Wczoraj w Bukownie padły strzały. Nie strzelał jednak nikt z zawodników miejscowego Bolesława. Ci ruszyli na wyjazd do Wielmoży, gdzie dwa razy rzeczywiście trafili, ale ostatecznie sami dali się rozstrzelać.
Nie o piłce tym razem, bo rzecz stała się jednak znacznie poważniejsza. W Bukownie doszło do scen, które już wiele razy miały tutaj miejsce. Kto w tym miasteczku dorastał i spędził swoje dzieciństwo, ten wie jak bardzo specyficznie tutaj się oddycha.
„Nie znali się” – zeznał jeden z postrzelonych.
Nie znali się. W Bukownie. Nie znali się.
W Bukownie znają się wszyscy. A przynajmniej wszyscy wiedzą o sobie praktycznie wszystko. Pisałem o tym już kiedyś, przy okazji tekstu o słynnym Kumanie:
„W Bukownie nawet jak ludzie się nie znają, to wiedzą o sobie praktycznie wszystko. Taka jest specyfika tego miasteczka, które w latach 90. sypnęło piłkarskimi talentami. Jest to fakt niezaprzeczalny”.
Kuman – największy piłkarski talent spod tartaku/11/10/2023r.
Jak się okazuje po raz enty miasto nie tylko sypnęło piłkarskimi talentami.
Czego w tym miasteczku już nie było? Bukowno wiele razy gościło na ustach całej Polski. Zazwyczaj ta gościna miała związek z makabrycznymi sytuacjami i zdarzeniami.
Kto dorastał w tym miasteczku, ten doskonale zdaje sobie sprawę jak to wszystko wygląda.

Robić za bardzo nie ma tu co, stąd uciech trzeba szukać na wieloraki sposób. Wspólnie wypijany alkohol w różnych zakamarkach miasteczka też czasem się ulewa. Jedno i to samo, dzień w dzień. Te same twarze. Te same miejsca. To samo życie i te same historie. Może się znudzić. A co gorsze, czasem może się też przelać czara goryczy.
Pif paf
Wczoraj przelała się po raz kolejny. Chłop nie wytrzymał, poszedł do domu po broń i odpalił dwóch kompanów od kieliszka. Nie będziemy dociekać konkretnego powodu tej waśni. Pewnie był zupełnie błahy, a może był zupełnie poważny. Padły strzały. Dziś jeden z postrzelonych już nie żyje. O Bukownie znowu mówi cała Polska.
Miasto, które już dawno umarło
Bo co właściwie robić w Bukownie, kiedy już człowiek skończy pracę? To miasto już dawno umarło. Starsi praktycznie nie wychodzą z domów. Raz w tygodniu jarmark, kościół, może jeszcze cmentarz i właściwie można wracać.

Młodzi, nawet jeśli chcieliby coś wymyślić, nie bardzo mają z czego. Ambitniejsi pouciekali, reszta kisi się jak ogórki w słoiku. Stoją pod klatkami z rękami w kieszeniach i obserwują. Czasem ktoś zagwizda, ktoś stanie, ktoś do kogoś zagada. Zazwyczaj wystarczy tylko spojrzenie i już wszystko jest jasne. Generalnie jednak przemykają między blokami bez większego celu. Tu się zapali, tam wypije i tak leci.
Wypić oczywiście trzeba w plenerze, bo pod dachem nie bardzo jest gdzie. Można przejść spory kawałek do słynnego Trampu, ale raz, że trzeba coś zapłacić, a dwa – przede wszystkim jest daleko. Zostają więc okoliczne zarośla.
Lasek koło cmentarza od lat sprzyja tego typu schadzkom. Między cmentarzem a domkami jednorodzinnymi, na nieszczęście, zostało jeszcze kilka drzewek. Miejscowi lubią tam opróżniać butelki. Często z gwinta lub jak kto woli z tak zwanej centrali.

Mieszkańcy pobliskich domów narzekają, ale chyba już się przyzwyczaili. Przyzwyczaili jak do dzików, które również chętnie podchodzą tam na przekopy.
Uniesienie alkoholowe w tym mieście zabrało życie już wielu mieszkańcom. Samobójstwa, spalenia żywcem, zadźgania nożem czy rozpuszczenie zwłok w szambie to tylko niektóre z makabrycznych historii, które wydarzyły się nad Sztołą. Strzały lata temu też już były. Na torach życie stracił dobrze zapowiadający się zawodnik miejscowego klubu. Była obława, psy tropiące, helikoptery i cuda na kiju. Dzisiaj historia się powtarza.
Jutro wszystko wróci do normy. Ktoś pójdzie do pracy, ktoś do sklepu, ktoś pod klatkę. Ktoś wieczorem otworzy piwo, ktoś pójdzie do lasku i pociągnie z centrali. Życie potoczy się dalej, jakby nic się nie stało.
Przypadek?
I tutaj trzeba wrócić do słowa „przypadek”. Można przecież powiedzieć, że to, co wydarzyło się wczoraj, było właśnie przypadkiem. Ale przypadek jest wtedy, kiedy Jacek w piekarni spotka drugiego Jacka, a obsłuży ich trzeci Jacek.
Tych „przypadków” w Bukownie było już multum. I może właśnie tym razem warto się zastanowić, dlaczego w tym małym miasteczku kolejny raz musiało stać się takie dziadostwo żeby cała Polska przypomniała sobie, że takie miejsce w ogóle istnieje.
I choć można się z tego miasta śmiać, można się na nie złościć i można mieć dość tego, że znowu trafia na pierwsze strony gazet z powodów, z których nikt normalny nie chciałby być znany, to Bukowno zawsze będzie miało swoje miejsce w sercu tych, którzy się tutaj wychowali. Tego nie da się wymazać.
ST
***
Policja prowadzi postępowanie, prokuratura również. Wczoraj około 19:00 w Bukownie wszyscy już wiedzieli, kto, co i jak. Rano okazało się, że wszystko się potwierdziło.








Wychowalam sie w nim w kochanym Bukownie
Większosc tych zdarzeń pamietam i kojarze
Bukowno jest kolepka ludzi z roznych regionow Polski i róznych kultur Ale do glowy tez przychodza mi slowa ktore kiedys uslyszalam od lekarza ktory nas obslugiwal w szpitalu „w Bukownie jest dużo chorob psychicznych i onkologicznych stezenie ołowiu w srodowisku robi swoje ”
Moze w tym jest rzecz ?
Przez 35 lat nie slyszalem o polowie tych historii.