Nie tak dawno jeszcze bili się o Ligę Mistrzów, dzisiaj bardzo głęboko w oczy zagląda im widmo degradacji do trzeciej ligi. Siedmiokrotny mistrz Niemiec – Schalke 04 Gelsenkirchen stacza się coraz niżej. Klub, który dla niemieckiej piłki jest ikoną, a i w Polsce ma wielu sympatyków. Górę lodu już widać – martwią się kibice, którzy na domowe mecze przychodzą w niesamowitej liczbie – ponad 60 tysięcy. To się nazywa miłość.
Wczoraj na oczach 62 tysięcy widzów, Schalke zdemolowało Osnabruck 4:0, a pierwszego gola dla popularnych „Czeladników” zdobył Marcin Kamiński. Gdyby nie rzucać okiem wstecz – wszystko gra. Kolorowo jednak nie jest, bo to dopiero piąte zwycięstwo „Die Königsblauen” w tym sezonie. Wobec jednego remisu i aż dziewięciu porażek – bilans 16 zdobytych punktów jest wstydliwy. Na tyle wstydliwy, że drużyna, która nie tak dawno biła się o prymat w Lidze Mistrzów – dzisiaj musi martwić się o swój drugoligowy byt.
W Polsce – Schalke 04 Gelsenkirchen jest niezwykle popularne i ma mnóstwo wiernych kibiców. Ekipę naszych zachodnich sąsiadów kojarzymy głównie z czasami, kiedy ich stroje przywdziewały dwa Tomasze, Hajto i Wałdoch. Boje z Schalke, bardzo dobrze pamiętają również kibice krakowskiej Wisły. Biała Gwiazda prowadzona przez Henryka Kasperczaka sprawiła ogromną niespodziankę wygrywając w Niemczech 4:1 i tym samym wyrzucając faworyta za burtę europejskich pucharów. Czasy to jednak już zamierzchłe, ale przecież jeszcze nie tak dawno „Czeladnicy” rozdawali karty w Lidze Mistrzów.
W sezonie 2018/2019 Schalke musiało uznać wyższość Manchesteru City w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Od tamtej pory klub pikuje w dół, a zakochani w nim ludzie są wobec powyższego faktu bezradni.
Odpadnięcie z fazy pucharowej Ligi Mistrzów to jednak nic. Wiosną 2021 roku ekipa prowadzona przez Dimitriosa Grammozisa spadła do 2.Bundesligi. Gigant jednak szybko otrząsnął się z tego marazmu i letargu i jak przystało na wielki klub, już w pierwszym sezonie wrócił w grono „Erste Bundesligowców”.
To był tylko jednak łabędzi śpiew, bo klub do końca nie wyzdrowiał ze wszystkich swoich bolączek i przypadłości. „Die Königsblauen” ponownie wyleciał z elity w ekspresowym tempie, zajmując wstydliwe 17.miejsce.
W niemieckiej drugiej lidze nikt przed Schalke nie zamierza się kłaść, co dobitnie widać po wynikach. Porażki z Fortuną Düsseldorf, Elversbergiem, Karlsruher, Herthą Berlin, Paderborn, St. Pauli, Kiel, Braunschwieg i HSV zrzuciły siedmiokrotnego mistrza Niemiec w dolne rejony tabeli 2.Bundesligi.
Kibice, którzy mają Schalke w sercu wierzą, że wczorajsza domowa wygrana będzie wielkim przełamaniem i klub zacznie piąć się w górę. Na internetowych forach nawołują nawet do zaprzestania krytykowania piłkarzy i sztabu szkoleniowego, wobec których do tej pory nie mieli litości. Na wszystkich domowych meczach stawiają się jak zawsze – praktycznie w komplecie. Robi to wrażenie na całym piłkarskim świecie. Tak wygląda prawdziwa miłość i wiara, w to że ich ukochany klub, nie roztrzaska się o górę lodową i upadnie na dno – jak kiedyś TSV 1860 Monachium i FC Kasierslautern. Wiara wiarą, ale górę lodową już widać coraz lepiej.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
Z pozdrowieniami dla Kolegi Marcina, bez rozmowy z którym ten tekst by nie powstał.


