Jeśli istnieje piłkarski Bóg, to HSV jest klubem, którego najbardziej nienawidzi. To przecież niepojęte, że można mieć wszystko, a od 2018 roku miotać się na zapleczu Bundesligi. Awanse do elity wymykają się w ostatnich chwilach. W tym sezonie jest ciut inaczej, awans wymknął się wczoraj, a porażka z Kiel na wypełnionym po brzegi stadionie w Hamburgu przelała czarę goryczy – klątwa trwa.
Mieliśmy wiecznie trwać
Hamburger Sport-Verein czyli po prostu HSV. Ten legendarny niemiecki klub piłkarski w 2018 roku po raz pierwszy w swojej historii spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej. Historyczny album stracił na wartości, bo słowo zawsze przestało mieć znaczenie. HSV był jedynym klubem, który trwał w najwyższej klasie rozgrywkowej od samego jej początku. Wszyscy byli pewni, że będzie tam wiecznie.

Historia jednak okazała się bezlitosna. W 2018 roku ukochane dziecko piłkarskich niebios zostało wyklęte przez samego Boga. Nikt do końca nie wie czym na ten los sobie zasłużyło. HSV opuścił Bundesligę, a słynny zegar na Volkparkstadion przestał odmierzać czas i został przestawiony na inne tryby. Na nic zdało się zwycięstwo 2-1 z Borussią M’gladbach. Hamburczycy zostali wykopani z Bundesligi, a co poniektórzy złorzeczyli. Skoro wiecznie byli w Bundeslidze to teraz nie wrócą do niej już nigdy. Rzucona klątwa – działa i ma się w najlepsze.

Kibice w portowym mieście nie mogli pogodzić się z tym, że ich ukochany klub opuścił elitę. Wyraz temu dali nie tylko na stadionie, ale i na ulicach miasta. W Hamburgu było niespokojnie przez wiele dni i nocy.

Ostatni mecz sezonu 2017/2018 ledwie udało się jakimś cudem dokończyć. Od tamtego momentu minęło już sporo czasu, a HSV próżno szukać w tabeli Bundesligi. Klub co roku walczy o awans i co roku przegrywa go w dziwnych i często niewytłumaczalnych okolicznościach.
W tamtym roku wydawało się, że już są w ogródku i witają się z gąską. Było nawet takie 11 minut, w którym kibice myśleli, że się udało. Ale co tam! – Piąta próba powrotu do elity zakończyła się fiaskiem. Zresztą jak cztery poprzednie. Teraz również to szóste podejście zakończyło się fatalnie. HSV przegrał u siebie z Kiel 0:1 i stracił nadzieję na awans.
Historia papierowej kulki, a więc pasma nieszczęść
W muzeum Werderu Brema leży sobie jak gdyby nigdy nic – papierowa kulka, która była elementem oprawy kibiców HSV. Ten kawałek papieru został wylicytowany za ponad 4 tysiące euro i to właśnie od niego w 2009 roku zaczęło się pasmo nieszczęść piłkarzy „Rothosen”. HSV podejmował wtedy Werder Brema w półfinale Pucharu UEFA.
Kiedy Michael Gravgaard w niegroźnej sytuacji zagrał prostą piłkę do własnego bramkarza, futbolówka podskoczyła na leżącej na murawie papierowej kulce i wyszła na rzut rożny.

Oczywiście z tego stałego fragmentu gry Werder zdobył gola i awansował do finału. HSV od tego czasu poległo na wszystkich frontach. Nie zagrali w finale Pucharu Niemiec, nie podbili Europy, nie zdobyli mistrzostwa swojego kraju i nawet się do niego już nie zbliżyli. Klub z każdym sezonem osuwał się coraz niżej, aż w 2018 roku spadł z elity. Ta papierowa kulka przez wszystkich w Hamburgu została uznana za początek pasma nieszczęść ekipy znad pięknej Łaby.
Klątwa, czary, zabobony – przeklęty Hamburg
To nie średniowiecze, ale ciężko nie wierzyć w tym przypadku w czary, klątwy i zabobony. HSV to klub, który ma wszystko. Wiernych, licznych i oddanych kibiców, a do tego tradycję i bogatą historię. Ma też piękny stadion i odpowiedni budżet.

I co?
I nic. Piłkarze nagle zapominają jak się gra w piłkę. W Niemczech śmieją się, że jak chcesz zapomnieć jak się kopie futbolówkę to idź do Hamburga. Tam nawet genialny Argentyńczyk Messi zatraciłby swój geniusz. Rzeczywiście tam gdzie Łaba uchodzi do Morza Północnego dzieją się dziwne rzeczy. Bezradni są piłkarze, kolejni trenerzy, kibice i właściciele.
Wczoraj w 59.minucie meczu piłkę do siatki Matheo Raaba posłał Tom Rothe. Kilka minut później goście grali w osłabieniu, bo czerwoną kartkę obejrzał Lewis Hotlby. HSV naciskał niemiłosiernie, ale gola nie zdobył.

Gdy Stegemann zagwizdał po raz ostatni – jasne stało się, że „Rothosen” do Bundesligi nie awansują. Komplet publiczności Volkparkstadion opuszczał w ciszy. Nie było złości, nerwów, wyzwisk. Każdy wie, że klątwa rzucona papierową kłodą przez piłkarskiego Boga trwa w najlepsze. Nikt tylko nie wie czym ten wielki klub sobie na to zasłużył… .
Z Piłką w Sercu (ST)
***
Hamburger SV po 30 kolejkach ma na swoim koncie 49 punktów. Do miejsca dającego baraże traci 6 punktów. Do końca zabawy 4 kolejki, ale szans na dogonienie ekipy z Kilonii czy odwiecznego wroga St. Pauli nie ma żadnych.






