Za nami półmetek londyńskiego grania. Na placu boju pozostały najlepsze 16 – u pań i panów. Wimbledon wchodzi w decydującą fazę. Z szóstki Polaków został rodzynek, ten najbardziej doświadczony – Hubert Hurkacz. Polak w walce o ćwierćfinał zmierzy się z Niemcem, Janem-Lennardem Struffem.
Od poniedziałku do soboty mieliśmy okazję zobaczyć 224 mecze w obu drabinkach turniejowych. Do rozegrania zostało zaledwie 30 gier – tych najważniejszych. Były chwile radosne, wiele niespodzianek i świetnych spotkań. Tegoroczny Wimbledon nie zawodzi.
Już pierwszego dnia polscy kibice otrzymali bolesnego kopniaka w kostkę, w postaci porażki Mai Chwalińskiej. Polka pewnie zmierzała po 1-rundowe zwycięstwo, na tablicy wyników w pewnym momencie było już 6-2, 5-2 40-30 i piłka meczowa. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że za chwilę nastąpi niefortunny ślizg Mai, który spowoduje uraz stawu skokowego. Od tego momentu zaczęła się inna gra – walka z bólem, nie z przeciwniczką. Ostatecznie losy meczu odwróciły się i triumfowała rywalka z Tajlandii. Wtedy mieliśmy okazję przekonać się o tej drugiej stronie sportu – nie do końca pięknej, ale też nieprzewidywalnej. Pech jednej przyniósł największe chwile radości w karierze dla drugiej.
Wczoraj z turniejem pożegnała się obrończyni tytułu, Iga Świątek. Pokonała ją Filipinka, Eala. Wymowne było to, że przed meczem można było spodziewać się takiego obrotu spraw. Nie był to dobry tydzień w wykonaniu najlepszej polskiej tenisistki. Wciąż oglądamy podobny schemat, który sprowadza się do podobnych wniosków – Iga męczy się na korcie. Nie wychodzi tam dla przyjemności, lecz za karę. Nie cieszy się tenisem, cierpi, odbijając kolejne piłki. Jeżeli ten obraz gry się nie zmieni, trudno będzie jej utrzymać miejsce w ścisłej czołówce rankingu. Za chwilę straci prawie 2000 punktów. Była zmiana trenera, nie widzimy poprawy w jej grze. Powtarzają się te same błędy – przede wszystkim rywalki nie boją się już grać z polską mistrzynią.
Iga nie wygląda dziś jak tenisistka z absolutnego światowego topu. Ten pociąg niestety wydaje się odjeżdżać z coraz większą prędkością. Jeśli chce do niego ponownie wsiąść, wiele będzie musiało się zmienić.
W zupełnie innym nastroju do dzisiejszego spotkania przystąpi Hubert Hurkacz. Potyczki z Ruudem, Offnerem i Paulem pokazały, że wciąż tkwi spory potencjał tenisowy u reprezentanta Polski. Może imponować szczególnie końcówka drugiego seta z Amerykaninem. Od tego momentu HH wszedł na wyższe obroty i już ich nie obniżył. Kolejnym rywalem Polaka będzie doświadczony Niemiec, Struff. Jest to gracz bazujący na mocnym serwisie, który od czasu do czasu potrafi o sobie przypomnieć najlepszym. Jednak nie oszukujmy się, perspektywa ćwierćfinału jest jak najbardziej realna. Polak podchodzi do tego meczu jako faworyt i należy oczekiwać awansu do ćwierćfinału.
Przypomnijmy, że to właśnie na londyńskim kortach Hurkacz osiągnął życiowy wynik w w 2021 roku. Wtedy też „zakończył karierę” mistrza Federera i osiągnął wielkoszlemowy półfinał. Okazał się w nim słabszy od Matteo Berettiniego. Do dzisiaj nie udało mu się poprawić tego wyniku. Trzeba powiedzieć, że nie zbliżył się nawet do tego świetnego rezultatu. Dziś wydaje się to już bardzo odległą historią, którą możemy chociaż na chwilę odtworzyć i uśmiechnąć się.
Dzisiejsza pogoda za oknem nas nie do końca rozpieszcza, w przeciwieństwie do planu gier na londyńskich kortach. Możemy tam znaleźć kilka świetnie zapowiadających się potyczek, szczególnie w drabince pań, gdzie każdy z czterech pojedynków wygląda świetnie.

Jak widzimy – hit goni następny szlagier. Niedziela zapowiada się wybornie dla fanów odbijania żółtej piłeczki. Można powiedzieć, że to idealna przystawka przed wieczornym meczem 1/8 mundialu pomiędzy Brazylią i Norwegią. Sportowa niedziela w pełnej krasie – nic tylko oglądać!


Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta