Hit kolejki, którego może nie być. Wisła mówi sprawdzam

W ramach 24. kolejki Betclic I ligi Śląsk Wrocław podejmie Wisła Kraków. Ten hitowo zapowiadający się mecz ma odbyć się jutro o godzinie 17.30. No właśnie – czy tak się stanie?

Biała Gwiazda jest liderem tabeli, mając dziewięć punktów przewagi nad drugą w zestawieniu Polonia Warszawa. W tym roku nie gra jednak najlepiej w piłkę, pozostając od trzech meczów bez zwycięstwa. Mimo to pod Wawelem nie słychać jeszcze syren alarmowych, ponieważ przewaga w tabeli wciąż wydaje się stosunkowo bezpieczna.

W Krakowie w tym tygodniu nie brakowało tematów – dyskusje o referendum, podwyżki biletów MPK czy wczorajsza eksplozja naczepy tira w Nowej Hucie. Jednak w świecie piłki mówi się przede wszystkim o jednym nazwisku: Jarosławie Królewskim. Tym razem nie chodzi o historię z drinkiem w Davos, lecz o postawienie się patologii „uprawianej” przez Śląsk Wrocław.

Mowa oczywiście o starym, dobrze znanym temacie wpuszczania kibiców Wisły na mecze wyjazdowe. Sprawa ta od kilkunastu miesięcy wraca jak bumerang – wiele klubów w Polsce zamyka sektor gości dla fanów Białej Gwiazdy, tłumacząc to względami bezpieczeństwa.

Przyznamy szczerze, że rzadko kiedy zgadzamy się z tym, co robi/mówi prezes i właściciel klubu z Reymonta. W tym przypadku trudno nie wyrazić się inaczej niż – „1906 poparcia dla szefa”. Takie zdania można przeczytać, w niemal każdym wpisie pod postami Królewskiego.

Najpierw pojawił się komunikat Śląska ze starą śpiewką, że chodzi o bezpieczeństwo uczestników wydarzenia. Bo wiecie, kibice Wisły przyjeżdżają na stadiony gości, demolują muszle klozetowe i zabierają krzesełka do Krakowa. Przekonali się o tym przecież w Wiedniu, Pruszkowie, Brugii, Kołobrzegu czy Trnawie. I tutaj dochodzimy do kulminacji całej tej historii.

Szala goryczy przelała się po środowym „wystąpieniu” prezesa Śląska, Remigiusza Jezierskiego – byłego piłkarza i komentatora. Popularny „Remik” w trakcie audycji Radia Wrocław twierdził, że jest to jego suwerenna decyzja, podjęta bez nacisku środowisk kibicowskich. Używał też wielu argumentów, które trudno uznać za przekonujące. Można było odnieść wrażenie, że jest zdenerwowany, niepewny tego, co mówi i momentami gubi się w swoich wypowiedziach. Ogólnie mówiąc, jego mowa ciała była bardzo zła.

Po dwóch dniach przepychanek stanowisko Wisły Kraków zostało podtrzymane i jest jednoznaczne – klub nie stawi się na meczu 24. kolejki Betclic I ligi. Powód?

„Powstaje uzasadniona obawa, czy organizator meczu (Śląsk Wrocław) jest w stanie zapewnić odpowiedni poziom ochrony również zawodnikom pierwszej drużyny Wisły Kraków, członkom sztabu szkoleniowego oraz delegacji klubowej podczas pobytu we Wrocławiu i w trakcie samego meczu”.

Co grozi Wiśle? Trudno jednoznacznie powiedzieć, ponieważ scenariuszy jest kilka. Polski Związek Piłki Nożnej będzie mógł podjąć decyzję dopiero po terminie meczu, który – przynajmniej na ten moment – prawdopodobnie się nie odbędzie. Chyba że jeszcze dziś nastąpi jakiś przełom. Kto wie.

Spotkanie ma rozpocząć się jutro o 17.30, więc teoretycznie Wisła mogłaby ruszyć w drogę nawet jutro rano. Kierowca klubowego autokaru zapewne pozostaje w gotowości. Trudno jednak uwierzyć, że taki scenariusz jest realny.

fot. flashcore

Fakty są takie, że Śląsk Wrocław poważnie się skompromitował. Zasłanianie się kwestiami bezpieczeństwa brzmi dziś absurdalnie. Nie ma bowiem żadnych przesłanek, które wskazywałyby na realne zagrożenie ze strony przyjezdnych.

Drugi argument, który się przewija, brzmi: „bo inni też przecież nie wpuszczali”. Przyznamy, że to mocne – brzmi to jak uzasadnienie zasłyszany w przedszkolnej sali. Podczas rozmów dzieci w piaskownicy można usłyszeć podobne tłumaczenia, gdy kłócą się o foremki i grabki. Różnica polega na tym, że tutaj mówimy o przynajmniej teoretycznie – poważnym klubie piłkarskim. Nie o kilku latkach, dla których liczy się tylko i wyłącznie zabawa od świtu do zmierzchu.

Kolejny argument dotyczył policji. Śląsk miał konsultować decyzję ze służbami, jednak – jak się okazało – nie do końca tak było. Komendant Miejskiej Policji we Wrocławiu przyznał wprost, że decyzja została podjęta arbitralnie przez klub WKS Śląsk Wrocław.

Z niecierpliwością czekamy więc na reakcję ze strony PZPN. Być może wreszcie zostaną podjęte konkretne kroki, które zakończą tę fikcję uprawianą przez kolejne kluby. Wydawało się już, że temat kibiców Wisły powoli odchodzi w zapomnienie. Jak widać – niesłusznie.

Można przypuszczać, że Śląsk dostanie po kieszeni. Pytanie tylko, czy cokolwiek to zmieni, skoro ostatecznie kara i tak zostanie opłacona z publicznych pieniędzy. I tak koło się zamyka.

Kowal

kowal
kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta