie wygrali 2-0 i już mogą się skupić na wtorkowej potyczce w eliminacjach ligi mistrzów z FK Poniewieże. Stawka jest ogromna, gdyż zwycięstwo w tym dwumeczu zapewni jesienną grę w Europie.
Tego dnia swój mecz rozgrywał także niespodziewany wicemistrz Polski, czyli Śląsk Wrocław. Jego rywal, Lechia Gdańsk postawiła bardzo trudne warunki i była o krok od zgarnięcia trzech oczek. W klasyfikacji o gola sezonu swobodnie wystartuje Tomasz Neugerberer, który wykonał coś niepowszechnego jak na polskie warunki.
Takich bramek nie oglądamy na co dzień. Jesteśmy w stanie pójść dalej, bo opadły nam szczęki. Wszechstronny środkowy pomocnik z Gdańska strzelił fantastycznego gola, przedstawiając się na ekstraklasowej scenie jak ktoś z innej planety. Mimo absencji kluczowych graczy (Fernandez, Chłań, Bobcek), skazywana na pożarcie Lechia, zagrała bardzo solidną partię we Wrocławiu. Gola na wagę remisu zdobył wychowanek Interu Mediolan – Tommaso Guercio.
Derbowi goście górą
W meczu otwierającym I-ligowe zmagania – Znicz po raz kolejny okazał się lepszy od sąsiadów ze stołecznej Warszawy. Mimo straty magika z Japonii, Shumy Nagamatsu i architekta sukcesów trenera Mariusza Misiury, pruszkowski klub dalej robi swoje. Kluczowa akcja tego meczu miała miejsce w 88. minucie. Dośrodkowanie radnego Majewskiego na gola zamienił debiutujący w barwach Znicza – Łukasz Wiech. Była to jedyna bramka ze stadionu przy ul. Konwiktorskiej. Kibice z mniejszego mazowieckiego miasta mieli swoje chwile chwały.
W drugim z meczów na zapleczu ekstraklasy, spadkowicz z Chorzowa wygrał w niedalekim Opolu 2-0. W tym spotkaniu mieliśmy kilka krakowskich smaczków – debiut trenera Sobolewskiego oraz Jakuba Bartosza w barwach Odry, trzymający w ryzach obronę Ruchu – Maciej Sadlok. Można się zastanawiać, dlaczego klub z miasta stadionu Narodowego ma na swoich koszulkach aż tylu sponsorów. O ile kolorystka jest całkiem znośna, to liczba dotujących bije po oczach i niszczy ładny projekt ubrania.
Ruch wygrał ten bój 2-0, mimo wielu szans na zdobycie gola przez gospodarzy. Najpierw Soma Nowothny, następnie lider linii ataku, Daniel Sczepan. Nie było historii, mimo ciągłych ataków w drugiej części chłopców Radosława Sobolewskiego. Ruch skupił się na pojedynczych kontrach, co przyniosło efekt tego dnia.
„Niebiescy” udowodnili, że jak szybko spadli, tak ekspresowo będą chcieli wrócić do najwyżej ligi w kraju. Są bez wątpienia jednym z głównym kandydatów do awansu. Dla osłabionych w tym sezonie opolan, będzie to bardzo ciężko rok. Przed trenem Sobolewskim, nie lada wyzwanie. Co będzie miało miejsce za 9 miesięcy? Typowania nie podejmie się nikt racjonalnie myślący. Tytułowe określenie lotto nie jest w końcu przypadkowe.







