O pewnym końcu. Niełatwo

Niektóre teksty muszą poczekać. Nie da się ich napisać od razu, na gorąco. Muszą przeleżeć swoje, nabrać ciężaru i znaczenia. Czas potrafi nadać słowom moc, której wcześniej im brakuje. Albo która jest, ale ciężko w danej chwili dobrać dla niej odpowiednie słowa. Tak jest z tym tekstem. Bo nie pisze się łatwo o końcu. A takim końcem było pożegnanie Dawida Byrskiego z boiskiem.

W życiu warto doceniać wiele rzeczy. Ludzi, spotkania, wspomnienia. Zwłaszcza wtedy, gdy przychodzą momenty przypominające, jak kruche jest wszystko wokół. Wystarczy chwila i nagle uświadamiasz sobie, że nic nie jest dane na zawsze. Może właśnie dlatego ten tekst nadal nie jest łatwy. Mimo że od tamtych wydarzeń minęło już trochę czasu.

Z piłką pożegnał się Dawid Byrski.

fot. Łukasz Oczkowicz

Tak, wydarzyło się to już jakiś czas temu. Ostatni mecz został rozegrany. Jak na lokalną piłkę, jak na możliwości i zasięg, było to pożegnanie wyjątkowe. Nie zabrakło nikogo, kto tego dnia powinien być obok. Był tata, od którego wszystko się zaczęło.

fot. Łukasz Oczkowicz

Były dzieci, rodzina, przyjaciele, kibice, koledzy z drużyny i goście. Byli ludzie, którzy przez lata tworzyli jego piłkarski świat.

fot. Łukasz Oczkowicz

Kiedy schodził z boiska, zawodnicy Pogoni Miechów i Michałowianki Michałowice wraz z sędziami utworzyli szpaler. Symboliczny korytarz dla człowieka, który przez lata zostawił na murawie zdrowie, czas i serce.

Pogoń tamten mecz przegrała. Ale prawda jest taka, że nie miało to najmniejszego znaczenia. Oczywiście, zawsze lepiej kończyć przygodę zwycięstwem. Takie historie łatwiej się opowiada po czasie. Życie jednak rzadko pisze scenariusze pod nasze oczekiwania. Michałowianka przyjechała jako mocna drużyna, która należy do czołówki klasy okręgowej. Silny napastnik gości zrobił swoje i wynik poszedł w świat.

fot. Łukasz Oczkowicz

Byrski był blisko zdobycia gola w tym meczu. Bardzo blisko. Piłka minęła bramkę rywali dosłownie o centymetry. Nie wpadła do siatki. Trudno. Tak bywa w piłce.

Nie trafił wtedy. I już nie trafi. Po latach grania zawiesił buty na kołku.

Bo choć zakończył kopanie piłki, nie odszedł z Pogoni. Nadal jest jej sternikiem. I trudno dziś mówić o współczesnej Pogoni Miechów bez mówienia o Dawidzie Byrskim. Pod jego rządami klub odżył. Z miejsca, które momentami sprawiało wrażenie smutnego i pogrążonego w marazmie, stał się organizmem, którym żyje duża część miasta. Klubem, o którym się rozmawia. Na który się przychodzi. Który znowu coś znaczy i który potrafi łączyć ludzi.

fot. Łukasz Oczkowicz

Tamtego dnia ciekawie splótł się też lokalny sportowy świat. Kiedy Dawid żegnał się z boiskiem, urodzona w Miechowie Maja Chwalińska walczyła na kortach Rolanda Garrosa. Nie zdobyła wielkoszlemowego tytułu, ale zgromadziła wokół siebie tłumy kibiców śledzących jej występ na telebimie w parku nieopodal stadionu. A później ten tłum ruszył na Konopnicką.

I stadion wypełnił się po brzegi.

Były race. Były podziękowania i prezenty. Były wzruszenia, których mimo wielu prób nie udało się ukryć.

fot. Łukasz Oczkowicz

Sam zainteresowany przez długi czas zachowywał kamienną twarz. Grał twardziela, ot jakby nic. Jakby to był kolejny mecz. Kolejna ligowa kolejka. Kolejne dziewięćdziesiąt minut. Kto jednak zna Dawida, ten wie, że w jego głowie tego dnia dzieje się znacznie więcej. Wiedział, ile kosztował go ten dzień. Wiedział, że serce miało prawo pękać.

Zakończył się pewien rozdział. Taki, który trwał przez dziesięciolecia. Taki, który zostawił po sobie setki (jak nie tysiące) meczów, tysiące wspomnień i ludzi, których połączyła piłka.

fot. Pogoń Miechów

Nie każdy zawodnik potrafi odejść w takim stylu. Nie każdy ma pełne trybuny. Nie każdy doczeka momentu, w którym całe środowisko potrafi powiedzieć: „dziękujemy”. Byrski tego doczekał, bo najzwyczajniej w świecie na to zasłużył. Tym jakim jest człowiekiem i jakim był zawodnikiem. Tutaj można by postawić kropkę, albo zanucić „To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy już iść„.

Problem w tym, że nigdzie nie może iść. W jego Pogoni wciąż jest sporo roboty do zrobienia. I dobrze dla miejscowej piłki, że są ludzie, którzy nadal chcą ją wykonywać.

ST

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta