30 października 2026 roku zapisze się w annałach bukowiańskiego sportu. Pięć skromnych dam z małego miasteczka na stadionie Śląska Wrocław dokonało rzeczy niebywałej. Dziewczynki wygrały Tarczyński Copa Kabanosa w kategorii U-9 i zostały mistrzyniami Polski. W finale okazały się lepsze od przeciwniczek z Lechii Tomaszów Mazowiecki, zwyciężając 2:1.
Gdy emocje już opadną
Słowa piosenki „Niepokonani” nieśmiertelnej grupy Perfect pasują do dzisiejszych nastrojów po największym sukcesie, jaki wydarzył się w piłce nożnej w naszym regionie. Cóż to była za historia! Pięć skromnych dziewczynek z małego miasteczka podbiło najpierw Kraków, aby trzy tygodnie później postawić kropkę nad i we Wrocławiu. Wczoraj odbyło się to na nieco większej scenie, bo na samej Tarczyński Arenie. Nie miało to żadnego znaczenia dla naszych bohaterek, które pewnie nie do końca były świadome, ile radości wywołały wśród mieszkańców Bukowna.
Mamy wrażenie, że wszyscy wokół przeżywali to bardziej niż same dziewczynki. Spokój, uśmiech na ustach i wykonana robota – tyle w kwestii emocji u naszych bohaterek.

8 bojów w grodzie Kraka i 9 w stolicy Dolnego Śląska rozegrały uczennice SP 1. W tych 17 grach były niepokonane. W decydującej partii trenerzy oraz kibice na trybunach przeżywali nieraz palpitację serca. Gdyby ktoś miał założonego holtera, na liczniku pojawiłaby się liczba 22 tysięcy dodatkowych pobudzeń.
Decydująca bramka padła w ostatniej minucie meczu. Prostopadłym podaniem popisała się Iga Guzy, a decydującą o mistrzostwie Polski bramkę zdobyła Natasza Tomalczyk. Pamiętacie – wyjątkowy duet z eliminacji w Krakowie. Trzeba wspomnieć, że statuetka dla MVP finałów powędrowała do Igi.
Chwilę później wybrzmiał ostatni gwizdek w tym turnieju. Mogliśmy podziwiać cudowną radość wielkich bohaterek. Niepokonani, głos Grzegorza Markowskiego i mecz dziewczynek. Widzimy to.
Korzenie i siatka rybacka
Piłka w Bukownie odgrywała ważną rolę od zawsze. Co robił 9-latek w latach 90.? Interesowała go tylko i wyłącznie zabawa okrągłą, biało-czarną biedronką przed blokiem. Tak czas spędzał każdy dzieciak. Nie było smartfonów, a Commodore czy Pegasus były tylko dodatkiem.
Najważniejsze były podwórko, mecz i koledzy. Tak wyglądało beztroskie dzieciństwo chłopców z Bukowna. Bez znaczenia, czy była to „arena” koło cmentarza, boisko na słynnej Tłukience, „Wembley” czy lasek za torami. Wszędzie było to samo. W przerwie meczu szło się do okolicznego sklepu po Kaskadę. Wiecie, składka po 30 groszy i dwa łyki na łebka. Później, jeśli jeszcze wystarczyło, poprawiało się lodem solo. Przepraszam – za bardzo się rozmarzyłem.

Kiedy spojrzymy na korzenie rodzinne dzisiejszych bohaterek, widzimy właśnie podwórko, piłkę i rozgrywane mecze od rana do wieczora. No, może jeszcze mamy przed oczami siatkę rybacką leżącą w klatce na Niepodległości 1. Tę samą, która później służyła do zawieszenia na bramce. Piotr Tomalczyk (tata Nataszy), Mateusz Guzy (tata Igi) czy Jacek Jarosz (tata Zuzy) spędzali całe dnie na boisku. Ich rewirem był słynny „tartak”. To właśnie tam razem z legendarnym „Kumanem” rozgrywali swoje mecze w każdej wolnej chwili – przez całe wakacje i zawsze, gdy tylko wybrzmiał dzwonek kończący lekcje.
Bohaterki
Wczorajsze triumfatorki robią to samo. Rodzice zaszczepili w dziewczynkach miłość do sportu i wyjątkowy charakter. Już teraz przyniosło to efekty. Trzej panowie wyróżniali się na własnych podwórkach, ale z różnych względów nie wykorzystali swojego potencjału. Przyszłość ich pociech już teraz rysuje się w kolorowych barwach. Dziewczynki mają już na koncie sukces, o którym ich ojcowie mogli kiedyś tylko pomarzyć.

W tym miejscu trzeba wymienić złote medalistki, największe z największych:
Iga Guzy, Zuzanna Jarosz, Natasza Tomalczyk, Agata Imiołek, Sandra Cygańska
Pięć wspaniałych. Dziewczynki zdały egzamin celująco, ale trzeba w tym miejscu pogratulować również nauczycielom: Szymonowi Kluzie i Agnieszce Karcz. Słowa uznania należą się bezsprzecznie Tomkowi Szczepanikowi, który trenował większość dziewczynek od samego początku ich piłkarskiej drogi. Bez tych osób nie byłoby tego sukcesu. Oczywiście niezwykle ważną rolę odgrywają rodzice, co jest równie kluczowe w tej całej układance. Żeby wszystko zagrało jak należy, te wszystkie elementy puzzli musiały się połączyć – i właśnie to się wydarzyło.
– Świetna przygoda! Niesamowity sukces! Przede wszystkim ogromne gratulacje dla dziewczyn, które, nie przegrywając ani jednego meczu w całym turnieju, udowodniły, że są najlepsze w Polsce! Mimo wielu wzlotów i trudniejszych chwil, które towarzyszyły im podczas turnieju, nie straciły wiary w siebie i dopięły swego! – podsumowuje Szymon Kluza.
Spotkanie z Lewym i Don Pietro
Co teraz czeka dziewczynki? Powrót do Bukowna. Jesteśmy przekonani, że ten sukces niczego nie zmieni. Dziewczynki rano wstaną i pójdą na trening – jakby nic się nie wydarzyło. Wrócą do swoich codziennych zajęć. Z całą pewnością nie grozi im popularna sodówka – to nie jest ten moment. Już niebawem bohaterki wybiorą się jeszcze raz do stolicy Dolnego Śląska, gdzie będą mogły oglądać z bliska reprezentantów Polski. Nie każdy ma możliwość podejrzenia, jak Lewy z Zielem grają w dziadka. Nie ma co, będą wspominki na całe życie.

Dziewczynki, cieszcie się chwilą i zawsze bądźcie takie skromne i wyjątkowe, jak wczoraj we Wrocławiu. Ja jestem ukontentowany, że o tym piszę. Ludzie powinni być dumni, czytając o waszym sukcesie.




Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta