Mam dla Was challenge, policzcie ile razy w ciągu dnia, tygodnia i miesiąca powiedzieliście lub usłyszeliście coś w stylu „ten to ma dobrze”, „też bym tak chciał” lub „taki sukces odnosi jeden na milion”. Ja już przestałem liczyć ile razy to słyszę, tylko za każdym razem się uśmiecham. Dlaczego?
Po pierwsze dlatego, że każdy z nas odnosi swój mały sukces każdego dnia, kiedy rozwiążemy jakiś problem, kiedy wywołamy uśmiech na twarzy ukochanej osoby lub kiedy zrobimy coś niespotykanego. Znam też takich, którzy otwierając oczy rano odhaczają rubrykę z nagłówkiem „sukces”. Sukces jest wszystkim i niczym, zależy od naszego punktu widzenia.
Kiedy patrzymy na nasze dzieci, cieszymy się, a przynajmniej powinniśmy, z najmniejszego zwycięstwa jakie osiągają. Po raz pierwszy powiedzieli „tata”, „mama” czy „nietoperz”, zdobyli pierwszego gola, zaliczyli 100% frekwencję na treningach czy dostali pierwszą piątkę z matematyki po wielogodzinnej nauce. Wszystko nas cieszy i pozwala docenić trud oraz wysiłek naszego dziecka.
Jeśli spojrzymy jednak w skali makro, jako kibice napawamy się, lub zazdrościmy w zależności od podejścia, sukcesami Robert Lewandowski, Kamil Stoch czy Justyna Kowalczyk, a wcześniej Robert Korzeniowski, Otylia Jędrzejczak czy Adam Małysz. Naszą domeną jest liczenie ile to oni nie zarobili, na co to ich nie stać i jak to oni nie mają cudownego życia. Dopiero po chwili, o ile w ogóle, dochodzimy do wniosku, że ich sukcesy są pochodną ciężkiej, przemyślanej, dobrze zaplanowanej i systematycznej pracy.
Robert Lewandowski powiedział kiedyś „Sukces to ciężka praca każdego dnia” i z tym cytatem na weekend chcę Was dzisiaj zostawić.
Niejednokrotnie słyszę pytania, czy moje dziecko pod Pana mentoringiem osiągnie takie same sukcesy jak ten czy tamten Pana klient. Wiecie co odpowiadam? Nie wiem. Szczerze i bez owijania w bawełnę, nie mam pojęcia. Każdy z nas jest inny, każdy z nas sam odpowiada za swoją dyscyplinę, determinację i motywację, każdy z nas ma też swój łut szczęścia.
Ten idiom nie jest tutaj postawiony bezcelowo, szczęście ma duże znaczenie w końcowym rozrachunku. Wystarczy bowiem, że coś niefortunnie „wysypie się” w ostatniej chwili i pojawiają się problemy, więc wyrażenie „na szczęście” nie jest wymyślone dla poklasku.
Ale jak wiadomo szczęściu trzeba pomóc, stąd ciężka praca każdego dnia na każdej płaszczyźnie, i to nie samego młodego piłkarza czy piłkarki, ale całego zespołu ludzi w jego czy jej otoczeniu, wpływa na końcowy sukces. A na czele tego zespołu stoją świadomi rodzice. Tak więc sami rozumiecie, my też musimy wykonywać codzienną pracę na rzecz naszych dzieci, by te mogły odnosić sukcesy, te małe, a finalnie też ten wielki.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta