Nie żyje Werner Lorant

W niedzielę Wielkanocną zza zachodniej granicy dotarły do nas przykre wieści. W wieku 76 lat zmarł Werner Lorant, niemiecki trener kojarzony głównie z TSV 1860 Monachium, gdzie został okrzyknięty legendą.

Nie od dzisiaj wiadomo, że wychowywaliśmy się na niemieckiej piłce lat 90. W sobotę o 19 nie czekaliśmy na dobranockę, tylko na program „RAN” na SAT 1. Oglądaliśmy w nim skróty spotkań z minionej kolejki najwyższej klasy rozgrywkowej nad Renem. Właśnie tam kształtowała się naszą wiedza na temat piłki nożnej. W meczach „koło cmentarza” byliśmy Juskowiakiem, Nowakiem czy też Bałuszyńskim. Podziwialiśmy całą otoczkę meczową Bundesligi z każdym najmniejszym szczegółem. Cały tydzień był wyczekiwaniem na studio. Nie mieliśmy telefonów, nie znaliśmy wyników, a jedynym źródłem informacji była telegazeta oraz „papier”. Zwroty: die latte, pfosten, tooor, wykrzykiwane przez legendarnego Jorga Wontorrę do dzisiaj mamy w uszach. Te magazyny to było coś z innej planety. Dzięki tym transmisjom poznaliśmy wielu wybitnych piłkarzy oraz trenerów, których zapamiętamy do końca życia.

Jednym z nich był Werner Lorant. W przeszłości bardzo dobry niemiecki pomocnik, który w Bundeslidze rozegrał 325 spotkań i strzelił 46 goli. W barwach Eintrachtu Frankfurt zdobył m.in. Puchar UEFA. W 1992 roku objął stanowisko menadżera w klubie TSV 1860 Monachium, gdzie spędził 9 lat. Doprowadził klub z Monachium z 3. ligi do eliminacji Ligi Mistrzów. W sezonie 2000/2001 zespół zakończył kampanię rozgrywkową na 4. pozycji i awansował do Europy. Był to najlepszy czas dla klubu z Bawarii w erze nowożytnej. Chwilę po odejściu Loranta, zespół nie zdołał wrócić na odpowiednie tory i tuła się po niższych ligach. Obecnie jest to 3. poziom rozgrywkowy.

Klub TSV kojarzy nam się właśnie przede wszystkim z siwowłosym trenerem o bujnej czuprynie. Ta niezwykle szanowana i charyzmatyczna postać ściągnęła w tamtym czasie do „monachijskich Lwów” wielu świetnych zawodników. Moglibyśmy wymieniać i wymieniać, ale na myśl przychodzą nam m.in.: Olaf Bodden, Tomas „Icke” Hassler, Miroslav Stević, Daniel Borimirow, Jens Jeremies, Abedi Pele, Martin Max, Benjamin Lauth, czy przede wszystkim Piotr Nowak.

Na nieszczęście dla popularnych „Die Lowen” w latach 90. konkurencja w Bundeslidze była niezwykle wymagająca. Odwieczny rywal, czyli przeklęty Bayern, „Aptekarze” z Leverkusen, VFB Stuttgart i wielka trójca: Elber, Bobić, Bałakow, nie wspominając o BVB czy Schalke 04 z Polakami. Z nimi wszystkimi trzeba było się mierzyć. Chłopcy Loranta walczyli dzielnie, grając techniczną i miłą dla oka piłkę. Za estetykę w środku pola odpowiadali: Piotr Nowak, Abedi Pele oraz Miroslav Stević, a za strzelanie bramek: Daniel Borimirow, Bernard Winkler czy też Olaf Bodden. Trenerowi udało się stworzyć świetny zespół w ograniczonych warunkach. Kibice TSV do dzisiaj wspominają tamtą ekipę z wypiekami na twarzy.

Kiedy ktoś zapytałby nas, z czym kojarzy się tamta Bundesliga z lat 90., jedną z takich rzeczy jest TSV 1860 trenera Wernera Loranta. Serdecznie dziękujemy za te wspomnienia. Trenerze, spoczywaj w spokoju.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal