Była jedna szansa i jest jeden medal!
Mistrzostwa Świata w lekkoatletyce 2025 już za nami, więc czas na rozliczenie moich przewidywań sprzed tygodnia, które można przeczytać tutaj:
Przed mistrzostwami pisałem, że Polska jedzie do Tokio z liczną kadrą, ale realnie tylko z jedną medalową szansą i to mocno niepewną. Wskazywałem, że jeśli ktoś ma dać nam medal, to będzie to Maria Żodzik w skoku wzwyż, przy założeniu, że pobije rekord życiowy, czyli przeskoczy granicę dwóch metrów. Pisałem też, że reszta kadry będzie się cieszyć z życiówek i finałów, a nie z podium. Dziś, po zakończeniu mistrzostw, mogę powiedzieć jedno: dokładnie tak było.
Maria Żodzik w deszczowym finale skoku wzwyż pokonała 2.00 m, poprawiła życiówkę i zdobyła srebro, przegrywając jedynie z Nicolą Olyslagers, pozostawiając w pokonanym polu wielką faworytkę, rekordzistkę świata Yaroslavę Mahuchikh. To jedyny medal dla Polski, a zarazem potwierdzenie moich słów sprzed mistrzostw, że mamy jedną, realną szanse medalową. Bez tego wyniku wrócilibyśmy do domu z pustymi rękami, jak w 1987 roku.
Co więcej, Żodzik dokonała tego w trudnych warunkach pogodowych deszczu i chłodzie. Po przerwie spowodowanej ulewą, ona jako jedyna pokonała poprzeczkę, a łącznie z koleżankami wykonały po tej przerwie 17 skoków. Żadna inna zawodniczka nie pokonała po przerwie poprzeczki ani razu, co dodatkowo podkreśla wagę jej sukcesu.
Reszta kadry – życiówki i finały zamiast podium
Przewidywałem, że Polacy mogą rekordy życiowe i wchodzić do finałów, ale światowa czołówka okaże się poza zasięgiem. I faktycznie tak było. Najbliżej kolejnego medalu była sztafeta mieszana 4×400 m. Przed mistrzostwami pisałem o niej, że może znów dostarczyć emocji nam emocji, pod warunkiem, że wystartujemy w pełnym składzie, tj. z Natalią Bukowiecką, a lider męskiej kadry na 400m Maksymilian Szwed, utrzyma swoją formę do tych mistrzostw. I tak się stało.

Sztafeta przegrała brązowy medal na ostatnich krokach, gdy Justyna Święty – Ersetic dała się wyprzedzić Belgijce Ponette, przegrywając medal o 0,02. Był to jednak nadspodziewanie dobry występ i całej czwórce (z Kajetanem Duszyńskim) należą się brawa.
Następnie wspominałem o szansach medalowych Pawła Fajdka i Anity Włodarczyk w rzucie młotem. Oboje zaliczyli dobre występy: Paweł Fajdek – 7. miejsce, Anita Włodarczyk – 6. miejsce. To dobre występny, lecz odległości przez nich osiągnięte dalekie były do pozycji medalowych.
Pozytywnie zaskoczyły sprinterki. Natalia Kaczmarek indywidualnie zajęła 4 miejsce, a z koleżankami w sztafecie zajęła 5. miejsce. Do medalu w obu przypadkach brakło dużo, ale nie zamienia to faktu, że są to miejsca bardzo dobre i lepsze od moich przewidywań. Natalii do medalu nie wystarczyłoby nawet pobicie rekordu Polki, bo trójka McLaughlin-Levrone, Paulino i Naser nie pozostawiła złudzeń, kto jest obecnie najlepszy na świecie na 400m kobiet. McLaughlin-Levrone prawie pobiła rekord świata Marity Koch z lat 70-tcyh. Wciąż jednak wynik Natalii i sztafety kobiet należy uznać za bardzo dobry. Widać, że dziewczyny dowiozły formą na mistrzostwa. Podobnie jak Pia Skrzyszowskia, dla której już sam awans do finału był wielkim sukcesem, a w finale powalczyła i zajęła 5 miejsce. Słabiej za to zaprezentowała się Ewa Swoboda, która skończyła na półfinale.
Kolejny bardzo dobry rezultat, to 7 miejsce (a pierwsze wśród zawodniczek europejskich) Klaudii Kazimierskiej. Nie tylko awansowała bez problemu do finału, ale złamała w nim barierę 3 minut i 58 sekund (3:57,95), co zbliżyło ją bardzo do rekordu Polski Weroniki Lizakowskiej. Weronika tym razem odpadła w półfinale a mimo to skończyła na 7. miejscu. Z obu tych zawodniczek będziemy mieli jeszcze dużo pociechy, co najmniej na poziomie medali mistrzostw Europy.
Pozytywnie spisały się też nasze 2 zawodniczki na 800 m, czyli Anna Wielgosz i Margarita Koczanowa. Obie poprawiły rekordy życiowe na 800 m, ale niestety w takiej obsadzie nie dało to nawet finału, a w przypadku Koczanowej nawet awansu do półfinału. U mężczyzn dobrze pokazał się Maciej Wyderka, który po dobrym biegu awansował do półfinał, a którym odpadł, ale po walce. Ich wyniki były zgodne z moimi przewidywaniami, w których piałem, że dobre rezultaty Polaków i rekordy życiowe nic nie dadzą, bo świat na 800 m strasznie nam odjechał.
Kobieca sztafeta 4x100m awansowała do finału, ale tam pobiegła słabo, a dodatkowo została zdyskwalifikowana za przekroczenie strefy zmian.
Pozytywnie spisali się nasi oszczepnicy, choć akurat z drugiego szeregu, czyli Dawid Wegner i Małgorzata Maślak-Glugla, którzy w eliminacjach bili życiówki i awansowali do finału. Tam nie odegrali jednak większej roli. 85,67 m w eliminacjach i finał oszczepu.
Dobre wyniki w chodzi zaliczyli też Katarzyn Ździebło i Maher Ben Hlima, którzy na 20 km byli odpowiednio na 5 i 10 miejscu.
Nie obyło się także bez rozczarowań
Wielu zawodników zawiodło moje oczekiwania. Dużo więcej spodziewałem się np. po Cyprianie Mrzygłodzie i Marii Andrejczyk rzucie oszczepem (brak awansu do finału), Adriannie Sułek-Schubert, która marzyła o podium, a skończyło się na 15. miejscu w siedmioboju (choć w kuli poprawiła PB), Jakubie Szymański, który znów zawiódł w dużej imprezie stadionowej, a także Filipie Raku, którego „spacer” i późniejszy wywiad przejdą do historii.

Kinga Królik na 3000m z przeszkodami również nie powalczyła, ale wytłumaczeniem jest kontuzja, jakie doznała na jednym z ostatnich mitingów przed mistrzostwami. Rozczarowaniem, choć zgodnym z przewidywaniami był też występ skoczkiń w dal czy Piotra Liska.
Podsumowując, moja analiza się sprawdziła
Mój wcześniejszy tekst nie był przesadnym pesymizmem, to była chłodna analiza. I dziś, patrząc na wyniki z Tokio, mogę powiedzieć, że miałem rację. Polska zdobyła tylko jeden medal, większość zawodników wycisnęła z siebie maksimum, ale światowy poziom odjechał nam dalej niż chcielibyśmy przyznać. Żeby wrócić do medalowych żniw, potrzebne będą lata pracy. Światełko w tunelu widać bardzo słabe i bardzo daleko.





Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta