Czas… Mała rzecz, którą zrobisz jest więcej warta niż te wielkie, które planujesz. Czasu nie można zamrozić, odłożyć, pożyczyć. Niczego nie można przyspieszyć ani opóźnić. Można go jednak zmarnować, stracić, pozwolić, by ktoś – coś – go zabrał. Można go też świetnie zagospodarować i docenić każdą chwilę. Wszystko ma swój czas – czas sadzenia i czas zabierania, czas smutku i czas śmiechu, czas milczenia i czas mówienia, czas pracy i czas odpoczynku, czas…
Pozwoliłem sobie zacytować wpis Jacek Magiera sprzed kilku miesięcy, który dzisiaj jest jeszcze bardziej wymowny niż w dniu publikacji. Ten piękny tekst o przemijaniu porusza i skłania do refleksji. Każe zatrzymać się na chwilę i pomyśleć. Nie spieszyć się – tylko usiąść na ławce, przejść się leśną ścieżką, spojrzeć na naturę i wyciszyć się.
Trener w udzielanych wywiadach zawsze podkreślał, jak istotne jest pielęgnowanie więzi rodzinnych. Takim właśnie był człowiekiem – dobrym, uczynnym, troskliwym. Na pierwszym miejscu w hierarchii priorytetów zawsze pozostawał dom. Ogromną wagę przywiązywał do wartości i przekazu, jaki zostawiał swoim dzieciom.
Niedzielne media społecznościowe obiegł gol z rzutu wolnego 12-letniego syna trenera – Jana. Po trafieniu młody chłopak w piękny sposób oddał hołd swojemu ojcu. Trudno sobie wyobrazić, co przeżywał w tamtym momencie. Oglądając to nagranie, naprawdę szklą się oczy.
Nieprzypadkowo w sieci dominowały pełne szacunku i ciepła wpisy o trenerze. Pokazały one jedno – jak bardzo był ceniony jako człowiek. W pierwszej kolejności widziano w nim dobrą osobę, która pomogła niejednemu młodemu, często krnąbrnemu piłkarzowi. Słynął z załatwiania trudnych spraw za pomocą rozmowy – nie interesowało go wyłącznie to, co zawodnik pokazuje na boisku. Sięgał znacznie głębiej, budując relacje oparte na zaufaniu i zrozumieniu.
Jacek Magiera był z wykształcenia historykiem i wielkim miłośnikiem książek. Jego ulubione dzieło „Szczęście czy fart?” autorstwa Alexa Roviry i Fernando Triasa de Besa. To przypowieść o dwóch rycerzach poszukujących czterolistnej koniczyny. Lektura wywarła na nim tak duże wrażenie, że postanowił dzielić się nią z innymi. Początkowo trener przepisał swój jedyny egzemplarz na komputer, aby następnie wydrukować go w celu rozpowszechniania. Kiedy wydawnictwo zleciło dodruki, wykupił cały polski nakład książki, w celu rozdawania jej swoim podopiecznym – jako inspirację i przekaz. Dziś zdobycie jej w Polsce jest bardzo trudne, ale można przypuszczać, że wkrótce się to zmieni.
Warto przytoczyć także krótkie wspomnienie. Jako młodzi chłopcy z Bukowna mieliśmy okazję spotkać trenera Magierę. W 1999 roku, przed finałem turnieju im. Marka Wielgusa o mistrzostwo Polski, wśród zaproszonych gości znalazł się 22-letni wówczas piłkarz Legii Warszawa. Podszedł do nas – 11-latków – zainteresował się, jak to możliwe, że chłopcy z nikomu nieznanego miasta znaleźli się w tamtym miejscu. Wymieniliśmy kilka kurtuazyjnych zdań, następnie trener przekazał słowa otuchy przed najważniejszym meczem w naszym młodym życiu. Już wtedy można było wyczuć w nim coś więcej – spokój, świadomość i życiową mądrość.
Jacek Magiera nigdy nie był stereotypowym piłkarzem. Wyróżniał się ponadprzeciętnym intelektem, niezwykłą elokwencją, żelazną etyką pracy i sposobem, w jaki traktował drugą osobę. Był po prostu dobrym, ciepłym człowiekiem. Takim pozostanie w pamięci wielu ludzi.
Nie wszystko da się zatrzymać. Dla każdego przewidziany jest inny scenariusz, nad którym nikt nie ma realnej kontroli. Każdy pisze swoją własną historię, z której zostanie zapamiętany. To tylko pokazuję, jak ulotne jest ludzkie życie.
„Czas… Mała rzecz, którą zrobisz jest więcej warte niż te wielkie, które planujesz. Czasu nie można zamrozić, odłożyć, pożyczyć. Niczego nie można przyspieszyć ani opóźnić. Można go jednak zmarnować, stracić, pozwolić, by ktoś – coś – go zabrał. Można go też świetnie zagospodarować i docenić każdą chwilę. Wszystko ma swój czas – czas sadzenia i czas zabierania, czas smutku i czas śmiechu, czas milczenia i czas mówienia, czas pracy i czas odpoczynku, czas…”



Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta