Nie każdy piłkarz kończy karierę na stadionie, na którym zaczynał swoją przygodę z futbolem. Jeszcze mniej jest takich, którzy mogą powiedzieć, że dotrzymali obietnicy złożonej wiele lat wcześniej. Przy okazji meczu Pogoni Miechów z Michałowianką Michałowice swój ostatni mecz w roli zawodnika rozegra Dawid Byrski. Chłopak, o którym śmiało mogę powiedzieć: do tańca i do różańca. Stanie się to jutro. Niestety, jutro.
Coś się zaczyna, coś się kończy. Jutrzejszy koniec będzie jednak początkiem nowego rozdziału. I choć dzisiaj te słowa brzmią jak oklepany frazes, to tak właśnie będzie.
W futbolu poznałem setki zawodników. Jedni przychodzili i odchodzili. O innych szybko się zapominało. Są jednak ludzie, którzy zostają w pamięci nie dlatego, ile strzelili bramek czy gdzie grali, ale dlatego, jakimi byli ludźmi. Dawid jest właśnie jednym z nich.

Miałem okazję wielokrotnie spotykać go na boisku, kiedy on zakładał „korki”, a ja brałem gwizdek do ręki. Nigdy nie było między nami złej chemii. Nigdy nie było niepotrzebnych pretensji, dziwnych zachowań czy szukania konfliktu. On robił swoją robotę, ja swoją. Zawsze wzajemnie się szanowaliśmy i to po prostu było czuć. Wiedziałem, że mnie lubi, a on wiedział, że ja lubię jego. Taki prosty, ludzki układ, oparty na wzajemnym szacunku.

Przez 30 lat jego życie kręciło się wokół piłki. Setki treningów, tysiące kilometrów, dziesiątki szatni i niezliczona liczba historii, których nie da się opowiedzieć w jednym tekście. Były sukcesy i porażki. Były kontuzje, które czasem cholernie bolały. Byli też ludzie, którzy pojawiali się na jego drodze i zostawiali po sobie ślad. Dodać trzeba, że jak to u ludzi bywa – jedni zostawiali po sobie wspomnienia, do których wraca się z uśmiechem, inni takie, które najchętniej zostawiłoby się za sobą.
Ale w tej historii najważniejsi zawsze byli Oni. Rodzina, Przyjaciele, Koledzy z drużyny i jego Tata.
Czytając pożegnalny wpis Dawida trudno było nie zatrzymać się właśnie przy tym fragmencie. Przy człowieku, który zaraził go miłością do futbolu, woził na treningi, wspierał po porażkach i przeżywał mecze syna bardziej niż on sam. Każdy, kto wychował się przy lokalnej piłce i miał obok siebie takiego Ojca, zna ten obraz. Tata stojący przy linii bocznej. Kilometry przejechane na treningi. Poświęcony czas. Wsparcie, które ważne jest i znaczy więcej niż wszystko inne.
Piękne było też to, że w tych podziękowaniach znalazło się miejsce dla Mamy, która jak napisał: dopinguje go już „z samej Góry”. Nie mogło zabraknąć oczywiście jego cudownych Dzieci, które po jego golach spontanicznie skakały w górę z radości.
I chyba właśnie dlatego ten ostatni mecz będzie czymś więcej niż tylko kolejnym spotkaniem ligowym w klasie okręgowej. Bo nie żegnamy wyłącznie zawodnika. Żegnamy kawał historii lokalnej piłki. Człowieka, który mógł zajść wyżej, ale nigdy nie miał problemu z tym, żeby spojrzeć w lustro i powiedzieć: „Jestem spełniony”. Człowieka, który dotrzymał słowa. Bo przecież lata temu powiedział:
„Tam, gdzie zaczynałem, tam skończę swoją przygodę z piłką nożną w roli zawodnika”.
Dawid Byrski dla Igol (13.03.2019r.)
I właśnie jutro to zrobi.

Jutro Dawid Byrski po raz ostatni zejdzie z boiska jako zawodnik. I choć zabrzmi końcowy gwizdek, choć kiedyś ktoś zajmie jego miejsce, to są rzeczy, których zastąpić się nie da. Charakteru. Klasy. Szacunku do ludzi.
Przez lata dawał Pogoni swoje umiejętności, czas i serce. Dlatego jutro nie kończy przygody z piłką kolejny zawodnik. Jutro swój rozdział zamyka człowiek, który na miano człowieka Pogoni Miechów zapracował bardziej niż ktokolwiek inny.
Dawid, dziękuję za wszystkie mecze, które miałem okazję Ci sędziować. Za normalność. Za wzajemny szacunek. Za to, że niezależnie od wyniku zawsze można było podać sobie rękę i spojrzeć sobie w oczy.
Takich ludzi w piłce nigdy nie jest za wielu.
Powodzenia w tym, co przed Tobą. A że z Pogonią i futbolem jeszcze nieraz się spotkamy, jestem o to spokojny.
ST
***
Dawid Byrski urodził się 1 czerwca 1990 roku – na swojej piłkarskiej drodze reprezentował barwy Polonii Nysa, Orła Ząbkowice Śląskie, Skalnika Gracze, Czarnych Otmuchów, Garbarni Kraków, Naprzodu Jędrzejów, Targowianki, Sparty Kazimierza Wielka czy Czarnych Staniątki. Blisko był też zagrania w barwach holenderskiego SV CHC 's-Hertogenbosch. Niezależnie od miejsca, do którego prowadziła go piłka, zawsze wracał jednak tam, gdzie wszystko się zaczęło. Do Pogoni Miechów.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta