Wczoraj w godzinach wieczornych miały miejsce trzy wydarzenia związane z futbolem. Na europejskiej scenie rozgrywała się 3. kolejka Ligi Mistrzów, na rodzimym podwórku rozgrywane były zaległości spowodowane wakacyjną przygodą Wisły w Lidze Europy, zaś na olkuskim zamku wydarzyło się najważniejsze. To spotkanie ludzi z czterech powiatów, którzy bezgranicznie kochają piłkę nożną. Przy stole zasiedli rycerze, zafrasowani stanem organizacji, których łączy wspólny cel, skruszyć zardzewiały beton oraz zastanowić się, jak ulepszyć to, co istnieje tylko w teorii. W praktyce zaś to wydmuszka, która posiada tylko nazwę.
Nie będziemy opisywać potyczek Milanu z Brugią czy Girony ze Slovanem. O meczu Górnika Łęczna z Wisłą też wystarczająco dużo zostało powiedziane. Nie są to rzeczy tak istotne dla mieszkańców powiatów olkuskiego oraz miechowskiego. Dla licznie zgromadzonych we wtorkowy wieczór pasjonatów istotny był jeden główny temat – piłka nożna na podwórku lokalnym. Mocna i bardzo solidna grupa przedstawicieli lokalnych klubów żwawo debatowała. Gdyby ściany miały uszy, to po tych rozmowach, zaczęłyby się ruszać płyty tektoniczne pod oceanem, oznajmiając jedno – idą zmiany.

Przysłuchując się z boku tym dysputom, można było odnieść wrażenie, że lud w końcu nie boi się mówić. Języki wielu zostały rozplątane, a z kilku serc spadły ogromne głazy, jakby wcześniej mówienie prawdy było zakazane. Jako że było to w zamku, wszystko się zgadzało. Miejsce to można porównać do klimatu Castello Normano-Svevo, czyli posiadłości w Bari, rodzimym mieście wielkiej królowej Bony Sforzy, która tam też skończyła swój wspaniały żywot. Na Podzamczu też pojawiła się pewna księżniczka o pięknych blond włosach, a z nią pojawili się nowi gracze. Byli to przedstawiciele okolicznych klubów z ościennych powiatów, którzy mocnymi słowami wsparli nowy front. Kierunek zmian dla wszystkich jest jeden – jasny, słuszny oraz klarowny.

Wtorkowe spotkanie jest nowym rozdaniem, otwarciem „czegoś” innego, powiewem tak potrzebnej normalności. Pokazaniem, że można inaczej, że można słuchać, a zarazem sprzeczać się i dochodzić do merytorycznych kompromisów. Pozostałości rdzy są jeszcze widoczne na kruchym betonie. Większość zgromadzonych z pewnością ma nadzieję, że lada chwila to wszystko będzie tylko przeszłością. Postawienie nowych fundamentów nie będzie proste, ale w tym składzie osobowym jest tak duży potencjał i tak wielka siła, że zdrowa konstrukcja stanie bardzo szybko.
Wczorajsze obrady to ogromny sukces dla każdego zgromadzonego na owym posiedzeniu. Znamienne jest to, że przez ostatnie 20 lat, nie było okazji do takiego spotkania. Do działania potrzebna jest dyskusja, burza mózgów i zwykła ludzka rozmowa, bez tego ani rusz. Odpowiedź na pytanie, dlaczego jest jak jest, sama nasuwa się na usta. Piłka ma łączyć, a nie dzielić jak przez ostatnie lata świetlne w tej organizacji.
Dochodzące odgłosy syczącego betonu, który w akcie rozpaczy rozgrzewa linie telefoniczne do czerwoności na nikim nie robią żadnego wrażenia. Wręcz przeciwnie tylko powstałą grupę umacniają.
Z Piłką w Sercu (Redakcja)
***
Zdanie wychodzącego z sali człowieka, który w piłce działa ponad 40 lat zapamiętamy do końca życia. „Bardzo Wam dziękuję. Jestem w strukturach tej organizacji praktycznie od początku jej istnienia. Piłce dałem całe swoje życie, z organizacji nie dostałem nawet głupiego długopisu. Warto było czekać tyle lat, żeby na własne oczy zobaczyć, że można normalnie. Jestem z wami!”
Firmie SANRED dziękujemy za obsługę medialną, nagłośnienie sali i pomoc. Jesteś wielki Piotrku!







