1 września z reguły jest dniem charakteryzującym się tym, że dzieciaki wracają z dwumiesięcznego wypoczynku do poważnych zajęć. Mówiąc krótko, idą się uczyć, po wakacjach, na których przeważnie było beztrosko, błogo, do zapomnienia. Tego dnia, w stolicy Francji, na świat przyszedł pewien tenisista. Możemy go określić, jako magika. Gael Monfils, bo o nim mowa, gra w ten sport pięknie. On uprawia tę dyscyplinę na swój sposób, tzn. przebija wyjątkowo żółtą piłeczkę, bo tak można to scharakteryzować najprościej.
Eurosport w Melbourne
Włączając telewizor, kiedy akurat mają miejsce długie wymiany z udziałem tego chłopaka, wiemy, że jest interesująco. Jeśli widzimy pomarańczową „mączkę”, jesteśmy w siódmym niebie, bo to jego dom. Francuz, to człowiek, którego kochają tłumy. Idąc do historii, myślimy o innych fachowcach, rodakach w tej materii – Fabrice Santoro, Sebastianie Grosjean czy Armand Clement.
Większość tenisowych kibiców uwielbia długie przebijanie piłki przez siatkę. Bohater tego artykułu – wielki Gael, robi to bezbłędnie. Bekhend, forhend, slajs, skrót – to nie są żadne nazwy zapożyczone z innego języka, a po prostu podstawowy repertuar zagrań sympatycznego Francuza. Ludzie, oglądający tenis, sympatyzują z zawodnikami, którzy się czymś charakteryzują. Muszą to być tenisiści znani lub grający w sposób widowiskowy, dający się zapamiętać. Pisząc o Gaelu, widzimy barwy kolorowe – jest to postać wyrazista, ciekawa, interesująca, lubiana przez tłumy. Kibice tenisa, patrząc na mecze Monfilsa, widzą zawsze coś niezwykłego, specyficzny styl gry tego chłopaka.
Po co o tym piszemy? Gael Monfils został najstarszym zwycięzcą turnieju ATP od roku 1977, dokonując tego w wieku 38 lat. Przechodząc przez to australijskie wydarzenie, w plażowych klapkach na stopach, będąc turystą na urlopie. Przemierzając tę drogę turnieju w Auckland, stracił jednego seta. Żebyśmy byli świadomi tego wszystkiego, o czym tutaj dywagujemy – ten chłopak przełamuje niezwykle bariery, osiągając coś niezwykłego. Gael Monfils zapisuje się tym samym w historii tenisa, wyprzedzając największych.
US Open 2016
Rok 2016 dla fanów tenisa mógł wydawać się przełomowy. Gilles Muller, Jan Satlar, Nicolas Almagro, Marcos Baghdatis, Lucas Pouille. Ktoś może się zastanawiać co to za nazwiska? Są to osoby, które Gael pokonał na kortach Flushing Meadows, w dzielnicy Queens, po drodze do półfinału. Idąc dalej, Francuz nie stracił z tymi poważnymi zawodnikami seta.
. Tak, doszedł do półfinału Wielkiego Szlema, w sposób perfekcyjny. Gael pokonał wyżej wymienionych zawodników, nie zmieniając koszulki, używając antyperspirantu Old spice w sposób zachowawczy. Fani tenisa myśleli, że to jest ten moment. Wszyscy spodziewali się, że to będzie czas triumfu Francuza. Lud myślał, że półfinałowy mecz przeciwko Nole Djokivicowi może być przełomowy. Niestety, rzeczywistość okazała się okrutna. Monfils „nie dojechał” na korcie im. Artura Asha’e. Serb wygrał ten mecz w sposób pewny i bezdyskusyjny. Francuz grał na swoim poziomie tylko w trzecim secie. Licznie zgromadzeni kibice byli zawiedzeni, jednoczenie akceptujący fakt, że Serb jest tego dnia nie do pokonania. Największa szansa Francuza została zaprzepaszczona. Ten wieczór w wielu polskich domach stał się domeną porażki. Członkowie redakcji ZPWS byli niemal duszą w Nowym Jorku, jednak polegali razem z Gaelem. Ich sen tego wieczoru był równie słaby, co rodziców dziecka w trakcie grypy żołądkowej, czyli popularnej jelitówki.
Dywagacje
Ten sierpniowy wieczór był najbliższy ogromnego sukcesu, biorąc pod uwagę stawkę tego wydarzenia. Gael Monfils był wtedy na fali, grał bardzo dobrze, pokonywał kolejne przeszkody w sposób wyraźny, niczym Alberto Tomba w Calgary, pokazując urozmaicony tenis. Czego zabrakło? Możemy dywagować, ale w naszym odczuciu, Francuz nie posiadał „genu zwycięzcy”. Rywalizował w czasach z legendami tenisa, czyli Rogerem Federerem, Rafą Nadalem i Novakiem Djokivicem, nie potrafiąc się do nich zbliżyć, nawet na moment.
Tylko co z tego wynika, poza walką do końca? Gael nigdy nie udźwignął ciężaru gatunkowego poszczególnych, najważniejszych spotkań. Grał w nich, jak nie on, był ostatecznie sparaliżowany. Wszyscy myśleli, że jest gotowy na zdobycie Wielkiego Szlema. Rzeczywistość okazała się podłą weryfikacją. Ten chłopak odbijał w sposób wyjątkowy. Będąc przyklejonym do końcowej linii, trafiając niemal każdą piłkę w punkt, bez większego znaczenia czy to bekhend czy forhend.
To był po prostu on – idealny, perfekcyjny, jedyny w swoim rodzaju. Możemy gadać głupoty, ale żałujemy, że ten wspaniały tenisista nie wygrał wtedy decydującego pojedynku. Gael Monfils nie schodzi jeszcze ze sceny i nadal zgłasza gotowość do zrobienia wielkich rzeczy. Za moment zaczyna się całkiem niezły turniej w Melbourne, dlatego będziemy wciąż spoglądać z zaciekawieniem na wesołego Francuza.

