Z małego miasta, wielkie sny. Wiktoria Lorek z brązem Mistrzostw Świata w Bangkoku!

Wprost z Tajlandii do małego miasteczka nad wyschniętą Sztołą dotarły w ostatnim czasie cudowne sportowe wieści. Wiktoria „Wiki” Lorek wywalczyła brązowy medal w kategorii U18 Ne-Waza No-Gi 63 kg podczas Mistrzostw Świata w Ju-Jitsu w Bangkoku, zapisując się tym samym w historii lokalnego sportu.

Wiki ma zaledwie 16 lat i jest uczennicą IV Liceum Ogólnokształcącego im. K.K. Baczyńskiego w Olkuszu. Rodowita bukowianka ze sportem jest związana praktycznie od zawsze. Na matę trafiła w wieku 6 lat, a pierwsze kroki stawiała w Szkole Podstawowej nr 2 w Bukownie pod czujnym okiem trenera Andrzeja Badeńskiego.

Z czasem, by rozwijać swoje możliwości i mierzyć wyżej, przeniosła się do Klubu Sportowego Sparta Jaworzno, w którym trenuje do dziś. To właśnie tam, otoczona profesjonalną kadrą i ogromnym zaangażowaniem trenerów, systematycznie budowała formę, która zaczęła przekładać się na medale. Wiki, bo tak mówią na nią wszyscy to wielokrotna medalistka zawodów w Polsce, a także zawodniczka regularnie startująca poza granicami kraju. Rok temu w Chorwacji sięgnęła po brązowy medal Pucharu Świata.

fot. ML

Głos pełen dumy i emocji, czyli mama Misia o sukcesie córki

Jej mama, pani Michalina od zawsze pieszczotliwie przez wszystkich zwana Misią, prywatnie moja dawna koleżanka z przedszkola i podstawówki – nie kryje wzruszenia, dumy i radości:

No co Ci mam powiedzieć? Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Cieszymy się, że przeżyła taką wielką przygodę w tym pięknym kraju. Jesteśmy też dumni z tego, że poleciała tyle tysięcy kilometrów, stanęła do walki z najlepszymi zawodniczkami z całego świata. To jest naprawdę coś niesamowitego. Uważam, że w pełni na ten sukces zapracowała i zasłużyła na ten medal. To najważniejszy medal w jej kolekcji.
Cały rok pracy i startów pod Polskim Związkiem Ju-Jitsu Sportowego zaowocował powołaniem Wiki na Mistrzostwa Świata w Tajlandii. Wyjazd niestety musieliśmy pokryć z własnych środków. Na szczęście Klub Sparta dołożył wszelkich starań, by znaleźć sponsorów, którzy nas wsparli. Zorganizowaliśmy też drugą zbiórkę i udało się zebrać porządną kwotę. Sporo pomogła nam również rodzina i zarząd firmy, w której pracuję.
Wszystkim z całego serca dziękujemy!

Michalina Lorek – mama Wiktorii

Ta wypowiedź najlepiej oddaje, jak wiele serca, pracy i poświęceń kryje się za jednym medalem. Za jednym startem. Za jednym marzeniem, które właśnie trafiło do szuflady z karteczką – spełnione.

fot. Polski Związek Ju-Jitsu Sportowego

Zawodniczka ze złotym charakterem. Talent, który zasługuje na wsparcie

Sukces Wiki to nie tylko osobisty triumf, ale także piękny sygnał dla środowiska sportowego: w małych miejscowościach rosną prawdziwe sportowe skarby. Są ambitne, pracowite, konsekwentne. Tyle że zbyt często muszą walczyć nie tylko na macie, ale również z brakiem dofinansowań, brakiem systemowego wsparcia i finansowymi barierami, które nie powinny dotyczyć sportowców reprezentujących Polskę na arenie międzynarodowej.

fot. Polski Związek Ju-Jitsu Sportowego

Takie talenty jak Wiktoria to chodzące złoto. Złoto, które z roku na rok błyszczy coraz mocniej, pod warunkiem, że ktoś pomoże je szlifować.

Dziś cieszymy się z brązu Mistrzostw Świata. Ale kto wie, jak daleko może zajść Wiki, jeśli otrzyma wsparcie, na jakie naprawdę zasługuje?

Tam, gdzie rodzą się charaktery

W Bukownie sport od zawsze płynął ludziom w żyłach. Choć życie bywa przewrotne i często pisało dla mieszkańców własne scenariusze. Często los potrafił zbaczać z najlepiej zapowiadających się ścieżek, to jednak dziś widać, że Wiktoria jest na najlepszej drodze, by dalej tworzyć swoją piękną historię, a przy okazji wspaniale rozsławiać rodzinne Bukowno.

Miasto to od lat kryje w swoim spisie mieszkańców osoby o ogromnych sportowych talentach, lecz niewielu z nich udało się przebić i trwale zapisać na kartach historii. Niektórzy zmęczeni życiem ze spuszczoną głową spacerują z psiakiem po Bukownie, inni z łezką w oku opowiadają, że mieli papiery na to by żyć ze sportu. Na szczęście Wiki do tej grupy „niewykorzystanych talentów” nie należy.

Kiedy patrzę dziś na Wiktorię, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czas zatacza koło. W jej ruchach, w mimice, w sposobie bycia widzę jej mamę. Jakby ktoś przed chwilą otworzył drzwi do przeszłości. Od razu człowiek cofa się pamięcią do lat 90., do tamtych beztroskich dni, kiedy całymi dniami kopało się piłkę na podwórkach, a pragnienie gasiło legendarną pomarańczową Kaskadą. To niesamowite, jak podobieństwo między pokoleniami potrafi obudzić wspomnienia. A dziś te wspomnienia splatają się z dumą i podziwem, patrząc na drogę, którą Wiktoria właśnie pisze.

Pisz, dziewczyno, swoją piękną historię dalej!

Jeden komentarz